poniedziałek, 10 października 2011

"Gdyby Mikołaja nie było, to by mi nie przynosił prezentów!"

Oburzona Miśka powiedziała dzisiaj do mnie, że jej kolega w szkole twierdzi, iż Mikołaja nie ma i jego zdaniem to tata albo wujek się przebierają.
- Takie bzdury mi opowiada. Gdyby go nie było, to by mi nie przynosił prezentów. - fuknęła. - A pani też to powiedziała. - dodała.
- Co, że nie ma Mikołaja? - zapytałam.
- No!

Masz babo placek, a tak bym chciała, by wierzyła jak najdłużej. Przed świętami w związku z prezentami od Mikołaja można ją tak cudownie szantażować, hihihi. Pokój sprząta bez gadania i takie tam inne sprawki, bo Mikołaj patrzy, nieprawdaż. Czuję w kościach, że to ostatni taki rok...

Dziecko już wstępnie napisało list do Santa Claus z prośbą o Hello Kitty. Marzy o takiej ze specjalnego sklepu, gdzie się ta zabawka „rodzi” i gdzie można nabyć dla niej ubrania oraz inne akcesoria.

Cóż, na to pożegnanie wiary w niego Mikołaj będzie musiał się dobrze spisać. Będzie Kitty ze szmatkami.

Wczoraj szwagier wziął Miśkę do centrum. A, jeszcze nie wspominałam, że gościmy męża mojej siostry, który wykłada w angielskich domach kafelki po polsku, znaczy dobrze. Z utęsknieniem też czekam na siostrę. Ma wpaść w odwiedziny, jako ta pierwsza z najbliższych.

Anyway, dałam Miśce 5 fuli na tę wyprawę, na loda, smroda i takie tam. Ale ona wymyśliła sobie w swojej główce, że kupi zabawkę, o czym nikt nie wiedział, gdy wychodziła. Kiedy weszli do galerii, mała spryciara natychmiast zaciągnęła lekko skołowanego orientacyjnie szwagra do sklepu ze wspomnianymi pluszakami. Jakiż to był zawód, że ją na nic tam nie stać! No, na buty, albo jakiś inny ciuszek owszem, ale po kija jej same buty, nie? Próbowała naciągnąć wujka, bezskutecznie, toteż wróciła do domu smutna, a na mój widok jęła ryczeć.

- Bo dałaś mi za mało pieniędzy, nic sobie nie mogłam kupić. Potem kupiłam loda i mi spadł! - opadła na kanapę z wielkim fochem nie ściągnąwszy nawet plecaka.
- Matka, co ona sobie miała kupić za te 5 funtów, waciki? - śmiał się szwagier.

Tymczasem dzisiaj dziecko poprosiło o los zdrapkę w sklepie i wygrało 5 funtów. Lucky girl:-)

Nie pamiętam kiedy i w jakich okolicznościach przestałam wierzyć w Mikołaja, a Wy?

Dodaję za to to...

11 komentarzy:

  1. ja też nie, i nie jestem pewna, czy wierzyłam. pamiętam jak w dzieciństwie wyglądałyśmy pierwszej gwiazdki, a w tym czasie pojawiały się prezenty pod choinką, ale nie pamiętam żebym miała jakąś wizję Mikołaja...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy byłam w wieku Miśki, to już nie wierzyłam w Mikołaja, miałam może ze cztery lata kiedy odkryłam że Mikołaj to ściema, ale traumy mi to nie przysporzyło.

    OdpowiedzUsuń
  3. ooo starałam się żeby Młoda i Junior DŁUGO wierzyli.I wierzyli,wbrew wszystkim ,pewnie bo chcieli:)))
    Ja nie pamiętam,ale jestem przekonana że niestety oświecili mnei BARDZO szybko ale nie,nei rodzicie tylko koleżank i koledzy;>

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja Wam powiem, ze w wieku 6 lat jeszcze szczerze wierzylam i bardzo pragnelam zlapac go w nocy na podkladaniu tych prezentow. Bylam wtedy w zerowce, a potem jakby amba... I nie wiem, czy przestalam wierzyc rok, dwa lata pozniej...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ds, u mnie podkladanie prezentow odbywa sie bardziej enigmatycznie. Nie wiadomo kiedy co i bach, sa. Miska jest cala w szoku, jak ten Mikolaj to robi...:))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Moi wierzyli do 6 i 8 roku życia. Przestali jak dostali od Mikołaja list(koleżanka plastyczka gotykiem na papierze czerpanym napisała). W liście stało, ze Ś.M. dziękuje za lata współpracy, a ponieważ urodziły się następne dzieci na świecie, to od przyszłego przekazuje zaszczytny obowiązek obdarowywania prezentami rodzicom itp. sranie w banie.
    Dłużej wierzyły we Wróżkę Zębuszkę - Młody miał 9 lat a Młoda 11. Hihi... Sprawa się rypła na wakacjach - pokazałam ile forsy mam w portfelu - stówę i piątkę. Ząb wieczorem niespodziewanie wypadł, piątak się należał a rano się wydało, jak trza było dać na picie i okazało się, że tylko tą stówę mam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ruda:))))))))) Usmialam sie strasznie! Ale czekaj, u mnie z tymi zebami bylo tak, ze z lazienki wydarlam pysk - te niebieskie mi przynies z pierwszej szuflady! I zaraz - o, ja pier*...zéby!

    Mamo, ty widzialas, ze wrozka zebuszka zostawia zeby w twojej szufladzie?

    Myslalam, ze to pytanie bedzie gorsze, ze bedzie to typu - ale ja prosze, co robia moje zeby w twojej szufladzie.

    A gdy spokojnie powiedzialam, ze wrozka zebuszka jest moja kolezanka i zostawia zeby kazdego dziecka w komodzie jego mamy, jak w segregatorze i ona w to uwierzyla, to jeszcze troche ja posciemniam z tym Mikolajem. Wiecie, jak mi z tym dobrze?:))))))))

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie pamiętam kiedy przestałam wierzyć. Nawet nie specjalnie pamiętam czy jakąś wagę do tego przywiązywałam.
    Natomiast Potomek przestał wierzyć 2 lata temu, jak zaliczyliśmy totalny kryzys finansowy. Się sprawa rypła. Ale bez traumy, chyba był już gotowy, bo koledzy od zerówki mówili, że nie ma.

    Fajnie, że Miśka jeszcze wierzy. A z Zębową Wróżką to Ci się udało ;>

    OdpowiedzUsuń
  9. Oplułam klawiaturę, ty koleżanko Wróżki Zębuszki!
    Mój Młody też się nieźle obśmiał, jak mu opowiedziałam nasze przypadki. Był pełen podziwu dla Twojej przytomności.:-))))

    OdpowiedzUsuń
  10. Nadybałam wujka na wykładaniu prezentów z szafy pod choinkę. Za wczesnie skończyłam myć ręce ... Oczywiście zrobiłam to celowo, chciałam wiedziec co tam sie dzieje, co tak szura i mruczy.
    Wtedy poczułam się dorosła ;-)
    Nigdy nie mialam problemu z Mikołajem, gładko przeskoczyłam na prezenty od bliskich :-)
    Szeh

    OdpowiedzUsuń