środa, 18 kwietnia 2012

Polski tu, polski tam


Dzisiaj na koniec lekcji Miśka dostała karteczkę „Star Of The Day” i wyszła z klasy ( a raczej wyfrunęła) dumna, jak osiemset pawi. Tym bardziej dlatego, że widziałam, jak klasa biła brawo, gdy pani nauczycielka jej tę kartkę wręczała.
- Nareszcie mam, zobacz! - przytuliła się do mnie na zewnątrz.
- O matko! A za co to? - zapytałam, bo to jej pierwszy raz.
- No... za to, że napisałam moje wypracowanie fabulous i excellent pomagałam koleżankom w grupie.
Oj, trzeba popracować nad polskimi przymiotnikami i to jeszcze bardziej. Kiedyś, podczas czytania książek wyłapywałam słowa, których w moim mniemaniu nie rozumiała i natychmiast wyjaśniałam ich znaczenie. Teraz zdarza mi się to rzadziej, a Miśka zrobiła się mniej dociekliwa. Jeśli zaś chodzi o angielski, to często ja bym ją o coś tam zapytała, bo jestem pewna, że wie i wie, ale nie umie przetłumaczyć na polski.

Miśki zanotowane przeze mnie wypowiedzi, które lekko skręciły mi kichy:

- On mnie, wiesz, makes so angry!
- Na obiad mieliśmy ziemniaczki, marchewkę i jakiś cheese which I don't really like.
- Tia-may ma taki sam doll house, ale mój ma better furnitures.
- I have no idea gdzie się ten Dudek schował.
- Czy rainbow pokazuje się tylko po rain?

To jest angielski zaczynający dominować w naszym życiu. Rok temu panie nauczycielki wręcz nalegały na więcej rozmów w domu po angielsku, a dziś ja (chociaż w dalszym ciągu w domu mówi się tylko po polsku) zastanawiam się nad wysłaniem Miśki do polskiej szkoły. Ale to tak za dwa lata i na dwa lata, nie więcej.
Polska szkoła organizuje zajęcia w każdą sobotę przez około sześć godzin oraz leci z programem polskich szkół. Nagrodą są świadectwa MEN, że dziecko zaliczyło rok. Ile pracy, łez i wyrzeczeń kosztuje to dziecko i jego rodziców, szkoda po prostu gadać. Coraz mniej rodaków zapisuje swoją latorośl do takich szkół, wszak niezbędną wiedzę zdobywają w angielskich szkołach publicznych. I czy te szkoły polskie nie mogłyby działać na zasadzie dodatkowych kół nauki języka polskiego? Nie, od razu trzeba wyjebać szkołę z polskim programem nauczania.

Zapisanie dziecka do szkoły polskiej (przy kościelnej) wiąże się z:

50 funtami czesnego na semestr.
Dyżurami w szkole raz w miesiącu.
Pieczeniem ciasta i sprzedawaniem go w przykościelnej kafejce po mszy raz w miesiącu.

Najbardziej siarczystymi epitetami obsypują tę idee samotne matki pracujące na nocki. Tylko wśród moich znajomych jest ich wiele.
Nie mam czasu i sił gonić z dzieckiem za programem polskiej szkoły. Dziecko jest sfrustrowane ogromem materiału, buntuje się, nie chce... - takie słysze opinie.

Ja bym miała pomysł. Olać polski program i zająć się jedynie nauką języka polskiego ze dwie godziny w soboty. I to też w sposób, by dzieciarnia chciała tam uczęszczać. Przecież nic wielkiego się nie dzieje, gdy dzieci wracają do Polski, sprawdzany jest jedynie ich poziom znajomości języka polskiego...

12 komentarzy:

  1. Athino, w ten weekend National Trust ma darmowe wejscia do wielu atrakcji - np Calke Abbey niedaleko Derby , lub Sudbury Hall po sasiedzku w okolicach Ashbourne http://www.nationaltrust.org.uk/sudbury-hall-and-museum-of-childhood/ - moze zafundujesz Misce/Julii wyjazd,zeby uczcic "Star of the Day" -http://www.nationaltrust.org.uk/ o ile oczywiscie przestanie padac. Pozdrawiam serdecznie Majka

    OdpowiedzUsuń
  2. pomysł z tylko językiem ciekawie podanym jest niezły,pamietam jak siostra X-mena narzekała na uczenie w polskiej szkółce i jak jej syn robił wszystko by odpuścić sobie .

    OdpowiedzUsuń
  3. Sie wymadrze, a co. Jestem dwujezyczna. W sensie, wegierka z matka polka. Do 19 roku na Wegrzech.
    Rodzicielka na szczescie oszczedzila mi masakry pod tytulem polska szkola w weekendy.
    Jak bylam mala, mieszalam dwa jezyki. Jedno slowo takie, drugie smakie. Mama mowila po polsku, ojciec i cala reszta do mnie po wegiersku.
    W szkole zle znosili moje polskie wtrety, wiec kazali gadac po magyarsku. Mama oczywiscie sie nie przystosowala :)
    Ale.
    Chodzac 12 lat do wegierskich szkol nie chodzilam do polskich. W ogole nie utrzymywalismy z polonia kontaktu, bo.
    Moja edukacja polskiego, to byly wakacje u dziadkow, lektury szkolne i nie tylko, ktore Mama mi podsuwala.
    Gdy przyjechalam do Polski na studia mialam tylko jeden problem: za ladna polszczyzna mowilam, nie znalam slangu ani przeklenstw.
    W ciagu miesiaca nadrobilam w akademiku :D
    Summa summarum, wydaje mi sie, ze nie ma dramatu :) Poprawiaj Mloda, podsuwaj ksiazki, wysylaj na wakacje do Polski, chociazby na 2 tygodnie i bedzie git :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Matylda, bo to za dlugo i za ciezko dla dzieciarni, wszak piec dni w tygodniu juz szkole maja.

    Kamyk, to Ty znasz wegierski?? Ale Ci zazdraszczam! Pocieszylas mnie, no i sama na biezaco tez Miske ucze, ale cieżko jest mi konsekwentnie siadac z nia powiedzmy tam trzy razy w tygodniu po pol godziny o stalej porze. Mysle jednak, ze czytanie ksiazek to podstawa, a na to nie moge narzekac, bo dziecko mi pieknie i chetnie czyta:))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie. mamy potem tylu ludi z matura przy łopacie czy kasie fiskalnej, a po co?

    OdpowiedzUsuń
  6. i co? przyjęło mój komentarz?

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratulacje dla Miśki! Zdolniacha po mamie :)
    Co do polskiej szkoły to w cholerę z nią. Skoro nie dają uczyć się samego języka to rzeczywiście lepsze książki i rozmowy z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
  8. Athi twoj przyszly zieciu nie ksztalcil sie ani 5 minut w zadnej polskiej szkole a mowi , czyta i pisze po polsku lepiej niz niektore dzieci z tutejszych polskich szkol zwanych "przechowalniami" . Powiem ci tak grunt to rozmowa z toba , a wakacjie w polsce wyksztalca w niej nowe slownictwo ze sama sie bedziesz musiala doksztalcac ;) Narazie niech szlifuje angielski :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Athina, ja polski znam, jako zem wegierka :), chociaz wiele osob wmawia mi, ze jest inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciesze sie, ze jestescie podobnego zdania, co do polskiej szkoly i jej roli.
    Tylko z wakacjami w Polsce jest na razie problem, beze mnie ani mysli nigdzie jechac. Niedawno kolezanka zabrala ja w piatek na weekend. Nastepnego dnia musialam po nia jechac, bo ona dooo maaamyyyy chceeee. Hyhyhy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tez sie wymadrze, jako dwujezyczna. 22 lata temu rodzice wywiezli nas do zachodnich sasiadow. Zawsze chetnie czytalam, takze mialam kontakt z jezykiem i poprawna polszczyzna. Tylko w czasie wlasnie wakacji w Polce za kazdym razem z poczatku balam sie przemowic. Po maturze postanowilam postudiowac sobie moje dwa jezyki i wyszlo mi to na dobre. Przeszkadza mi fakt, ze rodacy na obczyznie zaniedbuja i zanieczyszczaja polszczyzne. Tzn. nie mowia w zadnym jezyku poprawnie. Dla dzieci ten brak wzorcow jest straszny. Ja ostatnio udaje, ze nie rozumiem tej mieszaniny i prosze o "polskie zdania" =) Zycze sukcesow z przymiotnikami. I proponuje polsko-angielskie lekcje botaniki na wiosennych spacerach, ku uciesze matki i corki ;)
    Mag

    OdpowiedzUsuń
  12. Mag, nie boję się sytuacji, że w naszym domu zawita niepoprawność w każdym języku. Zwróciłaś jednak uwagę na to, co zauważyłam sama, i to wśród osób, które mówią tylko po polsku. Cóż, jak to mawia moja mama - "Cieszę się, że chociaż swój język znam dobrze." :))

    OdpowiedzUsuń