wtorek, 6 listopada 2012

Mielonka

Przyjechał do mnie kolega Pako, z którym juz ze sto koni ukradłam i ze sto na pewno jeszcze ukradnę. Usiedliśmy przy stole w jadalni, bajerzymy, ja jem gruszkę. Nagle Pako pyta:
- Co tam Doris pociskasz, mielonkę?
- Nie, gruszkę, a co?
- A, bo mielonką zaleciało - mówi.
Błyskawicznie przeanalizowałam sytuację.
- E, nie, to kot był w kuwecie.
- To kot mielonką sra?
- Czekaj, to pierwsza faza - rzekłam. - Zaraz trzeba będzie wiać.

Romek sadzi takie mielone kwiateczki.:))))

5 komentarzy:

  1. "Mielone kwiateczki" :-D hahahaah :-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hihihi, dobre! Nasza Tosia tez zapowietrzala caly dom zanim sie nie oczyscila z tego, co jadala zanim trafila do nas. Chyba z miesiac to trwalo, cierpliwosci :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pako w dom, mielonka na stół:)

    OdpowiedzUsuń