poniedziałek, 10 września 2012

Pajdokracja raz w roku

- Bachy już przyszły? - zapytała Aga gotowa w każdej chwili wpaść z tortem.
- Ta, ale dajmy im jeszcze pół godziny na szaleństwo.

W tym roku urodziny Miśki były w czysto angielskim stylu. Szwedzki stół i latanie po chałupie. Kilka zabaw z nagrodami i znów brykantes aż podłoga drżała. Na schodach postawiłam suszarkę z bielizną, by koty miały spokój na górze, a któryś z nich i tak odpłacił mi się za ten hałas wyciągiem z konta w rogu pokoju. Pisząc któryś mam na myśli Olka, bo Dudek by mi tego nie zrobił, tak mi się wydaje...

Typowe angielskie urodziny niczym specjalnym nie różnią się od innych poza tym, że na koniec imprezy każde dziecko dostaje torebeczkę z łakociami, jakąś drobną zabawką i kawałkiem tortu.

A oto on. Muszę przyznać, że Aga ma talenta. W ogóle cała impreza była pod egidą Hello Kitty, na której punkcie Miśka ma absolutnego fioła.

Cieszę się, bardzo się cieszę, że urodziny wyprawia się tylko raz w roku... Wiecie, rozumiecie.

1 komentarz:

  1. jeszcze raz sto lat dla Miśki:)

    p.s. u mnie również żadne dziecko nie wychodzi z domu bez malutkiego prezenciku dziękczynnego:)

    OdpowiedzUsuń