czwartek, 7 lipca 2011

Zdałam i mam obsrane japonki!

„No przecież wiedziałam, że tak będzie. Zieew.” Napisała ds na gg po mojej informacji, że zdałam egzaminy.

Nauczyciel mocno mnie pochwalił i zaznaczył, że na początku semestru myślał, iż raczej go powtórzę, ale przez ostatnie pięć tygodni poszłam jak burza. Tym bardziej był zafascynowany, bo zdałam jako jedna z najlepszych w ogólnym rankingu. Aż oblałam się pąsem, gdy wyliczał wszystkie zalety moich prac.

Cholernie spodobał mu się cytat Marka Twaina w ostatnim wypracowaniu, który wygrzebałam z jednej książki do nauki angielskiego w dziale o zdrowym życiu i wykułam na pamięć: „The only way to be healthy is to eat what you don't want to, drink what you don't like and do what you don't want to.”

Pochwalił mnie również za wyszukane słownictwo i używanie go w odpowiednim kontekście. Dodał, że nie ma żadnych wątpliwości, iż moim miejscem jest teraz Level 1 oraz przekazał wspaniałą dla mnie wiadomość, że on tez przechodzi od września na ten sam poziom jako nauczyciel.

Aż mi trochę głupio pisać o tych superlatywach pod moim adresem, ale było mi dziś rano tak miło, że musiałam się Wam pochwalić.

Za to Olly sprowadził mnie na ziemię, gdy wróciłam do domu. Nasrał bowiem na moje japonki zostawione w łazience. Nie wiem, czego ten kot ode mnie chce. Kuweta czysta, żarcie na czas wraz z dogadzaniem synkowi do dupy. Takim dogadzaniem, że Dudek też zaczął pierdolić kocią karmę i czeka na coś lepszego. Dudunio jednak jest kotem ugodowym, jak nie ma innego i widzi, że nie będzie, to wcina kocią.

Porównując oba charaktery kotów kolejny raz napiszę, że Dudek jako dzieciak był spokojny, nie wisiał na firankach, nie wtykał nosa w każdą dziure i nie gryzł ręki, gdy tylko chciała go pogłaskać. Olly to szatan, prawdziwy rudy pieron z ADHD. Kocham go za to strasznie, że właśnie jest takim łobuzem, ale sranie mi na japonki...

Dlatego z dziką rozkoszą obserwowałam późniejsze zmagania śmiertelnie sennego kocurka z muchą. Gdy już przysypiał, ona nadlatywała, zrywał się, nieporadnie machał łapkami, rozglądał się za nią, przycupnął, znów mu powieki opadały, a ona znów nadlatywała... Gdyby umiał mówić, pewnie by krzyknął – ty franco, daj się złapać, bo padnę tu trupem! I padł, a mucha napadła na mnie!

22 komentarze:

  1. Gratuluję! Mądra dziewczyna!
    :)
    Z mądrości MT zgadzam się na pierwsze i trzecie, z drugim nie daję rady :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Malgoska, to jestes dobra! ja sie nie zgadzam z niczym! On pewnie tez sie nie zgadzal, inaczej by tego nie napisal:))))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, przejdzie mu sranie na japonki, przejdzie !
    Najwyżej kup w Primarku za funta japonki dla Olka, i wstaw do kuwety :-))))

    Gratulacje składam, ale wiedziałam że dasz radę!

    OdpowiedzUsuń
  4. brawo, brawo, brawo!

    kupa na bucie to szczęście z kasa

    OdpowiedzUsuń
  5. A, jeszcze se tak pomyślałam wedle skojarzenia z dzieciństwa, że jak się wdepło w krowi placek, to się sołtysem będzie, a to szczęśliwość wielka, więc Olly Ci pewnie narobił w japonki, zeby Ci dobrze poszlo na egzaminie, nie ?

    I zadziałało.

    Moryc mi ostatnio OBSRAŁ pół sypialni, czego nie robił nigdy przedtem. Zmilczałam i o 5.30 rano

    OdpowiedzUsuń
  6. Zmilczałam i o 5.30 rano czyściłam KREMOWY dywan z kocich gówienek ...

    OdpowiedzUsuń
  7. Znając poglądy MT nie wątpiłam, że wszystko zrobił na opak. Ja się przynajmniej czasem STARAM! :D
    Dobrze że świńskie bobki nie wsiąkają w dywan ni japąki

    OdpowiedzUsuń
  8. Daisy, jak tak sobie mysle, ze skoro Ci obsral sypialnie wyjatkowo, to moze chcial pokazac mamusi, ze cosik mu dolega. Tak sobie to z Olkiem tlumaczylam, jak obrzucal rzadkimi fekaliami moje piekne lazienkowe dywany. Tymczasem piekne schowalam, wystawilam te paskudne granatowe, a on sra mi na japonki! Chuj!
    I bardzo Cie podziwiam za czyszczenie czegokolwiek z czegokolwiek o 5.30.:)

    Beata, czyli mam podskakiwac i klaskac, jak mi Olek kloca pierdolnie. Dobra, bede:)))))

    Malgoska, moj kuzyn, kiedy jeszcze szczal w pieluche, ale juz latal i gadal, namietnie zbieral i zjadal swinskie bobki. Ciotka miala swinke, ktora zyla w domu na absolutnej wolnosci, a za klozetem miala kuwete. Ta swinia tam szczala, ale boby zostawiala tam, gdzie jej sie zachcialo. I Sebastian te boby jadł! Az go ciotka przyuwazyla i podniosla lament, a ten do niej, ze co, groszki zbiera.:)

    OdpowiedzUsuń
  9. no ba!!! wiadomo!
    buziaki babolu mój :-)))

    a Olo to ma bardzo oryginalne, rzekłabym nowatorskie pomysły gratulacyjno-prezentowe, doprawdy... :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. toto przed chwilką to ja - lu

    juz nie pamietam jak sie komenty wtrynia bo sie musiałam namordowac i nakurwowochujować..

    OdpowiedzUsuń
  11. Lu, nie musialas sie podpisywac. "Babolu" to wizytowka, hihihi:)

    A Olo to... Jebany dachowiec z charakterkiem... :)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Athi, nie wiem czemu mi obsrał, może w ramach jakiegoś protestu, bo kuweta NIEUŻYWANA stoi, może nie słyszałam jak prosił o wypuszczenie.
    Albo po prostu stwierdził, ze jest dla mnie za dobry i że trochę gimnastyki o piątej rano mi się przyda :-))))

    OdpowiedzUsuń
  13. Daisy, mi bardziej chodzilo o to, ze moze go brzuch zabolal. Wiesz, chory facet to masakra i chcial zwrocic na siebie uwagę. Bo w protest naszych Dudkowo Morycowych kotow z ich charakterami raczej nie wierze. Dudek niedawno puscil mi pawia kolo poduchy. Niby nic sie nie dzialo, ale uwazam, ze delektowal sie moja uwaga skierowana na niego. Nie wiem, moze mial dola? To sa cholernie ineligentne zwierzeta.

    OdpowiedzUsuń
  14. To co Daisy, myjemy, czyscimy i jestesmy szczesliwe kociary:))))

    OdpowiedzUsuń
  15. No a jak :-)))

    Może coś faktycznie mu zaszkodziło, ale zjadł normalnie śniadanie i był taki jak zawsze. Muszę gada odrobaczyć. cholera wie, czym on się częstuje na wolności. Dzisiaj zaś mysza latała na wysokości lamperii o 6 rano. A jaki dumny był! Mrauczał z przedpokoju, aż wstałam i pochwaliłam!

    Czy są gdzieś zabawki o konsystencji świeżo zdechłej myszy ? Przydałaby mi się :-))))

    OdpowiedzUsuń
  16. E tam, Moryc lubi nature i wdzieczy sie bardzo. Dudek jest praktyk i pamietliwa bestia. Nie przyjelam darow ani razu, ba, wywleklam je na ogrod i daleko za plot rzucilam, to nie przynosi od ho, ho.

    Daj mu spokoj, niech sobie lowi, to jego konik jest. Gdybysmy mieszkaly blizej siebie zabieralabym te gryzonie dla Ollego. Tauryna, te sprawy. Choc nie wiem, czy ta mala bestia za chwile nie bedzie wlasnie taka jak Moryc. Szczeki tysiac osiemset pietnascie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Gratulacje:)) Też bym tak chciała być zdolna do nauki języków:))
    A kocio to mały urwis :) będą jeszcze z niego "ludzie":))

    OdpowiedzUsuń
  18. Brawo! Chwal się i siebie ile wlezie, bo kto to ma zrobić?
    :-)
    Trzymam mocno kciuki.
    Szeh

    OdpowiedzUsuń
  19. no to gratulki:*
    Przecież wiedziałam, że tak będzie:D

    OdpowiedzUsuń
  20. gratulowałam też, Ty!

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo, bardzo dziekuje za mile slowa.:)

    Sze, ale wiesz co? Egzamin z niemca w Instytucie Goethego na tym samym poziomie byl trudniejszy.Wiecej wymagali.

    ds, sorki, ale myslalam, ze to sie samo przez sie rozumialo;)

    OdpowiedzUsuń