wtorek, 25 października 2011

Kocury jeich mać!

Dudek w sumie pogonił wszystkie koty, których jeszcze rok temu sporo kręciło się po ogrodzie. Oprócz dwóch. Sobowtóra Ollego, ale jego nigdy specjalnie nie gonił i dużego kudłacza. Kudłacz jest wyjątkowo wredny i zaczepny. Odnoszę wrażenie, że przychodzi tutaj specjalnie, by się pobić z tym moim biednym wojownikiem. Raz nakryłam ich w krzakach – Kudłaty leżał na grzbiecie i darł się wniebogłosy, a Duda nad nim z zębami wbitymi w jego szyję. Przy czym Dudek jest cichym zabijaką, nie wydaje z siebie specyficznych dźwięków typowych dla walczącego kota.

Toteż Kudłaty dostaje regularny wpierdol, a i tak tu przyłazi, bydle. Oczywiście przyłączyłam się do walki z gnojkiem i też go gonię. Nie lubię go i już.
- Ty nie lubisz koteczka? - sarkastycznie zaczepiła mnie siostra.
- Nie lubię, a ty lubisz wszystkie dzieci? - odparowałam, bo rokrocznie urządza „kolonie letnie” w swoim domu dla dzieci znajomych.
- No pewnie! - zaśmiała się.
- Ta, chuj i pizda w nocy gwizda! - fuknęłam.
Wróćmy ale do Kudłatego. Ma u mnie trzy ksywy jak dotąd i dwie kolejne to – gnój, świnia. Używam ich w zależności od jego przewinień.
Poszedł stąd gnoju – gdy bezczelnie podchodzi pod drzwi kuchenne i czeka na Dudka.
Spierdalaj świnio – gdy tak, jak ostatnio, włazi mi do domu, lata po meblach i wali szczocha w rogu kuchni. Przydybałam go, jak się rządził. No, bezczelność jego nie zna granic. A moje koty w tym czasie spały w najlepsze w sypialni. Biedactwa, zaspały, jak im obcy chatę plądrował oraz bezcześcił.

Abstrahując. Siostra ma takiego psa, Olafa, który permanentnie szczeka, a na dzielni nazywają go bin laden. Liść z drzewa spada, a ten już drze japę. Tymczasem jak w nocy jacyś wynosili z ogrodu krzesła i stół, to mu się kimnęło było.

To tak, jak z Dudkiem, co dzielnie na straży stoi, a jak go potrzeba, to śpi.
W każdym razie szwagier po incydencie ze szczochem natychmiast naprawił klapkę, którą wyłamał Dudek, bo chciałam go zatrzymać w domu, by podać mu tabletkę za pół godziny. Co wieczór wyprowadzam tez kocury na „spacer”, by załatwiły potrzeby, bo potem klapka jest zamykana i zastawiana śmietnikiem.

4 listopada nadejdzie wiekopomna chwiła – koty stracą jajca. Czy to znaczy, że sama zostanę na straży, by walczyć z Kudłatym? Jak to w ogóle będzie i co się zmieni? Może Kudłaty wtedy właśnie przestanie tu przyłazić, bo zniknie koci testosteron...

Nie boję się tego, już nie, ale jestem bardzo ciekawa, jak moje kocury to przejdą. Daisy, mądra kobieta, wywalczyła termin na piątek. Potem, wiadomo, jest weekend i będę mogła patrzeć na nie w sumie non stop.

Co to będzie, co to będzie! Przeżywam, mówię Wam. Moje syny....

2 komentarze:

  1. będzie wiekszy spokój;)))
    w sensie - pilnujemy swojego rewiru i nie oddalalmy się za daleko,choć kurdę za pańcią idziemy na spacer w miasto!
    Ale bojowe to i tak będą.Jak mój Kubencjusz;)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Koty niestety są złośliwe gdy nie uznasz ich władzy :). Ale masz tam ciekawie. Koty wierne, wetka się boją więc nie mam co liczyć na większe przywiązanie kota. Obmacać trzeba, kości oblukać jako praktyka :D.

    OdpowiedzUsuń