czwartek, 17 listopada 2011

Miśka zwiewa od pierdla

W miniony poniedziałek Miśka wyszła ze szkoły ze zwieszonym nosem.
- Mamusiu, tylko mi nie przerywaj. - podniosła rękę. - Ja bym nie chciała iść jutro do szkoły, bo wiesz... - znów podniosła rękę widząc, jak wywracam oczami. - No bo ta pani, co do niej chodzimy się uczyć śpiewać piosenki, to wiesz, ja i Eli się śmiałyśmy..., bo nas Faith i taki chłopak rozśmieszali i ona, ta pani, dała nam karę i powiedziała, że jutro pójdziemy do takiej innej pani (łomatko!), która będzie na nas krzyczeć. - Ja się boję i nie chce iść wcale jutro do szkoły. - przy ostatnim zdaniu teatralnie zadrżał jej głos i nawet łzy napłynęły do oczu.
We mnie natychmiast odezwał się głos, że jak to jutro? Kara powinna być natychmiast, później można już tylko wytłumaczyć, co dzieciak zrobił źle.

- Pójdziesz jutro do szkoły, kochanie. Nikt na pewno nie będzie na ciebie krzyczał i potem opowiesz mi wszystko, dobrze? - zdaje sobie też sprawę z tego, że dzieciarnia kłamie, by uniknąć bury.
O głosie powiedziałam szwagrowi.

- E tam, różne są sytuacje w życiu. - uciął. - Jak jesteś w supermarkecie, a dzieciak kładzie ci się na podłodze i wali nogami o nią, to stawiasz go tam do kąta?
- Nie, jestem spocona z wściekłości i myślę sobie, czekaj, tylko stąd wyjdziemy.
- No widzisz, i co później robisz?
- W domu mija wściekłość, więc tłumaczę.
- Nie zadajesz kary?
- A wiesz, że nie.
- Błąd!

W dorosłym życiu też nie jesteśmy karani przez sądy natychmiast. Musimy odcierpieć swoje, czekając najpierw na rozprawę sądową, potem na wyrok. Zostajemy pomiędzy z duszą na ramieniu i mamy mnóstwo czasu na to, by przemyśleć, jak mocno zawiniliśmy.

Pamiętam, gdy byłam dzieckiem i znajdowałam się z rodzicami gdzieś między ludźmi, a moje zachowanie pozostawiało wiele do życzenia, matka mówiła mi :Czekaj, porozmawiamy sobie w domu, ale ta rozmowa nie będzie miła. I chuj, już miałam po zabawie oraz byłam do rany przyłóż. Nienawidziłam tego, gdy tak do mnie mówiła. Przede wszystkim dlatego, że później, podczas tych niemiłych rozmów nie była obiektywna, świadkowie zdarzenia rozeszli się do domów, a wraz z nimi moje argumenty i ich wiarygodność.

Tylko, kurwa, w dorosłym życiu mamy prawo do adwokata, który za nas pomyśli o tym i owym podczas linii obrony.

To tak w połowie zgadzam się ze szwagrem. Powinnam jednak zastosować karę, ale też nie zgadzam się na gnębienie psychiczne dzieciaka, że jutro, pojutrze.

Miśka musiała odbyć swoją karę – stanie na baczność przy pani podczas przerwy przez PIĘĆ minut. Krzyków nie było. Jednakże kara została jej przedłużona, gdyż nie stawiła się w pierdlu przed, lecz po obiedzie. Przedłużona ją też o następne dwa tygodnie... Trochę długo, ale jak mus, to mus.

Przeżywa to każdego dnia, jak mrówka okupację i codziennie nie chciałaby pójść do szkoły!

Dziś, jak co dzień zapytałam ją, jak było w pierdlu.

- Schowałam się pod ławką i pani mnie nie widziała.- powiedziała niepewnie.
- Czyli całe pół godziny przeleżałaś pod ławką, gdy inne dzieci ganiały po boisku?
- Tak, i jutro też tak będę leżeć, aż pani o mnie zapomni.

Muszę przyznać, że trzymam kciuki za panią, by nie zapomniała. Tłumaczę dziecku, a ona swoje!
Podobno obciach to jest okropny, tak stać. Ale na rany, niech jej żadna amnestia nie obejmie!

- Problemy trzeba rozwiązywać, nie da się od nich uciec. - pogłaskałam skuloną nieco osóbkę.
- To pójdę jutro do tej baby, khem, pani przed obiadem...

Nie pójdzie. Cóż, poczekajmy na rozwój wypadków.

14 komentarzy:

  1. jessu, i stoja? no, Miska nie stoi... Ja chodze z dzieciakiem za reke na przerwie przez 3 minuty, a ja sie uda mi z takimi dwoma utrzymac kontakt wzrokowy na 30 sekund to jestem szczesliwa:)

    na razie mamy Koze, czyli godzina po lekcjach za brak pracy domowej, jesli rodzic sie nie zgodzil to w dzienniku jedynka...

    OdpowiedzUsuń
  2. Beata, Miska stala raz przez te piec minut. Teraz uchyla sie od pierdla. Koza w angielskich szkolach jest powszechna. W Primary school, znaczy do szóstej klasy w ciągu lekcji, w gimnazjum godzina po lekcjach. Wyglada to tak, ze jest klasa, lawki. Siada sie w takiej lawce, nie mowi, tylko siedzi i mysli.

    Jak to ie da sie utrzymac kontaktu wzrokowego? Dzieciarnia sie wstydzi i nie chce, czy co? Powiedz mi, prosze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie podoba mi sie dlugosc kary - dwa tygodnie?? I nie podoba mi sie to, ze dziecko samo na przerwie ma przyjsc i sie o nia upomniec. Konsekwencja nauczyciela powinna wyplywac z niego samego. Za niepowrot Miski do pierdla kara bedzie przedluzana... Mimo, ze jestem jej matka uwazam, ze kurcze dzieciaki nie beda latac i upominac sie o kare na nich nalozona.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kontaktu wzrokowego(na dłużej) nie moge uzyskać od dwóch II -go klasistów, to sa dzieci, które mówiąc do nauczyciela odwracaja sie tyłem, "czego chcesz?", "co ja zrobiłem?", na przerwie głównie podcinaja nogi kolegom, biegają jak opętani, kiedy zwracasz im uwagę zatykaja nos i mówią - smierdzi, chwycisz za rękę to on omdlewa i kładzie sie na podogę, rodzice mówia im np. - nie wchodź na płot, bo spadniesz po czym chłopaki są już na płocie a rodzic udaje że nie widzi...

    OdpowiedzUsuń
  5. Dwa tygodnie stanowczo za długo, chyba że jest to przedłużane za nie przychodzenie?

    u nas w kozie odrabiają lekcje z nauczycielami

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, to jest przedluzenie za to, ze nie zglosila sie przed, tylko po obiedzie.

    Bea, tu w szkole nauczyciele maja jednak autorytet. Dzieciak, ktory by sie tak zachowal, jak opisujesz, musialby pojsc do dyrektora, a to jest SZOK! POJSC DO DYREKTORA! Wydaje mi sie tez, ze rodzice inaczej podchodza do kar stosowanych w szkole. One jednak musza byc, by gawiedz nie wchodzila pedagogom na glowy. Nie plula im pod nogi. To przede wszystkim musza zrozumiec rodzce. tak, Miska musi poniesc swoja kare, a jak pani przesadzi, to zalatwie to za plecami dzieciaka. tak, tak, Bea, masz duzo racji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja się nie znam, ale wiem, że takie przedłużanie kary nic nie daje. Kara dla dziecka w tym wieku powinna być najlepiej od razu, jak się nie da z różnych przyczyn, to najszybciej jak można. I nie może trwać długo. Według mnie 2 tygodnie to stanowczo o 10 dni za długo, zważywszy na działanie za które dostała karę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Anovi, ale chodzi pewnie o to by wymóc na Miśce tę karę w takiej postaci, w jakiej otrzymują ja tez inni, taka niby sprawiedliwość społeczna, czysto behawioralna.

    Athina, nasi rodzice obecni to są rodzice pyszczący i marudzący. Dają dziecko do szkoły w której są mundurki a potem na każdej wywiadówce słysze jaka to jest głupota, że są mundurki i po co one są i dziecko w mundurku nie przychodzi... Prawda jest taka, że moja szkoła to szkoła mała, rejonowa i zawsze we wrześniu boimy się czy starczy uczniów w szkole by były dwie klasy I a nauczyciele mieli pracę... i czasami nici z dyscypliną...

    OdpowiedzUsuń
  9. Beato ja rozumiem, ale powiedz mi, Ty przecież pedagog jesteś, czy to nie przesada taka długa kara, obojętnie dla jakiego dziecka?
    Kara powinna być adekwatna do winy, jednak nie może trwać w nieskończoność.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeśli już ktoś ma być ukarany to raczej te dzieciaki, które ją rozśmieszyły.Albo całe towarzystwo. I raczej w jakiś bardziej przydatny sposób niż stanie obok nauczycielki na przerwie.Ja to bym wezwała również rozśmieszaczy i z cała grupką po lekcjach chwilę porozmawiała.Chodziłam do klasy, która nie miała samych aniołków i co jakiś czas któreś z nas lądowało na rozmowie po lekcjach.Kara była raz i to dla całej klasy, bo chłopcy rzucali się ogryzkami i pomidorami, więc zabrudzili ściany.I wszyscy musieliśmy tego popołudnia przyjść do szkoły i wszyściutko elegancko posprzątać. Nauczycielkę nie interesowało kto to zabrudził. A takie stanie przy nauczycielce i do tego rozciągnięte w czasie uważam za idiotyzm.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. A no wlasnie, anabell! Bylam w piatek u pani wychowawczyni wlasnie w tej sprawie ponownie, bo moim zdaniem tez cala czworka powinna poniesc kare. Pani obiecala sie tym zajac, by kare zdjac. Zas Miska na moje pytanie, co zrobila w piatek, powiedziala, ze tak, jak mi powiedzialas, mamusiu, poszlam i sie zglosilam do pani.

    Beato, rozumiem i wspolczuje jesli chodzi o rodzicow w Polsce. Nauczycielowi ponadto trudno zadbac o swoj autorytet, jesli dzieciaki w domach uczestnicza w rozmowach rodziców, którzy psiocza i sami wysmiewaja metody wychowawcze nauczycieli. Potem przychodzi taki maly nabuzowany i bez kija do niego nie podchodz. Taki ogolny brak szacunku i zaufania.

    OdpowiedzUsuń
  12. No ta ja jestem taki roszczeniowy rodzic i często psioczę i się wkurzam na metody wychowawcze {a raczej ich brak} stosowane wobec również moich dzieci.I przy dzieciach również jasno i wyraźnie okazywałam, kiedy coś w zachowaniu nauczyciela mi się nie podobało. Ale również jasno i wyraźnie tłumaczyłam osiołkom, ze pewne zachowania są niedopuszczalne. I chociaż nie podoba mi się to, jak zareagowała pani i..., to nie ważne czy im się pani podoba, czy ją lubią czy nie, czy jest mądra czy głupia, czy powinna pracowac w szkole czy nie - to jest człowiek, należy mu się szacunek, i należy mu się nie przeszkadzanie w prowadzeniu lekcji. Opowiadałam o programie do zrealizowania, o obcinanych godzinach, a w ostateczności o tym, ze nie każdy ma powołanie, a pracować musi, zeby nie umrzeć z głodu, że o pracę trudno, więc są skazani na to, co mają i jak się nie dostosują to ... A na prywatną szkołe nas nie stać. Pytałam sie też zawsze, kiedy czuli się poszkodowani czy mam iść wyjaśnić to z panią osobiście - rzadko się tak działo przez podstawówkę, gimnazjum i liceum. Jeśli szłam, to ze sprytnie naszykowaną manipulacją pod tytułem - przychodzę z prośbą o pomoc, bo mamy problem, jakie rozwiązanie pani proponuje, a jak coś szło nie po mojej myśli, to ja proponowałam rozwiązanie i jakoś to szło.
    Działało.
    Można z moją postawą polemizować, ale żeby było śmieszniej to zawsze się konsultowałam z moją mamą - nauczycielką, a w największej chryi, kiedy w II kl. LO matematyk chciał udupić młodą - powiedziałam dyrektorce jasno - Jedynka?! Pooprawka?! Wie pani... Dziadek córki uważa, że ma opanowany materiał na trzy z plusem a nawet cztery, jest nauczycielem matematyki i dyrektorem w tej a tej szkole. Naprawdę uważa pani, że poprawka? I było trzy na świadectwie a "świetny pedagog i nauczyciel" został za rok wywalony ze szkoły jako najgorszy nauczyciel.

    Ech... No jest to temat, który budzi moje emocje, i nie wiem jak bym zareagowała na tego typu kary. Nigdy się z czymś takim w mojej karierze nie spotkałam. A dzieciaki chowałam na bazie "porozumienia bez przemocy" i różnych podobnych i ciężko by mi było zaakceptować brak poszanowania dla godności tudzież sprawiedliwości. No ale ja zawsze byłam i jestem przeczulona "w tym temacie".
    Się rozpisałam troszku. :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ruda, pisz, pisz;)

    Ja jestem troche innego zdania. Dzieciaki czesto wpuszczaja rodzicow w maliny, bo boja sie o wlasna skore. Ci z kolei zanim wybiora sie do szkoly, by sprawe zobaczyc z drugiej strony, juz osadzaja nauczyciela. Czesto nawet do szkoly nie ida, tylko wlasnie na ich psioczeniuw domu sie konczy. Nie zgadzaja sie na jakiekolwiek kary stosowane wobec ich dzieci, bo ich dzieci przeciez ZAWSZE SA GRZECZNE. Potem nastolatki zakladaja smietniki na glowe nauczycielom i mowia - no, tylko mnie rusz, to zobaczysz. Albo - no i co mi zrobisz? Dyscyplina i kary (kozy) byc musza. Nauczyciel przeciez w klasie jest jeden, a dzieciakow dwadziescioro kilkoro.

    Co do niektorych pedagogow bez powolania lub w ogole zdolnosci nauczania, o ktorych pisalas,to sie zgadzam. Tak bylo, jest i bedzie.

    I wlasnie w tym wszystkim tylko o te sprawiedliwosc chodzi, a najbardziej wkurza mnie, kiedy nauczyciel idzie w zaparte, ze mial racje i basta.

    Poza tym Misce kara zostala sciagnieta:)

    OdpowiedzUsuń