czwartek, 16 lutego 2012

Angielski remont...

Mój czterdziestoletni organizm, jak na ironię zaraz po urodzinach pokazał na co mnie już nie stać. Infekcja dróg oddechowych, z którą zwykle radziłam sobie w przeciągu trzech, czterech dni, teraz ciągnie się ósmy. Dobrze, że stan podgorączkowy się utrzymuje, bo to znaczy, że walczymy. My z organizmem.

Gorzej ma moja koleżanka, tej siadają nerwy. Całe szczęście, że nie musi zwalać tego na wiek, bo na jej miejscu chyba każdy położyłby się na podłogę i czekał na atak epilepsji.

Naście miesięcy temu poprosiła Council o wymianę pieca, kaloryferów i w ogóle zbadanie całego mechanizmu grzewczego domu (rur, srur), bo płaci masakryczne kwoty za gaz, a w domu zimno. Council przyjął to do wiadomości, ale nie robił nic. Dopiero, gdy na początku stycznia złożyła wniosek o zamianę domu z trzech sypialni na mniejszy, jakby granat pierdolnął.

10 stycznia przyszła pani z Councilu, obejrzała dom, zadzwoniła gdzieś tam, przyszedł pan, też obejrzał i zdecydowali, że należy ocieplić ściany, położyć gładzie, wymienić poręcz przy schodach oraz kompletnie wyremontować kuchnię. Na koniec oznajmili, że ekipa zjawi się nazajutrz. Się ale nie zjawiła. Zjawił się za to list, że ekipa przyjedzie jutro między godziną ósmą, a wpół do dziewiątej, co we mnie i koleżance wywołało gromki śmiech. To jest w wykonaniu angielskich ekip remontowych niemożliwe! Zwłaszcza tych, które są przez Council wynajmowane, bo umowy najczęściej podpisywane są na kwoty i nie ma w nich wzmianek o terminach trwania remontów. Takie ekipy najczęściej ciągną po kilka kontraktów równocześnie.

Zauważyliście zapewne, że to styczeń, nie? Jednakże początkowo wydawało się, że chłopcy zajmą się ocieplaniem ścian i gładziami, toteż koleżanka na ten czas ulokowała się w salonie, a na górze niech się dzieje, co dziać się musi. Tymczasem panowie wpadli, zakręcili ogrzewanie, wyrwali piec ze ściany i poszli, uprzednio wziąwszy klucz do domu, który koleżanka im wcisnęła, bo przecież do pracy musi kobieta chodzić. Wrócili po dwóch dniach... Ot, beztrosko se panowie do roboty przyszli, nieprawdaż. Koleżanka ze zmarznięta dupą przywitała ich w progu fochem i kalumniami. Popracowali do lunchu i... zniknęli.

- Biorę urlop, przecież to o pomstę woła! - popłakała mi się do słuchawki.
Zaraz był weekend, który spędziła u mnie. W poniedziałek był czad. Panowie mówili wcześniej, że zaczną od ósmej (Ha, Ha, Ha oraz Buahahahhaha). Koleżanka ale dyndała w domu już będąc na urlopie... O dziewiątej zjawił się jeden pan, jednak nie użył klucza. Zapukał. Jak się, kurwa, musiał zdziwić, że ktoś był w domu. Na pytanie koleżanki, gdzie ma klucz odpowiedział, że u szefa. Natychmiast wykonał telefon na górze i za pół godziny zjawiła się ekipa oraz pracowała do piętnastej... Ale nazajutrz przyszli dopiero kole południa.

Potem przyszli elektrycy bez zapowiedzi, odłączyli prąd, że już nawet herbaty przez trzy godziny nie można było zrobić. To jakaś paranoja. To się w ogóle we łbie nie mieści. A nowe kaloryfery mają zakładać za DWA TYGODNIE.
- Ja się, kurwa, zastanawiam, czy odważyliby się zrobić to pakistańskiej rodzinie. - jestem pewna, że podpięto by to pod rasizm.
- Ani pakistańskiej, ani twojej, bo w domu są dzieci. Ja jestem sama, do tego mój angielski jest na tyle chujowy, żeby mnie właśnie tak traktować. - koleżanka odpowiedziała smutno.
No tak, w sumie kto tu jest winien? Nie Council, tylko robotnicy. Moim zdaniem w Polsce na ten przykład chłopcy od remontów nie zrobiliby nikomu takiego kuku, żeby na dzień dobry wyrwać ogrzewanie, a potem ocieplać ściany. Toteż zachodzę w głowę, bezmyślność czy złośliwość?

3 komentarze:

  1. anglikanie katoliczce zgotowali ten los?

    Przykro mi, że chorujesz waćpanna tak długo, ale tez zazdroszczę młodego wieku:)

    OdpowiedzUsuń
  2. E, tam Beata, z to religio mnie nie drocz. Pakistanczycy mają swoja broń na takie klimaty - dyskryminacja. czasem to jest mocno naciagane a i absurdalne czesto, ale dziala.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ludzie na całym świecie są tacy sami, w Niemczech - jakioby takich porządnych - widziłam identyczne akcje i chlanie od rana (w odpowiedniku naszej Tepsy). Rurę naprawiali dwa tygodnie - u nas jak pierdolnęło, to akcja trwala pół dnia i się uwijali.

    OdpowiedzUsuń