czwartek, 13 września 2012

Smutne oczy pięknego Mińka

Historia Minia nie jest może wstrząsająca, ale na tyle smutna i wywołująca gniew, że muszę ją opisać. Nadmienię również, że sama niechcący zgotowałam temu kotu taki los.

Kiedy dostałam maluteńkiego Olka, koleżanka ze szkolnej ławki powiedziała:
- Jak go już odchowasz, to my go weźmiemy. Popukałam się w czoło i parsknęłam, że w życiu go nie oddam. - Znajdź sobie - dodałam. Tymczasem znajomej z ulicy okociła się kotka i... tak Miniek trafił do koleżanki, ale wtedy jeszcze jako Minia. Wszyscy myśleliśmy, że to koteczka.


Gdy Minia trochę podrosła, koleżanka zaczęła coraz częściej przepędzać ją z domu.
- Och, ciepło jest, a ona ma pchły - powiedziała któregoś razu pod presją mojego morderczego wzroku. Nie wytrzymałam i puściłam wiązanką, że to nie jest wina kota, iż ma zoo w sierści. Poza tym, skoro bardzo chce jedynie karmić kota, to mogła kupić karmę, postawić michę w ogrodzie i dbać o te bezdomne!

Wczesną jesienią koleżanka przeprowadziła się w odległą część miasta i straciłyśmy kontakt. Pod koniec marca tego roku Miśka została zaproszona na urodziny córki rzeczonej koleżanki. Zobaczyłam w ogrodzie na wpół dzikiego kota z masą kołtunów dookoła szyi, który na mnie prychał!
- Co wy z tym kotem zrobiliście?! - nie kryłam oburzenia. Poza tym nie widziałam jeszcze tak smutnych oczu.
- A co zrobiliśmy? - zdziwiła się koleżanka. - Ona nawet woli być na dworze, kocha ogród, to jej królestwo.
Pamiętam, że po powrocie do domu zadzwoniłam do Daisy i jej to wszystko opowiedziałam.
- No co za sucz! - wykrzyknęła Daisy. - Ty, a może by tak jej tego kota ukraść - zasugerowała.
- Nie da rady, ja bym się jej bała, ona agresywna jest - odparłam mając na myśli kotkę.

W minioną sobotę koleżanka przyszła do nas na urodziny Miśki. Gadka-szmatka i ta nagle wyskakuje, że postanowili wywieźć kotę gdzieś za miasto i wypuścić w polu. Wywaliłam gały, a ona szybko zaczęła nowe zdanie.
- Słuchaj, nie możemy posiedzieć w ogrodzie, bo nas gryzie i drapie. Ni z tego, ni z owego podlatuje i gryzie. To nie jest normalne. Dzieci się jej boją, ja się jej boję, stary się jej boi. Patrz jakie mam blizny na rękach - pokazała dłonie.
- Kochana! - zaczęłam bez cienia współczucia, - wy ją wyrzucacie z waszego domu, to ona wyrzuca was ze swojego. Nie zaznaje od was ani kropli miłości, to co się dziwisz? I co to w ogóle znaczy wywieźć w pole? Nie pomyślałaś o tym, by dać jej szansę i zawieźć chociaż do ochronki?
- A jaką ona będzie miała szansę w ochronce, jeśli tak gryzie i drapie? Zaraz ją tam uśpią - odparła.
- Chuja o tym możesz wiedzieć. Przywieź mi ją do domu, zabieram ją.

W ten sposób Minia trafiła do nas i okazało się, że to jest kocur – Miniek. Przez ponad rok nie wiedzieli, że to nie kotka, tak? Zadzwoniłam do koleżanki, by jej o tym zakomunikować, a ona na to:
- No tak sobie myślałam, że to chyba kocur. - Powstrzymałam się od komentarza, bo naprawdę nie ma z kim gadać.

Tymczasem Miniek powoli nabiera do nas zaufania, zwłaszcza do mnie. Sam przychodzi po pieszczoty, gdy odwiedzam go na górze. Łasi się do nóg, daje z czachy w dłoń, MRUCZY, gada. A chudy jest jak książka! Dudek jeszcze na niego prycha, ale przechodzi obok bez czajenia się, Olek zaś łazi normalnie acz z pewną dozą nieśmiałości. Miniek za to jest spokojny, akceptuje to, co mu oferujemy w naszym domu. Dziś wybrał się nawet na wycieczkę do kuchni!

Bardzo bałam się zabiegu wcierania mu w kark środka przeciw pchłom. Com się do niego nagadała, a napokazywała, że to, co mam w ręce muszę mu wetrzeć tu i wtedy te jebane pchły nie będą go gryzły. Dla pewności na jego oczach wtarłam środek Olkowi i udało się! Kota nie wbiła mi ani zęba, ani pazura.


W poniedziałek udaję się na wizytę w sprawie kastracji. W jednej takiej klinice podobno na termin czeka się tylko tydzień. Łatwiej będzie znaleźć dom dla wykastrowanego kota. U mnie nie może zostać, niestety, ale nie puszczę go byle gdzie drugi raz. Kasting urządzę, bo to jest naprawdę przepiękny, duży i mądry kot.


Dudek oczywiście ma focha na mnie jak stąd do Wrocka! Przejdzie mu.
Koleżance, tak po koleżeńsku życzę, żeby ją wszędzie obłaziły pchły. W sypialni, w ogrodzie, w sklepie, u lekarza, a kocury żeby jej permanentnie obszczywały drzwi, parapety i wywieszone pranie. Żeby ją koci szczoch w oczy szczypał! I żeby ją lis uchlał w tą tłustą dupę!

44 komentarze:

  1. powiem krótko:pizda, nie koleżanka!!!

    dobrze,że trafił do Was,będzie mu dobrze.

    pchły??i kleszcze!wszędzie!!! szczególnie w mózg!!

    jesos,no cipa i tyle..

    ja bardzo przepraszam za słowa,ale nie mogę inaczej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lej żółcią Mijka ile chcesz:) Kolezanka nawet nie zadzwoni żeby sie dowiedziec, jak sie kota czuje, hyhyhy.

      Usuń
  2. No bieduś strasliwy, no! Ale może trafi mu się dom jak z kociej bajki, nie ?
    Co ja będę gadać.
    Należy się mu jak żadnemu innemu.
    A tej kurwie wędrowniczce - popioły, zgliszcza, pył i gruz. We wszystkich aspektach.
    Amen.

    OdpowiedzUsuń
  3. jesteś mamunia zastępcza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bea, teraz widze, jakie to trudne zadanie.;)

      Usuń
  4. Jesteś dobrym człowiekiem :)
    Pod życzeniami się oczywiście podpisuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malgoska:))) To ja moze wysmaruje jej kartke z zyczeniami, walne podpisy internautow i wysle:)))))

      Usuń
    2. Zwłaszcza o tym chuju z syberyjskimi bakami, podpiszę się nawet nogą :)

      Usuń
  5. No myślę, że to jest BYŁA koleżanka. Pod życzeniami się podpisuję, a Tobie życzę owocnej pracy nad socjalizacją Minia. Jest piękny! Będzie dobrze :) Pozdrawiam Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki Magda.:))) BYŁA jest juz od roku w sumie, widzimy sie, bo nasze dzieci sie zapraszaja.;)

      Usuń
    2. Magda, pozdrow swoje dwa futra:)))) Nie bede wstawiala drugiego komentarza, bo teraz g zobaczylam. Ty z pewnoscia myslalas, ze Ci zezarlo,a to ja mam moderowane.:)

      Usuń
    3. Dzięki, wygłaskam! No myślałam ,że mi zeżrało i nawet sobie pomyślałam brzydko he,he:) ale ja jestem dureń komputerowy i się nie znam :(

      Usuń
  6. Tabletkę dopaszczowo na robale. Koniecznie. Skoro on taki chudy, to mogą być pasożyty. A nawet gdyby nie, to trzeba profilaktycznie. Do listy życzeń dopisuję moje tradycyjne "oby się w trumnie zesrała".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daisy, tabletki wezme od weta, te z marketu nie sa dobre. I w ogole chuj jej w dupe, taki syberyjski z bakami!

      Usuń
  7. Żeby ją pchły obłaziły i nie znalazła się ani jedna dobra dusza, która jej preparat przeciw pchłom w kark wetrze. Głupia cipa. A kot przecudny, on coś z Norwega ma, nie? Pięęękny:) Gdyby nie to, że ja też już nie mogę to bym Ci go zabrała. O!

    OdpowiedzUsuń
  8. Cos wlasnie ma, Dudek jest tez norwegowaty, ale mniejszy. Kota juz chyba ma dom, ale nie moge zapeszac:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciiicho tam. Póki co są negocjacje. Idą w dobrym kierunku. Tylko imię stwarza problem :-)))
    Ale mnie się wczoraj w nocy przyśnił kot o imieniu Melon :-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czymam kciuki, bo u Was bylby dla niego dom naprawde jak z kociej bajki.;)

      Usuń
  10. Nowosci. Kota ma spory apetyt, odzywa zatem. Dzis tuz przed 19.00 dalam mu trzecia porcje karmy. Zaraz potem przylazla Miski kolezanka na noc, wiec Miniek-Melon siedzial sobie cichutko na gorze. Gdy panny polozyly sie spac, a ja gralam w Chef Ville na FB nagle zlazlo kocie z rozdartym pyskiem i poszlo wyjadac Dudkowi w kuchni. od tamtej pory, mimo pofukiwania Dudka lazi po dole, wacha drzwi i placze. Chce wyjsc. Strasznie dziwne, ze Olka nigdzie nie ma, pewnie uwalil sie w mojej sypialni i spi. To, jak Olek zaakceptowal nowego w domu czyni mnie naprawde dumna z tego mojego kocurka. Dudek, ta menda lazi za nim krok w krok, jak cien. Miniek-Melon nawet wskoczyl na stolik i objadal suche badyle. Strzelilam fote ostatkiem bateryjnych sil i wstawilam je do ladowania. Android jak zwykle o tej porze pusty. Jutro te fote wkleje:) O, cicho, Duda pierdolnal sie na wiklinowej sofie, menciony. Wszystko bedzie dobrze. Oby do poniedzialku:))))

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wypuszczaj łajzy. Trudno, musi przecierpieć.
    Melonisko moje :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, no jasne, ze Łajza do dupy pojdzie;)

      Usuń
  12. miałam wyłączone obce ciasteczka i przez to nie mogłam komentować nawet na swoim blogu! hehehe,teraz jak ktoś będzie na to narzekał to anwet wiem co mu napisać.
    a baba czy teżtfu ta twoja koleżanka to pizda grochowa,zobaczysz,kiedyś doświadczy podobnego odrzucenia,bo takie rzeczy wracajado ludzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matylda, mam taka nadzieje. NAPRAWDE!

      Usuń
  13. Athina jesteś wielka!
    Daisy jesteś wielka!

    :)))

    OdpowiedzUsuń
  14. Ade, nie wielka. To jest naturalny odruch kazdego dobrego czlowieka;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Słuchajcie, zapomnialam napisac o tym, co mnie najbardziej w tym kocie rajcuje. OCZY! On ma je wymalowane dookola w srodku na czarno. Dokladnie, jak kobiety sobie maluja kredkami tak w srodku oczu. Te kreski mu sie ciagna tak, ze z daleka widac, jakby mial śpiochy w kącikach. Nie spotkalam sie jeszcze z czyms takim na bialym pyszczku. Niesamowicie to wyglada;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ale żeby taki chudziak miał na imię melon?! No chyba że to ma być prorocze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iiii tam, Daisy poobserwuje kota i zmieni zdanie:)

      Usuń
  17. Popatrz jakie ma paski na futerku na plecach, to będziesz wiedziała dlaczego Melon :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nożkurwajapierdolę!!!
    Życzę jej tego samego co ty.
    I żeby mąż jej nawet kijem nie tknął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuuu, RUDA, to juz naprawde zle jej zyczysz:))))

      Usuń
  19. I żeby jej ktoś badanie per rectum widłami zrobił. Dalej mie trzęsie jak se pomyślę, że takiego kota chciała wyrzucić na zmarnowanie. Pizda zbolała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daisy, a najgorsze, ze go zmarnowala. Nie wiem, czy go czasem nie bili, ze potrafi byc agresywny. dzis rano chcialam go przytulic, to rzucil mi sie na reke. Jeszcze za wczesnie. To nie bedzie latwe dbudowac jego zaufanie, ale jestem pewna, ze sie uda. No i w czwartek kastracja, po niej powinien sie troche uspokoic.

      Usuń
    2. Kurfa, niedobrze. Bardzo niedobrze. Ty wiesz jak u mnie jest. Moniek najważniejszy i woGle. Jak Miniek agresywny to ja nie mam co nawet Dochtora przekonywać.

      Usuń
  20. Ta bździągwa się pewnie uważa za cywilizowanego człowieka. Za człowieka w ogóle. No co za bladź.
    Życzę szczerze, żeby cały ogródek zarósł jej bambusem drzewiastym, przeplatanym z barszczem Sosnowskiego.
    Taka dżungla powinna ją skutecznie oddzielić od społeczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justm, tylko ostroznie z tym barszczem, bo tam musza sie dostawac koty, ktore beda jej wszystko obszczywac.:))))

      Usuń
    2. Pająki wlezą - tak a propos tej notki wyżej. I inne robactwo. Taki oblepiony pająkami itp., parzący gąszcz. To by mnie satysfakcjonowało. Nie wiem, jak Ciebie?;-)

      Usuń
  21. Daisy, to nie jest kot do miziania na razie. On potrzebuje czasu, ale normalnie daje sie glaskac. Do moich kotow natomiast nie jest agresywnie nastawiony. wcale.

    OdpowiedzUsuń
  22. A, to dobrze. To odetchłam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Justm, tak, mnie tez!:)))) A ja dodawalam ten komentarz Twoj i dodaWALAM i se mysle, ki diabel, nie wlazi, a on tutaj:)))))) Ale przeziebiona jestem, mao mysle;)

    OdpowiedzUsuń