czwartek, 20 września 2012

Melon po kastracji

Gdy jeszcze wczoraj o tej porze myślałam o:
a) głodzeniu Mińka Melona do godz. 8.15 w domu, a do popołudnia w lecznicy,
b) głodzeniu Dudka i Olka z nim solidarnie,
c) wsadzeniu Mińka Melona do kontenera transportowego,
d) ewentualnym gniewie po kastracji,
to nie powiem, żeby mi było lekko na sercu oraz bałam się o własną dupę! Myślałam sobie, że za brak jedzenia dostanę z pazura, za próbę umieszczenia go w kontenerze z pazura i zęba, a za kastrację dodatkowo sprzeda mi siarczystego kopniaka po uprzednim wyrwaniu mojego Ścięgna Achillesa.

Brak jedzenia był dla kota największą tragedią do tej 8.30, kiedy był jeszcze ze mną. Płakał niemal non stop i nie rozumiał, co się stało. Przecież dotąd micha była pełna na każde miau. Śniadanie z Miśką jadłyśmy zamknięte w sypialni. Dziw, że nam przez gardła przeszło, nieczułe jędze. Czymś jednak musiałam zabić nadchodzący stres pakowania kota do skrzynki. Ustawiłam ją w kuchni tyłem do mebli, żeby się nie suwała, gdy będę walczyć z bestią, wyjęłam drzwiczki i... kot wlazł sam! Tak, koleżanka mi przecież mówiła, że Miniek Melon chętnie włazi do jakichkolwiek pudeł, walizek i toreb. Oczywiście natychmiast przestało mu się tam podobać, gdy zamknęłam za nim drzwiczki, ale powiadam Wam, że guzik mnie to obchodziło, taka byłam szczęśliwa.

Badanie u weta poszło jak po maśle. Wyjelim kota, wetka osłuchała, pomacała, czy to rzeczywiście chłop i wsadzilim – bez dyskusji. No, nie do końca, bo kota coś tam ciągle gadała. Powiadam Wam, że jak ta istotka przestanie się już bać i poczuje pewnie, to jego właściciele będą mieli z niego ogromną pociechę, gdyż jest on kotem niezwykle komunikatywnym i towarzyskim.

Wróćmy ale do dzisiejszego poranka, kiedy wyszłam od weta i gnałam przez miasto, by zdążyć do szkoły na 9.00. I udało się. I to 4 minuty przed czasem. Dziwne, zwykle „no weź, kurwa, jedź!” nie skutkuje, a dzisiaj inni kierowcy jakby mnie słyszeli. Sygnalizacja świetlna też.

Skoro wszystko tak pięknie się układa, to na pewno dostanę manto po kastracji, pomyślałam smutno. Tym bardziej, że wetka podczas badania dowiedziała się o losie kota i rzekła:
- Ciekawe, czy on pani tę kastracje wybaczy.

Nigdy nie zapomnę tego wyrazu ulgi w oczach zwierzęcia, gdy mnie zobaczył zza krat skrzyneczki ustawionej na stole w gabinecie wetki. Słowo, że to było widać. Tak mocno odetchnął, że zlał się pod siebie śmierdzącym w niebo głosy stu procentowym kocim szczochem, o!

W domu wyskoczył z kontenera jak kangur i taki obsikany latał po chałupie. Szybko dałam mu jeść, tak odrobinę na pierwszy rzut. Rzucił się do michy, a gdy spałaszował złapałam go błyskawicznie, wstawiłam do umywalki i trzymając za skórę na karku umyłam gdzie mogłam. Było mi obojętne, co mi zrobi. Szczoch szczypał nas w oczy. Nie zrobił nic. O pieszczoty prosi, jest spokojny, ale smutny...

Bardzo lubię Mińka Melona, on ma to coś wyjątkowego w sobie i tak bardzo bym chciała, żeby trafił mu się zajebisty dom. Jeśli się nie trafi ten, o którym myśle, to nikomu go nie oddam.

Nie mogłabym być matką zastępczą, bo bym wylądowała jak Violetta Villas.

20 komentarzy:

  1. A!A!A! Jezusicku! Trafi mu się, obiecuję!
    Ja wiem!

    Kochane kociątko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daisy, kastracja jeszcze cos dala... Wcina suche, hyhyhy. No nazrec sie kota nie moze:)))

      Usuń
  2. No to juz tylko płakać... ze szczescia:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale, że się umyć dał ???? No nie wierzę! Nie mogę się doczekać. Zadzwonię do Ciebie jutro po powrocie do domu. Pogadamy na spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. To nie bylo jakies dokladne mycie. Namydlilam mu ogon, podbrzusze odrobinke i tylne lapki. No, dal sie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój Melonik kochany.:-)
    Jesteś wielka, jak stąd dookoła świata!
    Aleście dzielne som!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. RUDA:))) Dziasiaj dzielny był wyłącznie Melon, mnie sie wszystko tylko udało. Mówię Ci jaką mam ochotę wziąć go na ręce i wyściskać, ale wszystkiego mieć nie można.

      Usuń
  6. TA!!!! Czas leczy rany....On już tak się zmienił, że jeszcze chwile i Melonika wyściskasz... DOBRA MAMA DOBRA KOTA...

    OdpowiedzUsuń
  7. Wzruszyłam się i poryczałam oczywiście, a że jestem w pracy muszę udawać katar! Melon to dobry, kochany, mądry kot. Tylko był ogłupiony przez tych tam wiadomo. Jego zaufanie do Ciebie jest niesamowite, na bardzo dużo pozwala biorąc pod uwagę to co przeżył. Gdybym ja usiłowała umyć Kropkę , byłaby krwawa jatka (wiem co mówię, bo próbowałam jak CAŁA wlazła suchy cement) a od zawsze jest kochana, pieszczona i na rękach noszona. Więc pomyśl jak on musi kochać.... Jesteście dzielni oboje!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdalena, mi tez lzy poplynely. No kochany jest, fakt.

      A z Kropka, widze, masz wesolutko.:))))

      Usuń
    2. No mam wesolutko, bo to charakterna gadzina jest :) Teraz to już poważna kocica, w poniedziałek skończyła 8 lat. Jeśli masz ochotę na garnku.pl możesz sobie ją zobaczyć (i drugie moje futro też), wpisz użytkownika magtan. Pozdrawiam, głaski dla futer i trzymam kciuki - Magda

      Usuń
    3. Magdalena, one są śliczne!!! I wyglądaja jak Dudek z Olkiem, tylko Kropka to baba. Przepiekne, zadbane koty.:))))

      Usuń
    4. Dziękuję Ci bardzo, miód na me serce lejesz :) To czarne to też baba.
      Cieszę się, że Minio ma DOM. Podczytuję też bloga Daisy, będzie miał dobrze u niej :)

      Usuń
    5. Mam nadzieję, że się z Mońkiem dogadają. Po powrocie z wakacji mam kota, który udeptuje, śpi mi na głowie międląc mnie pazurami i przeraźliwie gada, gada, gada.... cały czas. Jak Miniuś przyjedzie a się zacznie zazdrość, to będę tak miała zawsze ??? :-)))))

      Magda - masz piękne koty :-)

      Usuń
    6. Przez jakis czas bedziesz miala stereo, az sie nie przyzwyczaja do nowej sytuacji.:))

      Usuń
  8. heheh,cza było go wyściskać jak był pod działaniem narkozy;D
    ale fajnie już na Ciebie reaguje.Tylko że u Daisy to znów kolejny dom,będzie się bał...Nie no wiem, że będzie genialną mamką;),ale ten pierwszy moment.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiamy sie wlasnie jak to zorganizowac...:)

      Usuń
  9. Ja przepraszam, że rozmawiałam z Tobą jak przygłup, ale Dochtór na mnie wisiał. Już postanowione i dogadane. Bierzemy Mińka. I chyba imię zostanie. W formie męskiej - Mini.

    Zdrabniane na Miniuś.

    Albo jeszcze KASTING na blogu zrobię :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A!A!A! To juz oficjalne:)))) Minius ma domek u Dochtorow:)))

      A rozmowa byla zajebista....taka konspiracyjna:)))

      Usuń