poniedziałek, 20 czerwca 2011

Szukając Waszego obiektywizmu

Od minionej środy gryzie mnie jedna sprawa. Po lekcjach wyszła do mnie nauczycielka Miśki i zapytała, czy w domu rozmawiamy po angielsku. Odpowiedziałam, że nie, ale bywa, że dziecko nie umie mi wytłumaczyć po polsku na przykład co przerabiali danego dnia w szkole i wówczas konwersujemy na ten temat po angielsku.

Pani uprzejmie poprosiła, by w domu przestawić się na angielski, bo Miśka naprawdę świetnie czyta, z cotygodniowych testów ortograficznych ma wszystkie punkty (bo ją pilnuję i na piątek ma to umieć choćby skały srały), ale w wypracowaniach czasem pisze zdania bez sensu. Wiem o tym, wszak dziecko me pisze bardzo chętnie i nawet wymyśla sobie historyjki, które przelewa na papier. Później to sprawdzam i wskazuję błędy.

Kiedy pani mi to wszystko mówiła, Miśka stała na baczność i była tak mocno zażenowana sytuacją, że schyliłam się, pocałowałam ją w głowę i mocno przytuliłam do biodra.

- Proszę, abyście rozmawiały w domu po angielsku, słyszysz? - nachyliła się nad Miśką.
- Tak. - posłusznie odpowiedziała. A za chwilę, gdy odeszłyśmy kawałek gorzko się rozpłakała. Bo to jest straszny obciach, kiedy pani wychodzi po lekcjach, by porozmawiać z rodzicem. Bo pani robi to wtedy, gdy dziecko nie było grzeczne, albo nigdy nie przynosi zadań domowych itp.

Tej rozmowy pewnie by nie było, gdybym nie zaczęła przychodzić na Family Learning. Właśnie tam panie podpatrzyły, że Miśka ma opory, by konwersować ze mną po angielsku. Ona jakby wstydziła się przy nich strzelić jakiegoś byka, a wie, że we mnie ma oparcie.

Ja tych oporów nie mam, nawet jak walę niegramatycznie, jednak rozumiem Miśke poniekąd i staram się ją zachęcić sposobem. W sensie – a jak byś zapytała o to po angielsku? Tymczasem, bo kończy się rok szkolny, odczułam przypuszczony atak na moje dziecko dla statystyk pewnie. Dla efektywności pracy nauczyciela. W dodatku to Family Learning. I to mi się cholernie nie podoba, bo pani nauczycielka oraz dwie jej pomocnice we wrześniu tamtego roku wiedziały, że mają w klasie Polkę, która od roku przebywa w Wielkiej Brytanii i dopiero zaczyna pisać oraz czytać. Nikt nie wyciągnął do nas ręki z pomocą i to, że Miśka poszła o grupę wyżej zawdzięcza sobie i mnie, bo sumiennie dyndamy nad lekcjami oraz nauką.

Boli mnie to, co Miśka powiedziała w piątek po lekcjach, pokazując jak zwykle wszystkie zebrane punkty z ortografii i zadanie domowe.
- Pani zapytała, czy mówimy w domu po angielsku, a ja powiedziałam, że zapomniałyśmy.
- Ale przecież nie zapomniałyśmy. Mówimy trochę po angielsku i po polsku.
- No tak, ale ja tak powiedziałam i ona była zła i powiedziała, że pójdę do szkoły dla nieposłusznych dzieci. A żebyś widziała, jak na mnie krzyczała. Tylko przy tobie nie krzyczy.- ostatnie zdanie Miśka wypowiedziała tak triumfalnie, że zapragnęłam ją sprawdzić za jakiś czas, bo wiem, że umie skłamać dla wlasnego dobra. W niedzielę, przy odrabianiu lekcji to wszystko powtórzyła.

Wiem, jaka jest dyscyplina w angielskiej szkole i bardzo ją pochwalam. Nauczyciel ma autorytet, ale krzyki i poniżanie malucha przed całą klasą już jednak mniej! Tym bardziej, że maluch jest innej narodowości i logicznym jest, że w domu będzie z rodzicem mówił w ojczystym języku. My naprawdę się staramy, by Miska pisała lepsze wypracowania, ale to wymaga czasu i takie postępowanie tylko budzi we mnie bunt. Nie wie o nim Miśka, w wątrobie go mam, bo chyba będę musiała zapytać panią czy zna obcy język i czy mieszkała na obczyźnie...

W klasie jest grupa dzieci muzułmańskich, które są gorsze od Miśki w nauce. Chcę się dowiedzieć, czy też są w ten sposób mobilizowane....

21 komentarzy:

  1. no Athi, na Twoim miejscu wytoczyłabym od razu najcięższe działa:>
    Kurnia, skąd się biorą tacy nauczyciele poniżający uczniów?
    Znam to z własnego doświadczenia, bo Pierworodną również gnębiła jedna nauczycielka.
    W Polsce w polskiej szkole dodam. Ale usadziłam babę i...odeszła po zakonczeniu roku szkolnego na urlop bezpłatny. Zdrowotny dodam;)

    OdpowiedzUsuń
  2. w Polsce rodzice namolnie przychodza do szkoły i pytaja sie o swoje dziecko, wchodza do klasy w czasie lekcji, tak że nikt sie nie przejmuje tym, że nauczyciel rozmawia z rodzicem... nikt sie nie przejmuje wpisaniem uwagi do dzienniczka...ot i co

    mamy w naszej szkole mundurki i w kazdej klasie jest koło 5 rodziców, którzy się buntuja i tych mundurków nie chca zakładac dzieciom...
    a u Was? wszyscy nosza?

    OdpowiedzUsuń
  3. ade ma rację, musisz zareagować. Wiem z doświadczenia, że brak reakcji może tylko rozuchwalić taką raszplę. Powiedz , że nie pozwalasz jej krzyczeć i poniżać dziecka, a najlepiej to napisz to z kimś kto zna dobrze angielski, a na samym końcu zasureguj jej rasistowskie nastawienie, które jeśli się powtórzy będziesz musiała zgłosić wyżej. Przynajmniej ja bym tak zrobiła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nauczycielka nie ma prawa wymagac, bys rozmawiala z dzieckiem wylacznie po angielsku.
    Obstawiam, ze taki pomysl to wynik glupoty tej baby, ale spokojnie mozna by to uznac za szykane na tle narodowosciowym - i o takim odbiorze calej sytuacji poinformuj ja i uprzedz, ze nie bedziesz w przyszlosci tolerowac czegos takiego.
    I masz racje: spytaj ja, czy dzieciom muzulmanskim badz hinduskim tez stawia takie wymagania. Juz to widze!

    OdpowiedzUsuń
  5. Beata, mundurki to angielska tradycja.

    :) zapytam czy dzieci muzulmanskie sa szykanowane...

    Jestem naprawde kurwa zla:)))))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznam, że mnie wkurzyła ta nauczycielka.
    I zaskoczyła bardzo.
    Nie umiem sobie wyobrazić sytuacji, w której ktoś mnie zmusza w przestrzeni prywatnej do jakichkolwiek działań, w tym do posługiwania się określonym językiem.
    Nawet biorąc pod uwagę, że chodzi o to, żeby Miśka była jeszcze bardziej wybitna niż jest, to najlżejsze okrślenie, jakie mam dla tej nauczycielki, to takie, ze jej słoma bardzo z butów wystaje.
    Mój luby mieszkał kilka lat w Niemczech, dzieci chodziły tam do szkoły. Zapytałam go, czy spotkał się z taką sytuacją, to wywalił na mnie gały, ze przecież to nie jakaś okupacja, w której obowiązkowo trzeba się posługiwać językiem okupanta.
    Nauczycielkę chyba nalezy sprowadzić na ziemię.
    Ja przynajmniej myślę, że bym próbowała.

    OdpowiedzUsuń
  7. Athi, zapytaj panią lepiej czy wyobraża sobie sytuację, że mieszkając w Polsce na przykład z własnym dzieckiem w domu przy stole konwersuje po Polsku, a nie po angielsku. Dla dobra wypracowań. Bo to totalnie nienaturalne jest, po prostu. Co za krowa no...!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ade - urlop zdrowotny dla nauczycieli jest płatny. 100% płatny;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kasik28 no to opłaciło jej się;)

    OdpowiedzUsuń
  10. już też byłam proszona o rozmawianie z dzieckiem po francusku, nie w domu, ale jak jesteśmy na zewnątrz. przyznam że mam te porady głęboko gdzieś, ponieważ z własnego doświadczenia widzę, że ludzie, którzy przyjechali tutaj mając nawet 8 lat, i mieli w domu rodziców rozmawiających wyłącznie po polsku, i tak mówią po polsku gorzej niż po francusku! język otoczenia i tak będzie przeważający. my matki powinnyśmy moim zdaniem dbać o polszczyznę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Napisałabym coś dynamicznego ale ta czerwona z nagłówka mnie skutecznie rozprasza ;)
    Nie daj się. Jeśli czujesz że ktoś postępuje paskudnie to tak właśnie jest.

    OdpowiedzUsuń
  12. bardzo rzadko sie odzywam, ale - przyjechalam do Kanady gdy moja corka miala lat 5, rozpoczela tu swoja edukacje. generalnie b. mile wszystko wspominam, nigdy zadna nauczycielka nie prosila o mowienie w domu po angielsku. wrecz odwrotnie, raz jedna mi powiedziala, ze wolalaby zeby dziecko uczylo sie wymowy od niej i od innych uczniow a nie ode mnie i miala swieta racje.
    nie pozwol na to, zeby corka byla stresowana przez nauczycielke, nie ma prawa do tego. a corka i tak bedzie lepiej mowila po angielsku niz po polsku, na 100%, wiec bron polskiego. powodzenia - ja bym zaryzykowala jedna rozmowe z nauczycielka, a potem od razu walila do dyrektora. nie daj stresowac malej!

    OdpowiedzUsuń
  13. Na moj spokojny bunt w tej sprawie pani powiedziala, ze to dla dobra Miski. Na pytanie, czy sugeruje to rodzinom pakistanskim odpowiedziala, ze tym dzieciom nie ma nic do zarzucenia w angielskim...
    Zaraz dodala, ze nie zmusza nas do rozmawiania po angielsku, ale to by dziecku pomoglo. OCZYWISCIE nie jest musowe to, co ona sugeruje i OCZYWISCIE Miska zle zrozumiala rzekoma napasc na nia przy klasie...

    A ja nie wladam angielskim na tyle dobrze, by wklepac ja w ziemie...

    OdpowiedzUsuń
  14. Malgoska - malpa w czerwonym....:D athina

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobrze że powiedziałaś. Pani już teraz wie, że Cię to ruszyło i może choć przez chwilę się zastanowi zanim znów coś chlapnie przy Miśce.

    No wiesz, zwojów sadła (jako ta nienajchudsza) się nie czepiam. Tylko ta sukienka, a nawet rzeknę sukięka.... ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Athina, ja wiem, że mundurki to angielska tradycja ale jak sie do niej stosuja tacy na przyklad "innowiercy" jak Ty?:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Małpę w czerwonym to ja podziwiam, bo chciałbym sie tak nie przejmować swoja figurą, jak ta pani własnie

    OdpowiedzUsuń
  18. Beata ale ja nie mam akurat nic przeciw mundurkom...athina

    OdpowiedzUsuń
  19. Klamczuchom jestes ....
    Nie powiedzialas ze oprocz Polskiego jeszcze Niemiecki w domu urzywacie :D:D

    OdpowiedzUsuń
  20. A czeriowna dupa ????? na na na na na naaa#

    OdpowiedzUsuń
  21. Diesel, ale nie z Miska. Jeszcze nie.

    I prosze, komp jest po formacie, ale dopiero wchodzac przez google chrome odzyskuje konto w komentarzach.
    Ds, dzieki za podpowiedz:)

    OdpowiedzUsuń