poniedziałek, 18 czerwca 2012

Zło czai, czai się...

Nagle, tak ni z gruchy, ni z pietruchy i o godzinie 20 z hakiem, Miśka zapytała mnie, czy babcia Stefania jeszcze żyje. Odpowiedziałam, że oczywiście! A ile ma lat? Sześćdziesiąt kilka, odpowiedziałam i złapałam za telefon. Ostatnio dzwoniłam do niej przed Wielkanocą, by złożyć życzenia i już ciekawa byłam, co tam w szerokim świecie piszczy.

Najstarsi moi czytelnicy pewnie pamiętają akcję babci z „Dog no lalala.” Znamy się z babcią od najstarszych naszych czasów w Anglii. Razem mieszkałyśmy pod jednym dachem i babcia była opiekunką Miśki.

Telefon odebrała synowa. Babcia jest w szpitalu i walczy z ostatnim stadium raka. Nie wiem, czy porównanie z ciosem patelnią w głowę byłoby stosowne w porównaniu z tym, co poczułam. Jak to?! W tym wieku ludzie są tutaj zapraszani na badania okresowe, ale jak widać, raczysko ma swoje ścieżki. Potrafi się niepostrzeżenie rozwijać oraz siać przerzuty i najczęściej właśnie przerzuty dopiero dają o sobie odpowiednio znać.

Jadę jutro do babci, z papieroskiem i ciasteczkami, pogadamy o Polsce, bo babcia najczęściej teraz żyje w polskim świecie. Wyściskam i wycałuję tę istotkę oraz postaram się wspiąć na wyżyny spokoju i opanowania.

Piszę to wszystko dlatego, że jestem przerażona faktem, jak kruchy jest wszechświat, jak niewiele trzeba, by za chwilę wszystko runęło. Kryzys gospodarczy? Pipa. Bezrobocie? Pffff. Zło czai się tam, gdzie wydawałoby się, że jest bezpiecznie. Zawsze blisko...

6 komentarzy:

  1. i co tam?


    p.s. schowałaś notkę babo?;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Stwórca kreując nasz ziemski przybytek zrobił sobie przerwę w pracy trochę za szybko. Nie dopracował, niestety takich aspektów jak starość czy nieuleczalne choroby...:(
    Niesprawiedliwe...

    OdpowiedzUsuń
  3. Zmarla ponad godzine temu (o 4 nad ranem). Nawet nie minely dwa tygodnie od chwili, kiedy trafila do szpitala. Najwazzniejsze, ze juz sie nie meczy.

    OdpowiedzUsuń