sobota, 12 maja 2012

O Rysi i Maximusie

Niewykluczone, że zostałam babcią. Dudek przyprowadza nam pod drzwi dorosłą kotkę i troskliwie się nią opiekuje. Cóż, jeszcze przed 4 listopada był kocurem wyposażonym w sprzęt siejący, więc kto wie... Kotka, zwana przez nas Rysią coraz chętniej i dalej nam tu włazi. O!

Daisy, teraz już lepiej ją widać, co?
Olek jest mocno zazdrosny – poszła, to moja mama – daje jej do zrozumienia, ale Rysia z zapleczem Dudkowego poparcia ma go centralnie w rowie. A jakieś tam próby jego prychania kwituje jednym machnięciem łapy i Olek daje za wygraną. Niestety, taki jest rezultat, kiedy matką kocura jest człowiek. Ciamajdę wychowałam, łagodnego misia.

Zmieniając temat, byłyśmy z Miśką w kinie na przeróbce „Pięknej i bestii” z 1991 roku na 3D, seans miły, ale w bloku reklamowym zaserwowano nam „Tangled Ever After” w 3D i łzy ciekły mi po policzkach ze śmiechu. Kocham konia Maximusa!

Znalazłam dla Was w trochę kiepskiej wersji, ale i tak można się pośmiać.
(niestety link juz niedostepny)
Muihihihi.:)))

środa, 2 maja 2012

Rien van Oss

Dawno się moje Szkopy nie odzywały, te z jednej niemieckiej wiochy koło granicy holenderskiej. Żyją sobie tam robaczki w miarę szczęśliwie, tylko ostatnio Szkop-on przechodzi stres. Wylądował bowiem na bezrobociu i, jak to Szkop-on, robi wszystko, by dostać pracę i zawiesić zasiłek. Nawet się udało, bo podpisał umowę z polskim pośrednikiem Piotrem Lisieckim z biura Perspektiva z siedzibą w Polsce na pracę dla holenderskiej agencji Rien van Oss w Boxtel. Agencja przyjmuje do pracy rzeźników, a kolega wychował się w rodzinnej rzeźni, toteż niewątpliwie fachowcem jest.

Chłop pojechał sto kilometrów z nastawieniem, że przez pięć dni będzie żył na ośrodku (agencje w Holandii najczęściej zatrudniają ludzi pod warunkiem, że ci skorzystają z ich zakwaterowania), a na weekend będzie gnał do domu, do Szkoplandii. Dotarł na miejsce, czekał, czekał i czekał na jakiegoś managera. Nikt nie przyjechał, zaś po dwóch godzinach monitowania i próśb o kontakt otrzymał sms z informacją, gdzie ma pojechać na kwaterunek. Po godzinie 22 przyjechał koordynator, skopiował Sofi (BSN po nowemu – numer NIP po polsku) i inne dokumenty, które zresztą pan Lisiecki powinien był wcześniej przesłać agencji. I co? Jak się następnego dnia okazało, Sofi i tak nie dotarł do agencji...

Zakwaterowano go w nawet ładnym domku i zaznaczono, że nazajutrz od rana odbędzie się dopełnianie ostatecznych formalności. W tym domku mój kolega poznał Polaków, którzy przyjechali na saksy. Młodych chłopców i starszych gości, co to pierwszy raz za granicą z głowami pełnymi marzeń. Dosłownie. Tam w Polsce żona, dzieci albo narzeczona i kredyt.

Następnego dnia rano okazało się, że Szkop ma mieć konto w Rabobank. Chłop zaoponował, bo na kija mu kolejne konto, skoro ma ich dwa w Niemczech. „Bo tak” usłyszał od pani w biurze. Pozdrawiamy panią Marię z agencji. Pani Marysiu, jesteśmy pod wrażeniem!:) Gdyby pani Maria miała jakieś tam szczątki procentów od obracanych przez ten bank pieniędzy,(wypłata w Rien van Oss wyjątkowo wypłacana jest co miesiąc. W innych agencjach w Holandii mamy tygodniówki) to pani Marysia w ogóle inaczej rozmawiałaby z ludźmi. Ale pani Marysia nie wie, że wykonuje czarną robotę za friko. Żal tych facetów, co przyjeżdżają z Uni Europejskiej do tejże z numerami kont w kieszeniach i przekonaniem, że transfery powinny być wykonywane bezproblemowo. Pracodawca ma mi dyktować w jakim banku mam mieć konto? Zakładać mi je w ramach mojej umowy o pracę?...

Ale to jeszcze nic. „Ci młodzi chłopcy i starsi goście, co to pierwszy raz za granicą z głowami pełnymi marzeń” są nachodzeni w swoich kwaterach o różnych porach wczesno i późno wieczornych. Polscy menadżerowie chodzą z alkomatami i każą dmuchać. Teraz sobie wyobraźcie,że tyraliście 8-10 godzin, kupujecie browara i wracacie z nim do domu, by się zrelaksować, a tu wpada ekipa do pokoju, za który płacicie i każe wam dmuchać w balon pod rygorem kary, ze jutro nie pójdziecie do roboty oraz jeszcze ze dwa następne dni. Przecież to jest paranoja, nagonka i odbieranie człowiekowi jego wolności, godności. Ja nie mogłam w to uwierzyć. Nie, nie trafia do mnie pierdolenie, że Polacy piją. Wszyscy, kurwa, piją! Tylko ci biedni ludzie, którzy często się zapożyczają, by wyjechać za granicę znoszą takie traktowanie w nadziei, że będzie lepiej, że się trochę pomęczą, a później to zmienią... Agencje natomiast stawiają sprawę w taki sposób: "Nie podoba się? To proszę zmienić agencję, na pana/pani miejsce jest cała masa chętnych." Toteż taki człowiek, który przyjechał na saksy dwa tygodnie wcześniej siedzi cicho, bo najczęściej nie zna holenderskiego, kodeksu pracy i regulaminu pracy danej agencji. A przydałoby się złapać za przysłowiowe dupy niektóre agencje, oj, przydałoby się! Chociażby za to, że podpisując umowy z Polakami przez agentury w Polsce, gwarantują pracę przez pięć dni w tygodniu, a na miejscu okazuje się, że pan/pani idzie do roboty dwa, trzy razy w tygodniu. Z tego musi opłacić kwaterunek, wyżywić się i tłumaczyć żonie/mężowi/narzeczonej/bankowi, że nie może przesłać pieniędzy, bo nie pracuje...

To znalazłam na google, gdy wpisałam hasło Rien van Oss:

"OSTRZEGAM wszystkich ktorzy planuja podjac prace w firmie ,,RIEN VAN OSS B.V.sa to zlodzieje,oszusci i kretacze nie wywiazujacy sie z danych przez siebie obietnic.warunki zakwaterowania uwaga 40 osob na domek.wynagrodzenie z miesiaca na miesiac nizsze,a na koniec kontraktu przeniesienie do innej firmy tego samego wlasciciela,zamiast przedlurzenie kontraktu.pracownicy sa tam traktowani jak smiecie,a wrazie wypadku w pracy zwolnienie dyscyplinarne,tak postapili zemna. pozdraiam STANLEY"
http://www.praca.zagranica.net/ad1922.htm

Ostrzegam i ja i moje Szkopy:)

Następnego dnia kolega znów czekał, czekał i czekał na tej kwaterze. W końcu modelowo zajebał focha, wsiadł w samochód i pojechał do domu. A co miałby zrobić ktoś tam z Rzeszowa? Masakra!

P.S.
Dokopałam sie do starego interfejsu, Alleluja!