niedziela, 4 listopada 2012

"Piłem w Spale spałem w Pile, hej"

Niby i jest o czym pisać, przecież zawsze coś się dzieje, ale chęci brak. Nie, nie cierpię na żadną deprechę, pms i tym podobne wątrobowe gnicie. Tak jakoś gonię czas, a on wyślizguje mi się z rąk jak mydło. Październik dosłownie mi spierdolił, nie wiem jak i nie wiem kiedy. Pod jego koniec przystanęłam, pokontemplowałam, zapaliłam świeczki i teraz bach, już czwarty listopada. Ten to będzie mi się dłużył jak ruski miesiąc, bo go nie lubię najbardziej. Ze wszystkich.

A bo w ogóle, to dla mnie przez okrągły rok mogłyby istnieć tylko – marzec, kwiecień, maj, czerwiec, lipiec i wrzesień. Z resztą na drzewo. Okej, okej, jeszcze grudzień tak od 20 by uszedł, ale reszta naprawdę won.

Wczoraj późnym popołudniem pojechałam z Miśką rowerami na małe zakupy i woń jesieni pomieszana z palonymi gdzieś w oddali liśćmi zaniosła mnie do czasów dzieciństwa, kiedy piekliśmy kartofle w chruście (tak nazywaliśmy zeschnięte badyle krzewów). W ciemnościach rodzice słyszeli tylko nasze wrzaski – jeszcze, jeszcze rwijcie, bo się spala szybko! Potem zjadaliśmy te kartofle na wpół surowe i były pyszne. Obgryzaliśmy je sprytnie dookoła...

Jeszcze ten 1 listopada. Zapaliłam wirtualne świeczki na grobach bliskich, bo administracja cmentarza w moim mieście aktualizuje GROBONET na bieżąco, ale to nie to samo. Dusza jednak płacze, chciałoby się być, ale się nie jest, bo nie opłaca się jechać taki szmat drogi na jeden dzień. Wiem, wiem, dla chcącego... Tylko, że te kalkulacje.

A dzisiaj byłam z Miśką w angielskim kościele katolickim. Bardzo nam się podobało. Dzieciaki na początku mszy są zabierane do osobnej sali i mają zajęcia z katechetą. Wracają przed komunią, stają przed ołtarzem i pan katecheta mówi, co dzisiaj robiły. Miśka nie była, bo się spóźniłyśmy (to wina suszarki do włosów, wyjątkowo się przegrzewała). Zapytała mnie (Miśka, nie suszarka) podczas mszy, skąd wiem co mam mówić, a ja do niej, że nie wiem, tylko ruszam ustami. Mój tato tak oszukiwał w kościele, kiedy jeszcze chodził. Po Bożym Narodzeniu zostanie wystawiona lista do wpisywania dzieci, które mają przystapić do komunii w przyszłym roku. I to tyle, bez żadnych obowiązkowych różańców, rorat, gorzkich żalów... Wystarczy co niedziele być w kościele. Pisałam już wczesniej o fanaberiach polskiego księdza... Masakra. A żeby było smutniej, to dziś spotkałam pewną Słowaczkę, która zapytała mnie dlaczego nie chodzę do polskiego kościoła. Odparłam, że nie chcę o tym mówić, a ona do mnie ze znaczącym uśmiechem, że chodzili do polskiego kościoła, ale przestali po tym, jak w ubiegłym roku ksiądz odmówił jej synowi udzielenia sakramentu komunii, bo... nie jest Polakiem. Wstyd.

Zadzwoniłam też dzisiaj to mojego tatusia. Bardzo się tatuś wzruszyli byli. Oko im łzawiło... bo chorzy jacyś. Opierdolili mnie, że mają stare zdjęcia wnusi, a tak dawno temu prosili o nowe. Zawstydziłam się. Pójdę po niedzieli, wywołam, wyślę.

No to tyle, bo koty zdrowe. Romek tylko manto dostał od Dudka, bo mu się szefowanie zamarzyło. Ale tylko raz dostał, bo raz przegiął.
Tu w swojej budce ulubionej, co ją od cioci Agnieszki dostał w prezencie na nowy dom.Wiano, hehe.

To miłej jesieni, bo kij wie, kiedy się odezwę.:)

10 komentarzy:

  1. Oooo.... jak ja Cię rozumiem! Dla mnie rok mógłby zaczynać się w kwietniu i kończyć się we wrześniu. No, październiki ostatnio też w miarę ok więc niech będą... Reszta do wywalenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tegoroczny pazdziernik tez nie powinnam psioczyc.:)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. No, łatwiej sie woła niż Romeeeeooooo:)))

      Usuń
  3. Październik też. Urodziny mam, rocznicę ślubu i zajeeebiste kolory w parku. A reszta precz. Powinnam przesypiać zahibernowana, żeby się ofkors nie starzeć :)

    A już myślałam, że polskim kościołom tylko w Polsce wali w dekiel!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje, pazdziernik ujdzie, kolory ma fajowe. Ta hibernacja, Małgośka to niezły pomysł jest:)

      Polskim na obczyznie tez, ale nie wszedzie. W Norymberdze z ksiedzem mozna bylo zalatwic wszystko i chlop byl kaplanem takim, jak powinno to wygladac. ale to bylo sto lat temu...

      Usuń
  4. A idź, kurna z tym listopadem. Chujnia taka , że wyć się chce.
    Jeszcze mi się koszmar z przeszłości mailowo odezwał i mam ochotę mordować. Zadzwonię to Ci powiem.Jutro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O masz, koszmar listopasowych maili.:))))) wspolczuje:(

      Usuń
  5. a na Kaszubach listopad jeszcze w listowiu, nawet brzozy bywają całkiem brudnozielone a na niektórych modrzewiach jeszcze igły...zupełnie nie jak listopad
    ja tam lubię listopad, las, który się powoli rozbiera, no chyba, że to las bukowy, ten to jakis taki ekshibicjonista, od dawna swieci gołym tyłkiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bea, a ja tego powolnego rozbierania sie nie zauważam. Wychodzę z domu w listopadzie i mówie - no tak...łyso. Nie, no ja nie lubie tego miesiaca jak diabli. Bo w grudniu juz jest troche inaczej. Juz jestem pogodzona z golymi drzewami itd, oraz przystrajam dom swiatecznie. Ale ja nie mieszkam przy lasach, niestety...

      Usuń