sobota, 30 czerwca 2012

Teraz będzie reklama

Właśnie wróciłyśmy z kina, obejrzałyśmy Epokę Lodowcową 4 w 3D – WARTO!
W tej części oddzielają się kontynenty i podczas tego zamieszania, które oczywiście „wywołuje” wiewiór ze swoim żołędziem, Maniek, Diego, Sid i jego babcia (nowa, cudownie wesoła postać) odpływają na krze w głąb oceanu. Jednakże Maniek obiecuje odnaleźć swoją rodzinę – Elę i już nastoletnią córkę, które zostały na lądzie. Na oceanie przyjaciele wpadają na piratów i okrutnego Kapitana Gutt'a...
Ta bajka ma wszystko, humor, napięcie, efekty. Trochę się bałam kolejnej części i częstego już pianobicia, ale twórcy nie zawiedli mnie ani odrobinę. Wspaniale się bawiłyśmy. Sid, jak zwykle ubawił mnie do łez. Tu jako ciekawostkę powiem, że Cezary Pazura jest identyko, jak oryginał - szacun. W ogóle nasz dubbing jest na bardzo wysokim poziomie.

Bardzo gorąco polecam Epokę Lodowcową 4, no i to 3D jest powalające!

piątek, 29 czerwca 2012

Idź pan w chuj...

Ta, nieprzyjemna i wstydliwa, sytuacja z Wojewódzkim i Figurskim skłoniła mnie do przemyśleń o naszym, moim i Miśki postrzeganiu otoczenia oraz naszym do niego stosunku.
Cieszę się, że Miśka zetknąwszy się z różnymi kolorami skóry, chustkami na głowach u rówieśniczek, nie była w szoku, nie zadawała pytań. To było i jest najczystsze podejście do „odmienności”, którą dorośli często niepotrzebnie rozkładają na części pierwsze. No bo co tu jest odmienne, gdy dzieci się chlapią wodą, układają zamki na piasku, albo kopią po piszczelach?

W Anglii nie ma, jak w Polsce zajęć praktyczno technicznych w szkołach, gdzie dziewczynki robią ciasto, a chłopcy stukają młotkami – to jest mocno seksistowskie, nie do przyjęcia. Tu chłopcy szydełkują.(Mówię o latach osiemdziesiątych, może to też nie na czasie już.)

Na ostatnich mistrzostwach szkolnych dzieci zostały podzielone na pięć grup o kolorach kółek olimpijskich. Kolor biały był Polską, ale Miśka była zielona, jej koleżanka, Polka, żółta, kwestia losowania i tyle.

A potem przypominam sobie mojego prezesa z korporacji, który mówi: - Pani Doroto, ale ja chciałbym pogadać z tym człowiekiem na osobności o jego zarobkach, bo wie pani, facet musi przynosić do domu pieniądze. A ja robię o to dość ostrą aferę, bo czas próbny ma być dla każdego taki sam.

Wojewódzki z Figurskim w tym swoim obrzydliwym wystąpieniu całkiem niechcący wywołali to, czego ja na przykład oczekiwałam od Polaków. Braku miernoty.

Nowe pokolenie daje... Nie będzie nam Kuba wkładał w pysk gówna... Idź pan w chuj z takim dowcipem.

wtorek, 26 czerwca 2012

Odeszła...

...A stało się to wszystko tak szybko, że od samego myślenia zapiera dech. W całym tym nieszczęściu dobre było to, że cierpienie trwało tak krótko.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Zło czai, czai się...

Nagle, tak ni z gruchy, ni z pietruchy i o godzinie 20 z hakiem, Miśka zapytała mnie, czy babcia Stefania jeszcze żyje. Odpowiedziałam, że oczywiście! A ile ma lat? Sześćdziesiąt kilka, odpowiedziałam i złapałam za telefon. Ostatnio dzwoniłam do niej przed Wielkanocą, by złożyć życzenia i już ciekawa byłam, co tam w szerokim świecie piszczy.

Najstarsi moi czytelnicy pewnie pamiętają akcję babci z „Dog no lalala.” Znamy się z babcią od najstarszych naszych czasów w Anglii. Razem mieszkałyśmy pod jednym dachem i babcia była opiekunką Miśki.

Telefon odebrała synowa. Babcia jest w szpitalu i walczy z ostatnim stadium raka. Nie wiem, czy porównanie z ciosem patelnią w głowę byłoby stosowne w porównaniu z tym, co poczułam. Jak to?! W tym wieku ludzie są tutaj zapraszani na badania okresowe, ale jak widać, raczysko ma swoje ścieżki. Potrafi się niepostrzeżenie rozwijać oraz siać przerzuty i najczęściej właśnie przerzuty dopiero dają o sobie odpowiednio znać.

Jadę jutro do babci, z papieroskiem i ciasteczkami, pogadamy o Polsce, bo babcia najczęściej teraz żyje w polskim świecie. Wyściskam i wycałuję tę istotkę oraz postaram się wspiąć na wyżyny spokoju i opanowania.

Piszę to wszystko dlatego, że jestem przerażona faktem, jak kruchy jest wszechświat, jak niewiele trzeba, by za chwilę wszystko runęło. Kryzys gospodarczy? Pipa. Bezrobocie? Pffff. Zło czai się tam, gdzie wydawałoby się, że jest bezpiecznie. Zawsze blisko...

czwartek, 7 czerwca 2012

A co, na policję mnie poda?

Mży, leje, leje, mży. Można dostać zajoba. Na przekór pogodzie wytargałyśmy dziś z Miśką rowery, by karnąć się do Lidla po jej ulubione donutsy, ale minąwszy dwie przecznice zawróciłyśmy wściekłe, no nie da się. U Bola na rogu kupiłam jej polską słodka bułkę z serem, jednak to nie to, co ona chciała więc kolejny raz nie kryła swojego oburzenia, że te ferie doprowadzają ją do szału.

Kurcze, ja pamiętam któreś tam wakacje w moim życiu, gdzie non stop lało, a ja u babci z ciocią Kasią nudziłyśmy się jak mopsy. Dziadek, dekarz z zawodu też wtedy siedział w domu, więc nawet nie miałyśmy specjalnych szans na oglądanie telewizji. Jako dzieci nie znosiłyśmy dziadka obecności w domu, a on naszej, co się diametralnie zmieniło, gdy dorosłyśmy. Dziadek po prostu nie lubił dzieci. Od czasów nastoletnich wspominam go jednak, jako wspaniałego gościa, z którym można było podyskutować niemal o wszystkim. On jako jedyny traktował nas, jak dorosłych ludzi.

Jak dorosłych ludzi traktowali mnie i moją przyjaciółkę również jej rodzice. Tych godzin spędzonych na dyskusjach z nimi w salonie albo kuchni nie zapomnę nigdy. To w ogromnej mierze oni wpłynęli na ukształtowanie mojego wnętrza, moich zainteresowań, wiary w siebie.

I właśnie dziś, kiedy tak mży i leje pomyślałam o babci Zofiji. Nie wiem dlaczego właśnie podczas tej słoty, wszak babcia Zofija kojarzy mi się bardziej z pogodą. Może po prostu zebrało mnie na sentymenty.
Babcia była mamą mamy przyjaciółki, Wiesi. Człowiek to był do rany przyłóż i taka prawdziwa kochana, opiekuńcza, rozgadana babcia stojąca w kuchni przy garach lub właśnie obierająca zimioki. Babcia miała swój świat; menu na następny dzień, podwyżek na miejskim rynku, dojrzewających owoców i warzyw na działce, pielgrzymek papieża, nowych kwiatów na rabatkach przed diecezją i Hegi- spanielki, najlepszej współtowarzyszki babcinych przechadzek. Córka, zięć i wnuczka byli dla niej święci i babcia nigdy nie szczędziła komplementów pod ich adresem, choć wylewna była średnio.
Ja się z babcią Zofiją zaprzyjaźniłam dość szybko, bo umiem słuchać starszych ludzi, a babcia była gadułą nie byle sobie, totez, gdy przyjeżdżałam do Polski, zaraz wiedziałam wszystko...

Jedna babcina cięta riposta zostanie mi w głowie pewnie po grób. Należało przeprowadzić zabieg chirurgiczny i zięć poprzez koneksje z dobrym chirurgiem załatwił babci opiekę na tip-top. Babcia po operacji dostała pokój jednoosobowy i była załamana – a bo tu nie ma do kogo gęby otworzyć! A to nie były czasy telewizorów w salach, toteż babcię przemieszczono i było git. Gdy babcia wróciła do domu, rodzina zebrała się przy obiedzie i jęła dyskutować o jakimś ładnym upominku dla przyjaciela. Padły tytuły jakichś nowych wydań medycznych, które babcie średnio obeszły, ale nie obszedł jej temat okazania wdzięczności. Toteż babcia w najbliższy dzień targowy udała się na ryneczek, znalazła ładną bombonierę – wiśnie w czekoladzie za dychę i poszła konspiracyjnie wyciągać dochtora uczestniczącego właśnie w jakiejś naradzie na korytarz, by okazać mu wdzięczność.
W domu zaraz za progiem dumnie oznajmiła, że wdzięczność została przez nią okazana, co mocno zaskoczyło jej córkę, bo ta właśnie nabyła książkę dla dochtora. Jak się babcia pochwaliła, że wręczyła mu wiśnie, to się córka lekko zdenerwowała, że to nie jest odpowiedni prezent i jęła tłumaczyć sytuację. Babcia wysłuchała argumentów, na które nie miała odpowiedzi, wzięła się zatem pod boki i rzekła:
- A co, na policję mnie poda?
Tekst ten towarzyszy nam do dziś, gdy mówimy o róznych tam sprawach i babcina riposta pasuje.
Kurcze, tęsknię za nia.:(

Bardzo bym prosiła wszystkich odwiedzających o klikanie w TEN link. Dzieciaki zrobiły plakat, sami zobaczcie...

wtorek, 5 czerwca 2012

Celebrations

Po ponad tygodniu nieznośnych upałów nieustannie mżyło. I to właśnie wtedy, kiedy zaczęły się ferie szkolne. Biedna Miśka, co chwilę wyglądała przez okno i pomściła, że do bani z takimi feriami. Daisy trafiła w samo sedno: „Anglia, albo lato, albo ciulato.” No, od wczoraj łaskawie nie dżdży i nawet pojechałyśmy na krótką wycieczkę. W miejskim parku umościłam się na ławce z szydełkową robótką – sukięką letnią dla Olka, tfu, Dudka, tfu, Miśki, a miły starszy pan z uwielbieniem przyglądał się każdemu ruchowi szydełka.
- Pamiętam, jak moja siostra robiła to samo. Teraz to już rzadkość zobaczyć. - rzekł i spojrzał na mnie jakoś tak czule.
- Moja babcia to robiła, mama i ja... teraz. Bardzo mnie to relaksuje. - uśmiechnęłam się do niego.
O tej porze roku w naszym parku pachnie do utraty tchu. Akacje dumnie eksponują swoje kwiatowe dzieci i ciągnie się ta woń daleko hen. Przed południem truchta tędy spokojna, wesoła, trzymająca się za ręce starość, po południu wbiega rozkrzyczana młodzież. Lubię przedpołudnia w tym parku. Miska też, bo huśtawki są wolne.

Kilkanaście dni temu wysłałam Miśki zdjęcie do UK Models, bo zdaję sobie sprawę z tego, że mam naprawdę ładną dziewczynę, ale nie spodziewałam się, że zadzwonią do mnie już po trzech dniach z prośbą o przyjazd do Londynu na sesję. Odmówiłam (jutro miałybyśmy być w Londynie), trzeba to sobie jakoś poukładać, zaplanować. Adam Dereszkiewicz pomoże nam w tworzeniu portfolio, na spokojnie, nie na hura.

A poza tym. Duda ułamał sobie ząb – lewy górny kieł. Nie mam bladego pojęcia w jakich okolicznościach, choć, jeśli chodzi o pecha, to można sobie zęba połamać na kotlecie mielonym. Martwi mnie tylko wiek kota, wszak zęby powinny mu posłużyć jeszcze przez naście lat. Zobaczymy co powiedzą w lecznicy, bo może istnieją sposoby zabezpieczania kła na resztę lat, albo może się też okazać, że generalnie nic się więcej nie wydarzy.

Jestem przed sesją o tej porze roku, która jest coraz trudniejsza, a nauczyciel podkręca śruby, bo nie wyobraża sobie jakiejkolwiek oblanej przez jego trzech wytypowanych faworytów. Już nie wiem, czy ja to robie dla siebie, czy dla statystyk skuteczności mojego nauczyciela. Menciona jestem, madafaka, ale dam rade, no bo jak nie!

Chciałabym też na koniec złożyć serdeczne życzenia zdrowia, szczęścia, pomyślności bratu, który dziś kończy ekhem-eści ekhem-ęć lat. :)))))))))))


A to piosenka dla Ade...


Update.
Zgodnie z umową z Daisy oświadczam, iż Hamper (chomik) żyje. Jak trza będzie, to jutro zrobię mu zdjęcie z najświeższym wydaniem The Independent:D:)))))