wtorek, 17 stycznia 2012

O śmieciach...

Wróciwszy dzisiaj ze szkoły rzuciłam się do mycia garów po śniadaniu i wyrzucania śmieci. Przed moim domem, jak przed domem każdego sąsiada stoją trzy kontenery. Niebieski na szkło plastik i puszki, brązowy na papier i odpady organiczne, czarny na resztę gadżetów. Śmieciarka przyjeżdża co środę i raz zabiera niebieski – brązowy, raz czarny. Jutro ma zabrać czarny.

Patrzę w otchłań czarnego, który ma jutro wyjechać, a tam stos reklamówek z pampersami, puszkami po kociej karmie, wystającymi szyjkami szklanych butelek i całą masą innych odpadów, które absolutnie nie powinny się tam znaleźć. No ręce mi opadły. Problem w tym, że nie mogłam tego zignorować, bo panowie zabierający kubły zaraz nakleją mi karteczkę pouczającą i kubła nie opróżnią.
Wściekłam się zatem do granic możliwości i jęłam rzucać mięchem. Zastukałam do sąsiadki po prawej, czy nie widziała podejrzanej bandy podrzucającej śmieci. Na wieść, że nie widziała zastukałam do drugiej, po lewej, która ma monitoring, ale na moje nieszczęście nie nagrała. Wskazała jednak na drzwi przeze mnie podejrzane mówiąc – ci Cyganie często kręcą się po okolicy z reklamówkami pełnymi śmieci.

Ty zaś stoisz człowieku z naręczem reklamówek na środku ulicy, klniesz jak szewc i nie masz pojęcia co dalej. Wziąć do domu i segregować? Pierdolnąć na środek jezdni i siarczyście na nie splunąć? A może rzucić je pod drzwi wskazanego sąsiada z naprzeciwka, który owszem ma dziecko w pieluchach, kota i śmietnik wypełniony po brzegi, ale nie złapanego za rękę?

Niezbyt elegancko się wysławiając podreptałam na tak zwane uliczne wysypisko za klombem. Idąc w tamtą stronę z reklamówkami bluzgałam po angielsku, wracając po polsku. Przy czym odgrażałam się, że tego nie daruję.

Po południu, po kolejnych rozmowach z sąsiadami i niemal pewności, że to ta rodzinka (byłam nawet u Słowaków obok tego domu) zastukałam do podejrzanych. Nikt mi nie otworzył. Toteż naskrobałam list po angielsku w sensie, że ja już wiem i ich ostrzegam przed ewentualnymi konsekwencjami, przed którymi się nie cofnę.

I to nie są moje jakieś tam fanaberie. To jest rzeczywisty i całkiem poważny problem. Sąsiad może ci zasrać śmietnik każdego pieprzonego tygodnia i każdego pieprzonego tygodnia śmieciarka może ci nakleić kartkę, że nie zabierze, bo nie segregujesz.

Się teraz weź babraj z czyimś gównem i wymyśl gdzie go sprzedać dalej...

A Lustereczko przysłała mi to:

„Panie, daj mi siłę do zaakceptowania rzeczy, których nie mogę zmienić; odwagę do zmiany rzeczy, których nie mogę zaakceptować; mądrość, abym ukrył ciała tych którzy mnie dzisiaj wkurwili.

Spraw abym uważał, czy palce które przydeptuję dziś, nie są połączone z dupami, w które będę musiał włazić jutro.

Pomóż mi zawsze dawać z siebie w pracy 100%... 12% w poniedziałek, 23% we wtorek, 40% w środę, 20% w czwartek, 5% w piątek.

I pomóż mi pamiętać... kiedy mam naprawdę zły dzień i zdaje mi się, że wszyscy dookoła chcą mnie wkurwić, niech nie zapomnę, że do zrobienia smutnego wyrazu twarzy potrzeba aż 42 mięśni, a tylko 4 do wyprostowania środkowego palca i powiedzenia im, że mogą mi do dupy pogadać.”

A ile trzeba mięśni, by wyrazić pogardę?

12 komentarzy:

  1. I tu kazdy z nas ma chyba swoja wlasna liczbe miesni. W moim przypadku nie drga ani jeden....

    OdpowiedzUsuń
  2. Athi, szkoda, że nie możesz kubłów ogródku trzymać,- wtedy sąsiad skurwiel moógłby Ci co najwyżej skoczyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Daisy, to wlasnie chce uregulowac! By kubly byly albo stawiane w tym przedsionku sasiadow, albo zebym miala zawsze przejscie tymi uliczkami. Cos mi sie zdaje, ze bedzie sie dzialo:)

    OdpowiedzUsuń
  4. A to Ty masz wyjście z ogrodu na ulicę ? No to faktycznie - dogadaj się z sąsiadami i powiedz w czym rzecz. Powinni zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
  5. mam przez ogrod sasiadow. z tym, ze oni nie bardzo chca abym z tego korzystala, choc mi sie to nalezy. Nic, zobaczymy co bedzie dalej. Bo moze po wczorajszej awanturze i wrzuceniu podrzucaczom kartki z pogrozkami na tym jednym razie sie skonczy.

    OdpowiedzUsuń
  6. cholera, problem, u mnie to jest tak, że ja segreguje a oni i tak wszystko razem walą...

    OdpowiedzUsuń
  7. Beata, a macie odrebne kubly na wspomniane wczesniej rzeczy? Bo w Polsce nie wszedzie jest to praktykowane i ludzie w domach jednorodzinnych najczesciej jednak maja jeden kubel na wszystko. jeszcze. Przynajmniej w Legnicy.

    OdpowiedzUsuń
  8. my mamy wielki kontener.Z trzema,TRZEMA osobnymi wejsciami na rzeczy.Plastik,szkło i coś tam jeszcze.
    Trzy osobne wejścia = jeden kubeł ...W środku nie ma żadnego rozgraniczenia;>.przyjeżdżają,wywalają kubeł do jednej smieciary...

    OdpowiedzUsuń
  9. Hyhyhy. Moze bierzesz udzial w programie nauczania spoleczenstwa - jak segregowac?:> W kazdym razie wesolo:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja widzialam fajny odcinek Rodzinka pl, kiedy mamusia klapala dziobem, ze tu ma byc pucha, tam karton i jeszcze inne farmazony gdzie ich miejsce. Tatus niekoniecznie, ale lojalnie jął mamusię popierać. Mało tego, wręcz przejął pałeczkę i synków sympatycznie wywlókł przed dom, gdzie kontenery stały dwa i do jednego szło masło, do drugiego maślane. I tato gderał tym synom nad tymi dwoma kontenerami. Zaraz potem podjechała smieciara i oba kontenery wrzucila do jednego wozu... hyhyy

    OdpowiedzUsuń
  11. ooo ja też ten motyw z Rodzinką widziałam;)hehehe lubię wyjątkowo ten serial;)

    OdpowiedzUsuń
  12. ja mam worki, raz w miesiącu wystawiam.
    szkło muszę gdzieś tam wywieźć..

    a na bio mam brązowy kubeł,wystawiam co piątek,ale jakieś patałachy wrzuciły mi ostatnio flaszki...wszędzie widać są tacy..eh..

    OdpowiedzUsuń