środa, 17 sierpnia 2011

"Będzie Józek, będzie wózek"

Tak mawiał teść mojej kuzynki, gdy chodziła w ciąży.
A dla Józki dwa wózki? - pogwizdywała ona szyderczo chociaż marzyła o chłopcu.

Pożyczyłyśmy wózek od Vlasty mimo, iż ds twierdziła, że od dawna nie używają. Wiadomo, wożą się autem. Skąd ja to znam, ale droga do centrum daleka, a nasz samochód ma niesprawny resor i naprawa odbędzie się dopiero pod koniec miesiąca.

Gdy wyprowadzono wózek na ulicę, Tomek od razu wiedział, co ma robić. Było hop i już. Miśce żal dupę ścisnął i przez całą drogę marudziła, jakie chodzenie jest głupie, jak ją bolą nogi i ile by oddała, by być na miejscu Tomka. Nie wspomnę, że wczoraj przelatała cały dzień na obcasach i nawet nie pisnęła, dziś tenisówki były za ciężkie. Ona niestrudzenie potrafi kwękać, gdy czegoś chce.. A ja wtedy mam ochotę z czystej przekory upierać się, że nie. Gdybym ale powiedziała jej, że oto idziemy do centrum po wypasioną zabawkę, szła by boso po szkle. Inna sprawa, to mój brak konsekwencji. Ds załatwiała to swoim stoickim spokojem, że Tomek teraz też powinien trochę pochodzić, czym zrzucała mi kamień z serca i ścierała pianę z pyska.

I tak trzylatek z ośmiolatką na przemian dzielili się wózkiem!

Kiedy weszliśmy do katedry, bąknęłam pod nosem, że ci wszyscy ludzie zaraz zaczną się modlić o zdrowie Miśki, no bo sorry... Widzieliście kiedyś, jak wygląda taka wielka krowa w spacerówce? Co najmniej przykro! A ds na to:
- To przecież nie zaszkodzi. - słodkie.

Tomek jest cudnym i bardzo ufnym dzieckiem. „Kala”, co znaczy przytulić się, wypowiada uroczo wyciągając rączki. Pomijam fakt, że chytrze chce, by go ponieść, ale tym, że chce się przytulić kupuje mnie zawsze.

Szczęka opadła mi wczoraj (już przedwczoraj) osiemset razy, gdy ds go wykąpała, położyła do łóżka, wycałowała, zgasiła światło, zamknęła drzwi i zeszła na dół.
- I on teraz będzie spał? - wywaliłam gały.
- Powinien...
I spał. Ile ja bym dała za to, gdy Miśka miała trzy lata. Tak jest, rozmemłałam swoje dziecko, a dowodem jest dzisiejsza akcja z wózkiem. Wstyd mi było.

Dudek gości przyjął bardzo spokojnie, tylko troche się wczoraj wycofując. Olly ofukanął Tomka na wejściu, jak każdego nowego, a dziś już luzika. Ds bardzo się jeszcze godzine temu śmiała, że Duda, stary grat bawi się z nią sznureczkiem.

- Przyszedł z dzielni pełen energii, pewnie nie poruchał. - podsumowałam, czym wywołałam u ds głośny chichot.

A wózek stoi w jadalni i Olly się w nim mości, oraz Tomek do koszyka schował Dudy miche.:))))

Jutro basen, dworzec i kupowanie biletów do Daisy na piątek.:)

5 komentarzy:

  1. No i gra gitara, bawcie się dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. a Ty Athina to zawsze musisz tak "dorosłować" Miśkę? Toż to maleńka "ziewszyńka" jest no!
    ;)
    Całuskam Was obie z DS i dzieciaki równieżże, o kiciolach już nie wspomnę;))))):***

    OdpowiedzUsuń
  3. Dudka zabieram ze sobą do francji, to już postanowione. julkę w zasadzie też. o. i ogórki małosolne! ds

    OdpowiedzUsuń
  4. albo nie. mam lepszy pomysł. zostaję tu! ds

    OdpowiedzUsuń