poniedziałek, 25 lipca 2011

Błogosławieni sąsiedzi

Kiedy trzy domy dalej Council wyremontował rezydencję i licznie zjawili się tam potencjalni mieszkańcy, by obejrzeć kąty, Hanka nerwowo zapukała do moich drzwi.
- Jezu, ile Cyganów. Ja się chyba pochlastam, jak przyjdzie mi dzielić z nimi płot. Chuj, wyprowadzę się. - powiedziała całkiem poważnie i zrezygnowana opadła na kanapę.
- Jeśli mam być szczera, to ci nie zazdroszczę. - klapnęłam obok.
- Mi? A ty co, tak daleko? Też ci pół ogrodu wyniosą. - ofuknęła mnie gestykulując przy tym nad wyraz energicznie.
- E, porządny Cygan nie okrada sąsiada. - wymądrzyłam się.
- Gdzie ty tu, kurwa, porządnych Cyganów widziałaś? I czego w takim razie mi nie zazdrościsz, hę?
- Setki dzieci za płotem.
- No tak! O tym nie pomyślałam! Ja pierdolę, wyprowadzam się. Żegnaj sąsiadko...

Hanki lamenty gdzieś tam zostały wysłuchane. Wprowadziła się angielska samotna matka z trojgiem dzieci.

- Ratuj, mnie, kurwa, oni nie rozmawiają, oni tylko krzyczą i jeżdżą na rowerach po ścianach, sufitach, wszędzie! - złapała mnie kurczowo za ramię i szepnęła do ucha – oni są chorzy psychicznie. - Hanka miała łzy w oczach.

Przestraszyłam się jej. Widocznie zrozumiała, bo zaraz się roześmiała dodając, że w życiu takiego Sajgonu w sąsiedztwie nie doznała.

Plewiłam donice, gdy sąsiedztwo skoro świt wybiegło do ogrodu. Dzieciaki są takie sobie, no krzyczą, jest ich troje i głupia piłka może być kością niezgody. Ale ta matka naprawdę do nich nie mówi, ona drze ryja o wszystko. O ubierz buty, o wstań z trawy, o podnieś brata, o ustąp mu miejsca. O wynoś się, nie chcę cie tu widzieć. Ale to jeszcze nic. To jest autentyczny szał. Jej wrzask mogę porównać no zabijanej świni z tym, że trzeba by było do tego wrzasku dosypać z dziesięć łopat czystej agresji.

„Podnieś go z ziemi” w jej wykonaniu równa się z „bandyto, zabiłeś mi dziecko!”

- Napisz do Councilu, proszę, pomóż mi. - Hanka złapała się za głowę.
- Nie, dajmy jej szansę. Baba może być zestresowana przeprowadzką. Ma kupe gratów do rozpakowania i troje dzieci. Głos ma donośny, nie powiem, ale kto wie, czy to nie minie, jak emocje opadną.

Ja też umiem wydrzeć ryja, ale otrzymanie mieszkania od miasta było dla mnie szczęściem tak wielkim, że harowałam w nocy, a w dzień malowałam ściany i miałam banana na misce. Jednak ja nie mam trojga dzieci i zrytego beretu.

Jedno jest pewne, jak jeszcze raz będzie się darła do gilgotania w mojej wątrobie w niedzielne popołudnie, stanę w oknie łazienki i ją nagram z zaznaczeniem, że wykorzystam, gdzie trzeba. Oczekuję gości i nie pozwolę, by mojej koleżanki mały synek bał się bawić w ogrodzie, jak Miśka na ten czas, bo ona drze pizdę.

5 komentarzy:

  1. Już to gdzieś czytałam... o tych anglosaskich mamuniach drących japę. Widocznie to zaraźliwe. Współczuję szczerze.

    OdpowiedzUsuń
  2. o rety;/
    na taką to potrzeba trąby jerychońskiej;>

    OdpowiedzUsuń
  3. Jednego nie rozumiem, jak kogoś aż tak denerwują własne dzieci to po co je na świat sprowadza?? Ja też nie raz wydarłam się na syna, (zwykle przed miesiaczką), ale zawsze później przepraszałam i tłumaczyłam, że źle się czuję. Dlatego już w wieku 6 lat wiedział co to są te dni u mamy i olewał moje darcie. Koniecznie nagraj i zagroź , że doniesiesz, ona musi się opanowywać przy dzieciach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Daisy, to jestesmy we dwie.

    Malgoska, dzieci nie wolno karcic fizycznie, ale nikt nie zabrania maltretowac je psychicznie.:(

    Kiciaszara, kocha, ale nie daje sobie rady z wychowaniem.

    Znajoma opowiadala mi o malzenstwie polskim, ktore wybralo sie z synkiem na jakis festyn ( w USA to bylo). Znajdowali sie na granicy jakiegos stanu, ktory zabranial karcenia dzieci. Syn zachowywal sie na tym festynie tak skandalicznie, ze zdesperowany ojciec przeciágnal go przez granice stanu, zeby mu wpierdolic:))))

    Ale to tak nawiasem. Osobiscie skierowalabym te kobiete na terapie, bo najwidoczniej sama ze soba ma problem.

    OdpowiedzUsuń