niedziela, 22 kwietnia 2012

Weekend

Mijający weekend był, zdaniem Miśki, swell.
Bolą nas dupy, a mnie lekko trzęsły się wczoraj nogi, co dzisiaj sobie wynagrodziłam.
Po kolei.
Wczoraj w południe pojechałyśmy na pierwszą prawdziwą wycieczkę rowerową i muszę przyznać, że Miśka była cholernie zdyscyplinowana. W mig pojęła, kiedy ma jechać za mną gęsiego, kiedy może pozwolić sobie na tak zwane ściganie się oraz genialnie słuchała krótkich komend.
Nawiasem, chodzenie do szkoły pieszo zdało egzamin i gorąco polecam wszystkim kierowcom wybieranie się chociaż dwa razy w tygodniu pieszo do szkół.

Pojechałyśmy do Darley Abby Park, położonego w północnej części miasta i oddalonego od naszych slamsów o 2,5 mili. Dziecko było tak podekscytowane wyprawą, że nawet znienawidzoną (chłopancką) szkolną kurtkę ubrało bez specjalnego szemrania, bo mama powiedziała, iż na rower jest doskonała. Zapakowałyśmy kilka kanapek, przejrzałyśmy google maps i w drogę. Dobrze, że mamy wypasiony telefon, bo po drodze się zgubiłyśmy, hyhyhy.
Po wspomnianych milach nadszedł czas na kanapkę i odrobinę kontemplacji. Anglicy są romantyczno praktyczni – co kilka metrów mijałyśmy ławki i koła ratunkowe, buehehehe...
„Mama, pa, to jest kura chłopak i on jest szefem!” Feministka z niej marna!
Te schody nam się podobały.
Ten żywioł mnie akurat przyprawił o zawrót głowy. Zachowywałam się jak kura na tym moście, najchętniej schowałabym Miśkę pod skrzydła. Brrrrrrrrr!

Widziałam osiedle, które mogłoby być marzeniem dla nas, mieszkańców slamsów, tak? Ale tu, nagle, nad rzeką, jak w Hadze, zobaczyłam domy takie same, jak mój. Tylko te ogrody, te ogrody... A zaraz tam w dole rzeka, ta rzeka... I masa knajp i klimat i język... Wszystko inne. Derby, a jednak nie mroczne, nudne i szare...

Dziś dla odmiany wybrałyśmy się do kina na The Pirates/ Piraci!. Warto! Dowcip – pierwsza klasa! Ja umarłam, gdy zobaczyłam królową Wiktorię na koniu, (wiadomo, że królowa miała 1,50 wzrostu i najchętniej poruszała się na koniu, bo wtedy była wyższa) a ten koń miał nogi krótsze od niej. Nie umiałam powstrzymać ataku śmiechu przez następnych kilka scen...

(Oraz strachu tu i tam... Boje się wysokości!)
Potem poszłyśmy wypróbować 4D... Strasznie darłyśmy japy podczas Snow Ride, żeby nie zapomnieć zimy z prawdziwego zdarzenia. Dobrze, że dziecko było przypięte pasami! Potem darło się – jeszcze!

4 komentarze:

  1. Że tak sobie pozwolę napisać: łikęd miałyście wypaśny :)
    A zdjęcie dzieee? Obiecałaś a w poczcie nic nie przyszło :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie się miałyście :-) Ja swój rower dzisiaj wywlokłam i Dochtór oporządził :-) Jak tylko pogoda pozwoli ( nie wiem jak u Was, bo u nas wiatr i deszcz) to też zacznę jeździć.

    OdpowiedzUsuń
  3. i ja się szykuję na rower, bo doganiam własny bebech;)
    zajebiste jest to zdjęcie w tle tytułu:))))

    OdpowiedzUsuń