poniedziałek, 28 stycznia 2013

Mr James White

Trafił do nas wraz z Sambą na czas wielkiej przeprowadzki Kasi ze Szkocji na południowy zachód Anglii. Ma około 12 lat. Nikt nie wie tego dokładnie. Postanowiłam opisać tutaj życie tego kota, bo uważam, że jest ciekawe. Co jest też bardzo ważne – po tylu wędrówkach Mr James White ( w skrócie Mr White) po prostu szalenie kocha ludzi i gdziekolwiek się znajdzie dąży do tego, by obecny jego opiekun też go kochał. Muszę przyznać, że doskonale mu to wychodzi...
!
Gdzieś tam w Australii kolega Kaśki poszedł do schroniska, by wziąć kota dla niej na prezent urodzinowy. Wpadł mu w oko Mr White, bo od razu chciał się z nim zaprzyjaźnić. Zapytał o niego personel i dowiedział się, że kotu zostało 5 dni. W Australii niestety zwierzęta usypia się po jakimś terminie, gdy nie znajdą domów. Zresztą, gdzie tego nie robią, nie? Dowiedział się również, że Mr White mieszka w schronisku od pół roku, gdyż jest tak cudnym i przyjaznym kotem, że nikt nie ma sumienia go zabić. Być może wcześniej zainteresowani tym kotem też słyszeli informację o 5 dniowym żywocie kota i gdyby kolega Kaśki go nie wziął, Mr White nie zostałby uśpiony, ale go wziął i sprezentował Kaśce.

Kaśka zaś jest kociarą pierwszej wody, ale po trzech latach od momentu adopcji Mr Wthite'a zdecydowała się na emigrację do Europy. Ponieważ jechała od nowa budować sobie życie w Polsce, kota zostawiła pod opieką przyjaciółki do czasu, aż go nie zabierze do siebie. Niestety, życie koleżanki również się skomplikowało i kot trafił do kolegi. Kolega zaś mieszkał wraz z przyjaciółmi na squacie. To jest w Australii i Ameryce dość popularna forma egzystencji. Zajmuje się jakiś opuszczony budynek itd. Było dość patologicznie – wódka, kurwy i narkotyki, ale kota miała jedzenie i ciepełko w śpiworze lub obok jakiegoś ciała. Zresztą to się u Mr White'a do dziś zauważa, że on musi spać z człowiekiem. Jeśli legowisko nie jest dość szerokie, to układa się na człowieku.:)))))

Pewnego dnia na squat wpadła policja i zamknęła całe towarzystwo, oprócz kota. Po trzech latach koleżanka, której Kaśka powierzyła opiekę nad nim spotkała go w galerii obrazów. Zapytała o niego właścicielkę.
A, przyszedł tu dawno temu i sobie tu mieszka. Wiemy, że ma na imię Mr White. - rzekła właścicielka. Koleżanka wymieniła się z nią numerami telefonów i to było tyle. Jednak po roku kobieta z galerii zadzwoniła z informacją, że zamyka interes i co z kotem? Koleżanka go wzięła do siebie oraz powiadomiła Kaśkę.

Po siedmiu latach przygód Mr White wylądował lotem z Melbourne we Frankfurcie, a następnie w Berlinie. Przy okazji, bardzo interesowały mnie warunki, w jakich zwierzęta są przewożone na tak długich trasach. Kuweta? Nie. Jedzenie? Nie. Jest klatka wielkości... No, zwierzę musi móc się obrócić. Ja to sobie wyobrażałam tak, że klatka jest na tyle duża, by oddzielić chociaż kawałek na kuwetę. Nie zaraz salony. A tu są jedynie sralony.

Z Berlina kota pojechała do Szczecina, a po kilku latach wylądowała w Szkocji.

Dzisiaj ma się dobrze u mnie w domu i jak nie ma miejsca obok, to rozkłada się na mnie i mruczy. Dla Mr White'a nie jest szczególnie ważne na której części ciała się ułoży, byleby na korpusie – brzuch, cyc, szyja. A jak się przytula, to całym sobą – obejmuje łapami szyję, patrzy w oczy i liże głowę. Trochę mnie na początku irytował, bo strofował moje własne koty w ich własnym domu, ale gdy się przekonałam, iż jest to jedynie samoobrona, by one nie wlazły mu na głowe oraz ujął mnie swoja mądrością w stosunku do ludzi, to myślę sobie, że na miejscu Kaśki, nawet po tylu latach ściągnęłabym go z konca świata.

A na południowym zachodzie prace chylą się ku końcowi i zaraz Mr White będzie miał spokojny dom starości. Ja myślę!

P.S. W glebi widac naszego Romeo - kopie Mr White'a (nawet go nasladuje), a na pierwszym planie moja syna - Olus:)))))

13 komentarzy:

  1. A zdjecie?? Gdzie zdjecie??tylko smaka robisz !! :-P

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesamowita historia. Ale mial tez kot szczescie, ze spotkal na swojej drodze porzadnych ludzi. A moze to ludzie mieli szczescie jego spotkac?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justm, wlasnie, kto mial to szczescie... On jest naprawde wyjatkowy.:) Choc nie powiem, ze na poczatku mnie wkurzal:)

      Usuń
  3. Cuuuuudny, i historia nisamowita! Mam slabosc do kotow "z bialym" :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. szczęściarz!!! i piękny...

    OdpowiedzUsuń
  5. Strasznie podobny do naszej Tosi i z opisu jak brat bliźniak, Tośka też do szczęścia potrzebuje tylko rąk do głaskania, nawet żarcie może nie istnieć :) Cudne kocisko :))

    OdpowiedzUsuń
  6. kot z historią, śliczny jest :)

    OdpowiedzUsuń
  7. super że to napisałaś. ale Olek wielki jest!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ty to masz kurde szczęście do tych futer, lecą do Ciebie jak pszczoły do miodu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Koci hotel u Athi ;) Życzę James'owi spokojnego dożycia kocich lat. Swoją drogą miał szczęście, że nie trafił w swym bogatym życiu na drani.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń