sobota, 12 listopada 2011

Sok, soku, kocham pogania

Poza tym, że oczytałam się byłam na temat istotnych walorów wszelakich przypraw i ich działania na organizm, zaczęłam codziennie produkować sok z buraka, marchwi i selera naciowego. Dla zdrowotności. Mi smakuje. Burak – słodki, marchew – słodka, seler – nuci, dodaje charakteru i nie dominuje w całej tej kompozycji. Sok ma lekko papierowy posmak, ale nie przeszkadza mi to wcale.

Szwagier najpierw popukał się w czoło, że chyba mnie pogrzało i on nie będzie tego pił. Na argument, że to samo zdrówko, przechylił szklankę i wlał w siebie jedną czwartą jej zawartości, otrząsnął się jakby wypił tysiąc procentowy spiryt i odstawiwszy szklankę kategorycznie oznajmił, żebym się z tym bujała.

Cóż, dobre chęci miałam, a tymczasem więcej będzie dla mnie i dziecka.

Miśka również nie była zachwycona, ale do niej przynajmniej docierają argumenty, że mama chce, by była zdrowa. No i mama też pije. To dajemy se razem po dwie sety rano. Na zdrowie.

Za te moje starania dostałam list od dziecka. Takich listów dostaję wiele, ale ten był wyjątkowy, bo za coś, a nie tylko za to, że żyję i ją kocham.

„I love you so much mumy you are the sweetest girl in the howl (whole) world.” Moja iskierka.

A, Miśka jest wyeksponowana w klasowym oknie jako „star speller”.

To jeszcze nic. Sama zaczęła czytać po polsku „Dzieci z Bullerbyn”. Przychodzi pytać o wymowę „dź”, „drz”, „dż”, „ści..”, ale czyta zawzięcie. Nawiasem, drażni mnie wymowa dżwi, kiedy ma być drzwi. Drzem, kiedy jest dżem. Ja sama kiedyś z drzwi robiłam dźwi, hehe.

Za to koty – kastraty czują się dobrze. Olly mocniej zintegrował się z rodziną, a Duda dla odmiany ostatnio nieco z niej wyalienowany. Ale za Dudą – dziadą nie trafi nikt. Naprawdę.

17 komentarzy:

  1. Miśka mnię rozczula zawsze, ucałuj od cioci :)


    No proszę jak się ciocia za zdrowotność wzięła ;> Ja tam piłam sok z buraka, marchwi i jabłka :)




    A moja przyprawa to dzieee???

    OdpowiedzUsuń
  2. o dżizaaaas ja mam po dziurki w nosie tej zdrowotności;/
    Lata całe mnie pojono onymi;/.
    jeszcze jedno - marchew z ekologicznego źródła?
    bo jak za dużo azotu w marchwi a tak jest z tych tam normalnych upraw,to niepotrzebnie dziecko faszerujesz...

    OdpowiedzUsuń
  3. Tuv, dzizassss, raz z warzywniaka u Hindusa, raz z rynku. Poza sokami jemy duzo marchwi w zupach, bo my zupiary. Tre do salatek i gotuje na gesto. My kochamy marchewke. Mnie ta skrajnosc troche smieszy. Bo ze szpinakiem bylo tak samo, fu, oblesna papka z dziecinstwa. Tymczasem to jest takie smaczne warzywo i bez czosnku oraz smietany. Buraka kocham od malego, nawet wtedy matka sie smiala, ze na surowo jadlam. Oraz organizm chetnie podpowiada czego chce...;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tuv, a teraz tak nawiasem. Po latach jakies skutki uboczne? czy brak takich, jakich sie spodziewaliscie?

    OdpowiedzUsuń
  5. z tymi azotanami to serio - w rodzinie był problem,ale szczerze mówiąc nie pamiętam dokładnie -bo to przy młodych dzieciach się dzieje.Coś z moczem ?Konczyło się odwodnieniem,szpitalem i to kilka razy w roku.
    W końcu zakaz picia soków marchewkowych.
    Z tego powodu ja swoim nie dawałam,bo się bałam,dopiero jak weszły kubusie itp.

    JA piłam LITR SOKU DZIENNIE !!! rany bossssssssskie...uszami mi wychodził;/
    Nie wiem,myśmy mieli marchewkę z ogrodu,nasza uprawa .
    Skóra taka ... opalona.Ładnei to wyglądało,odróżniało od innych dzieci na pewno.
    Czy mi to dało więcej zdrowia,czy też ratowało przed pogłębieniem mojej choroby?
    Nie mam pojęcia.
    Czy dzis przez to lepiej się czuję ?
    Też nie wiem,nie mam odniesienia.

    Ojcu to mama sok z buraka robiła na krew...czy pomogło ? I tak zmarł na białaczkę;/

    Wiec ten,trudno orzec;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tuv, kurcze...

    Tez pamiętam soki z marchwi z dzieciństwa, świeże! Nawet chyba mam jeszcze nasza wyciskarkę, walec taki na prąd, skakała po szfkach, trzeba ją było mocno trzymać, a potem czyściło się ten bęben w środku, jak z pralki:) u nas mama poiła bo siostra chorowała na jakies żółtaczki, kamienie w woreczki itp a ja przy okazji, najbardziej lubiłam jabłkowo-marchwiowy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zabrała mnie tego PAJONKA sprzed oczu, bo będę drzeć japę jak Miśka (mądre dziecko :))

    OdpowiedzUsuń
  8. przepraszam bardzo, ale to inny owad jest, jakiś konik albo cóś

    OdpowiedzUsuń
  9. Hyba cos takiego co mnie przez pol roku draznilo w kuchni....

    OdpowiedzUsuń
  10. ta i teraz napewno sie zastanawiasz co z tego stworzenia boskiego mozna przyprawic ???? :D

    OdpowiedzUsuń
  11. JA tez jestem zdania,ze jak sie organizm domaga,to nalezy mu dac.Moj sie domagal ciasta czekoladowego.Dostal:))A to zlapane to na MIENSO bedzie?

    OdpowiedzUsuń
  12. beemwe, iiiiiiiiiiii!:))
    athina

    OdpowiedzUsuń
  13. yyyy, wydałam dźwięk!!!!
    pająka schowaj :))))

    OdpowiedzUsuń
  14. Łeeeee, takie małe myszy Ci przynosi ???
    Łeeeeee :-))))

    OdpowiedzUsuń
  15. taaa....na futro zbiera dla mamci;)

    dobrze, ze Miska chce pic buraka, bo Pierworodna permanentnie odmawiala wspolpracu ladfujac glowa w sedesie:(

    OdpowiedzUsuń