sobota, 1 września 2012

Nowe, nowsze, nowym pogania

Cóż to były za intensywne i pełne wrażeń trzy tygodnie! Przeprowadzki nie chcę wspominać. Powiem krótko, pakuje człowiek graty i pierdaloty i pakuje, a tymczasem inne pierdaloty dosłownie złażą ze ścian. Złośliwie się mnożą. Kilkakrotnie zadawałam sobie pytanie, kiedy ja to, do kurwy nędzy, zgromadziłam?!

Pierwsza noc na nowym była koszmarna. Nie mogłyśmy spać z nadmiaru wrażeń, zmęczenia i przez lament Dudka. Olek tylko łaził w te i nazad, ale przynajmniej nie jęczał. Jakież to irytujące, kiedy pada się na pysk, a za cholerę nie idzie zasnąć. Było, minęło.

Nowy dom kocham za: brak wykładzin na dole, dwie łazienki, po jednej na każdej kondygnacji, dużą, kwadratową kuchnię, duże okna, przedpokój też z dużym oknem. Tak, tak, dużo mamy teraz dużego... jedno jest małe, podwórko wielkości garażu. Wcale nie jestem z tego powodu zmartwiona. Mam tam miejsce na stół, krzesła, grilla i kilka klombów z kwiatami. Wystarczy. Trampolinę ekspresowo rozebrali i wynieśli Cyganie, niech sobie skaczą.

Kilka dni po przeprowadzce znajomi zabrali nas do Alton Towers, ogromnego parku rozrywki. Jeden dzień jest za krótki, by to wszystko obejść i pojeździć na każdej „karuzeli”, nie da się. Kiedyś napiszę osobną notkę reklamową o atrakcjach tego miejsca. Tymczasem polecam każdemu kupić jednak bilety vipowskie, bo kolejki są długie i wkurwiające.

Zaraz potem udałyśmy się do Daisy na nowe. Omal wyjazd nie spalił na panewce, bo ceny biletów kolejowych lekko mnie zmiażdżyły (podwyżki), ale cudownie zabrałyśmy się ze znajomym Daisy, który też jechał ich odwiedzić.

Nowy dom Daisy jest piękny. Jest to dom z tak zwanej najwyższej półki. Wiecie, znacie to uczucie, kiedy wchodzicie do chaty, a tam każdy szczegół (nawet baterie przy wannach, umywalkach i zlewach) robi duże wrażenie. Mam kilka zdjęć, ale nie wkleję, poczekam, aż Daisy to zrobi.

Hitem była nauka Moryca przechodzenia przez zamkniętą klapkę w drzwiach. Ponieważ otóż kot miał tę klapkę zawsze otwartą i podklejoną taśmą. Wiosna, lato, jesień, zima. Daisy, nadopiekuńcza mama myślała, że inaczej nie wyjdzie, a co dopiero wejdzie. Najpierw ja, pomocna ciocia wzięłam Moryca na ręce i rzekłam, że coś mu w prezencie pokażę, po czym przepchnęłam go przez wahadłową klapę. Poszedł. Gdy wrócił i sterczał przed drzwiami do zimowego ogrodu, znów go przepchnęłam, tym razem od zewnątrz. Chwilę później Moryś już sam sobie radził, czym wzbudzał ogromny zachwyt mamusji. Jak to tak można nie ufać kociej inteligencji, he?:)

Daisy z zamiłowania odnawia stare meble i to tak, że naprawdę opada szczęka. Taka niepozorna istotka, a szlifierką włada, że ho ho! A, wkleję zdjęcie jej jadalni, ale tylko dla prezentacji mebli, nie domu. Czyż nie robi to wrażenia?

Ja w spadku po byłych lokatorach dostałam okrągły stół. Obdrapany (na blacie ktoś wyrył jakieś bohomazy do tak zwanej krwi, a w nogę powbijał gwoździe dla zabawy) i obleśny, miał wylądować tymczasowo w ogródku. Daisy przyjechała ze mną i zobaczcie sami, co zrobiła, a przy okazji obiła mi siedziska krzeseł na nowo. W przyszłości te siedziska będą białe w coś tam, a były w zieloną brzydka i brudną już kratę.

Ciociu Daisy, bardzo dziękujemy za pomoc i w ogóle za wszelkie inspirujące wskazówki. Teraz też mam ochotę odnawiać i kombinować, bo gdy tak patrzę i myślę, jak z niczego można zrobić coś naprawdę dech zapierającego, to tak się chce. Tak się chce.

A co u Was, tęskniliście za nami?;>

17 komentarzy:

  1. cudnie:))))

    a jak się chce, to robi się:))) bo tak:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tam może trochę ;>

    Fajne masz to nowe lokum :)

    Niech Wam się dobrze tam mieszka.

    OdpowiedzUsuń
  3. nie tęskniła, bo podglądała na fejsie,o!:))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha. Jak się wyprowadzałam z mojego pokoju w domu rodziców (pokój 12m2) okazało się, że do kosza poleciało kilka ogromnych worów z papierami, i różnymi bibelotami, które nie wiadomo jak, kiedy i po co gromadziłam. Znaczy - one same się zgromadziły, ja nie miałam z tym nic wspólnego;) Fajnie, że Wam fajnie na nowym:) Alton Towers zazdraszczam niemożebnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasik, czyli przeprowadzka, to najlepszy moment na porzadki. I masz racje, my naprawde nie mamy nic wspolnego z tym gromadzeniem przydasiow, one same sie jakos tak pchaja!:)

      Usuń
  5. bardzo tęskniliśmy. nie mam Twojego numeru, nie wyświetlił się

    OdpowiedzUsuń
  6. No tensknili, a bo co, ty też?. :-)

    OdpowiedzUsuń