piątek, 15 lipca 2011

Nie!

Miśka uczęszcza do państwowej szkoły. W Polsce też uczęszczałaby do państwowej szkoły, bo ani mnie, ani jej ojca nie stać jest na prywatną. Poza tym nikt nie weryfikowałby w Polsce tego, czy dziecko chodzi do tej z wyższym poziomem nauczania, czy do byle jakiej. Poszłaby do podstawówki najbliższej miejsca zamieszkania i basta. Zresztą w praniu zwykle się okazuje, jak jest i można zmienić.

Tymczasem dostałam reprymendę od Miśki taty, że nie skonsultowałam z nim do jakiej szkoły pójdzie jego dziecko. Mało tego, posłałam ją do byle jakiej, a MIAŁAM posłać do katolickiej, bo tam jest wyższy poziom.

Jakże mi to śmierdzi oklepanym tekstem naszej wspólnej znajomej, która tatusiowi nakładła do pustej palicy jej okrojoną wersję edukacji w Anglii, iż tylko szkoła katolicka ma poziom godny Polaka. A ja uważam, że ma taki sam co Miski, bo siedzę z dzieckiem nad lekcjami i wymieniam się poglądami na ten temat ze znajomą, której córka chodzi do równorzędnej klasy u katoli.

Swojego czasu byłam przez wspomnianą znajomą nastawiona na szkołę katolicką. Jednakże jeszcze w październiku 2009, kiedy inne dzieci od ponad miesiąca maszerowały do szkoły, moje ciągle wisiało na liście oczekujących na miejsce u katoli. I mogło czekać przez kolejne sześć. Weszłabym w konflikt z prawem oraz wyszła na jakąś katolicką fanatyczkę. Wybrałam drogę najszybszego zagwarantowania dziecku edukacji.

I ja tę szkołę cenię. Ma wysokie notowania oraz wielu rodziców dowozi swoje pociechy co rano, omijając szkoły w ich rejonach zamieszkania. To o czymś świadczy. Anglik z mojej ulicy na pytanie, dlaczego nie wybrał Pear Tree Primary School, znajdującej się dosłownie za naszym rogiem odpowiedział, że jakoś nie ma zaufania. Pisze to wszystko szyderczo. Bo łatwo mieć klapki, nawet, kiedy się nie wie, do jakiej klasy uczęszcza pociacha oraz nigdy tak naprawdę nie siedziało się z nią nad lekcjami w weekend.

Ja w miniony rok Miśki edukacji zainwestowałam masę czasu, cierpliwości i przede wszystkim chęci, by dziecko dogoniło angielskich rówieśników. Dlatego gówno mnie obchodzi tatusine zdanie o poziomie szkoły naszej córki. Trzeba przede wszystkim mieć ogólne o tym pojęcie, umieć porównać, a nie jak papuga powtarzać brednie.

Gdybym, co jest w Anglii zgodne z prawem, zdecydowała się na nauczanie dziecka w domu i to jeszcze przeze mnie samą, mógłby mieć uzasadnione pretensje, a tak, niech mnie cmoknie w trąbkę, razem ze swoją katolicką znajomą.

No i kwestia podstawowa. Zrywy tatusinych emocji i zawracanie dziecku w głowie, a potem milczenie przez miesiące doprowadzają mnie do szału. To ja muszę się z tym za każdym razem jakoś uporać.

Larum szkolne podniesiono po tym, jak odmówiłam wysłania dziecka na wakacje do Włoch w tym roku. Zaznaczam, że od lat trzech była o tym cisza, a w 2009 latem wygasła sądowa ugoda co do kontaktów ojca z dzieckiem.

Kierując się rozsądkiem oznajmiłam, że złożę odpowiedni wniosek w sądzie angielskim, ale ojciec jak zwykle chce już. Teraz natychmiast i weźmie Miśkę jego siedemnastoletni pasierb, rezydujący obecnie koło Londynu, jakieś 200 mil od nas.

Nie, nie i jeszcze raz nie!

14 komentarzy:

  1. Lej na to. Niech się szanowny ociec powstrzyma z bólami aż do orzeczenia sądu. Znając szczegóły sprawy z Miśką u mnie chooja by zobaczył a nie córkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Daisy:)))))

    ja generalnie nie jestem przeciw kontaktom zwlaszcza, ze on jest dla Miski wazny. Ale nie zrobie niczego, na co nie mam papieru. Nawet jak tato chce teraz, zaraz. No i niekonsekwencja w podtrzymywaniu kontaktow mnie denerwuje. dziecko czeka na obiecany telefon jutro, a tu dupa... Potem zryw, ze wakacje i wyslij mi corke do mnie. Juz pomijam fakt, ze w tym czasie nie ma urlopu, wiec bylaby skazana na dyndanie w domu z macocha, az on wieczorem wroci. Nie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Athi, ja generalnie też jestem za. Ale wkurwia mnie niekonsekwencja. Dlatego pindol a nie widzenia. Papier będzie - ok, bedzie mógł widywać Miśkę, ale tylko wtedy.
    No i jeszcze jazda na katolicką szkołę. Oesu. On do katolickiej chodził, że tak się upiera ?

    OdpowiedzUsuń
  4. No i tym mnie bardziej rozsmieszyl, niz przejal. ta katolicka szkola i ze ja MIALAM ja tam poslac:))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz lepiej, bo jesteś z Miśką codziennie. Poza tym na słowa "szkoła katolicka" mnie miota. Ale to chyba alergia ;)
    Za niedotrzymywanie słowa, szczególnie dziecku urywałabym jaja i robiła z niech tiki-tiki.

    OdpowiedzUsuń
  6. malgoska, mna tez miota, acz poslalabym tam dziecko, gdyby katole przyjeli ja normalnie we wrzesniu. pewnie musialo byc tak, ze dzis wiem, iz tamtejszy poziom nie jest az tak wyzszy. To mit stworzony przez zadzierajacych nosy Polakow, ze ich dzieci ucza sie w leszpej szkole. Zreszta, przed Miska jest wazniejsza szkola w przyszlosci -ginazjum, a przede mna powazne rozeznanie, co gdzie i jak. Tu sa wazne decyzje, a nie szczana Primary School;)

    OdpowiedzUsuń
  7. kurcze i znowu masz babo placek...:(

    OdpowiedzUsuń
  8. Athino przecież to Ty jesteś z Miśką na co dzień i to właśnie Ty wiesz lepiej co jest dla niej najlepsze - rób tak żebyś nie mogła sobie niczego zarzucić - a szanowny tatuś niech spada

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie daj się a Miśka niech chodzi tam, gdzie jej pasuje a nie gdzie pasuje tatusiowi. Tatuś niech idzie się wyedukować w katolickiej szkole :p

    OdpowiedzUsuń
  10. Izabello, tak calkiem nie, ze niech spada, ale gdzie byl, gdy Miska zaczela szkole? Nie bylo dotad ta ten temat ni slowa, dopoki nie odmowilam wyjazdu do Wloch.;)

    Anovi, wlasnie o to chodzi. Czepic sie, aby sie w sumie czepic.;>

    OdpowiedzUsuń
  11. Niech wiesz co nie?! Takie słowo na s po polsku po angielsku to chyba będzie na f i off się kończy :P Kocham pasjami takich co to "wychowują" jak mu się przypomni yszzz

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale co to znaczy, że nieletni pasierb WEźMIE?!?! Dupę w troki niech se weźmie!

    I kotwica K. w plecy!
    Szeh

    OdpowiedzUsuń
  13. "Nieletni pasierb"! Buhaha "weźmie"...
    Poszłam kiedyś na rozmowę w sprawie pracy. Pracodawca (potencjalny) zaproponował mi umowę na pół etatu, wynagrodzenie za pół etatu ale czas pracy 8 godzin w porywach do 9. Jak już się przestałam śmiać , to odkryłam ze zdumieniem , ze on nie żartował.

    OdpowiedzUsuń