sobota, 18 czerwca 2011

Hy, hy, hy

Nawet nie wzdrygnęłam się na dźwięk łomotania do moich drzwi, choć nie znoszę łomotania tak bardzo, że mogłabym naubliżać. Wyrwało mnie zaś z krzesła za sekund trzy łomotanie do sąsiadki. „No ja pierdolę, rok spokoju, a one znów?!” Mowa o bachorach z ulicy. Zamaszyście otworzyłam drzwi, by dorwać sprawcę. W ułamku sekundy obmyśliłam nawet plan, gdzie go szukać – za autami zaparkowanymi przy krawężniku.

Rok temu dzieciaki złośliwie pukały do drzwi starej sąsiadki, dawały nogę i skulone za samochodami chichrały, gdy ona cała w złości wychodziła przed dom szukając sprawców. Między nimi była też Miśka. Zabawę miały przednią dopóty, dopóki się za nich nie wzięłam, bo stanąwszy w jej obronie sama przez chwilę byłam ofiarą ich niecnych uczynków. Przez chwilę... A spokój mamy do tej pory. W tym czasie nawiązałam bardzo dobre stosunki zarówno ze starą sąsiadka po lewej, jak i murzyńskim małżeństwem po prawej. O dzieckach nie wspomne...

Z dzikim wzrokiem wyskoczyłam za próg mojej posesji uprzednio zamaszyście otworzywszy jej wrota.
- Tanie warzywa, tanie owoce! - krzyknął do mnie rosły ciemnoskóry facet.
- Jakie?
- Idź tam, do auta, zobaczysz. - odpowiedział łomocząc w kolejne drzwi.

- Arbuza masz za cztery? W Pak-food dostanę za trzy i pół. – wykrzywiłam usta.
- Ale posłuchaj tego dźwięku. - popukał w owoc. Pffff, mam to w jednym paluszku. Mój grecki mąż nauczył mnie tego, kiedy sprzedawca szczał w trawnik nie ściągając gaci.
- No i? Chce go za trzy i pół.
- Dobra. Co jeszcze?
- Melon i dwie czerwone papryki.
- Masz siatkę? - zapytał.
- Nie, ale zaraz przyniosę. Dla ciebie też przyniosę. - pobiegłam do domu i wróciłam z naręczem reklamówek dla pana oraz aparatem fotograficznym, bo my z Miśką lubimy funny pictures.

Pan był tak miło ząskoczony sesją zdjęciową na jego „pace”, że skasował mnie jedynie za arbuza. O zielonym, mniejszym melonie i papryce albo zapomniał, albo podarował je nam w zamian za reklamówki. W każdym razie nie skłamał krzycząc „Tanie warzywa, tanie owoce”. Hy, hy, hy.

Poza tym moi mili...

Pan nauczyciel dopuścił mnie do egzaminu, który zacznie się w poniedziałek, 27 czerwca i potrwa dwa dni.

Pomyślnie przeszłam próbne testy, a prace pisemne (mimo dwukrotnego byka z „used to”, po jednym w każdej) zostały ocenione jako excellent. Hy, hy, hy :)))))

14 komentarzy:

  1. Dobra, największy pierdolnik minie to potrzymam kciukasy a co :)

    Ty a Miśka co tam na szyi ma? :P



    No, to zawsze tanich owoców i warzyw nam życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ona ma medal z czekolady... Zupelnie nie zwiazany z warzywniakiem, ale czyz nie wyglada jakby wlasnie byla po zawodach warzywniczych i dumnie prezentowala swoje okazy? :D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  3. O, i wąsy zniknęly - hy hy :-DDD

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie do konca! Wiesz, ze plama ciagle jest?... hy, hy, hy :D Athina

    OdpowiedzUsuń
  5. No kartoflorza tysz mocie !!! Czego serce moze wiecej pragnac??? A ma taki bimlowaty dzwonek?

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie, ma mocna piesc, co w drzwi napierdala:D

    OdpowiedzUsuń
  7. uwielbiam te Twoje plastyczne opisy :) zdjęcia też!

    OdpowiedzUsuń
  8. Pokazałam Krzysiowi zdjęcie Miśki. Reakcja: "O ja, ale ona już duża!":) On ją pamięta albowiem jak z plecakiem większym od siebie popierniczała u Lu:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Egzamin powazna sprawa... a Miśka sliczna n a kartoflach:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kaaaartofle, kartofleeeeeeee..:)

    OdpowiedzUsuń
  11. a przy kaaaaaaaartoflach brak wizytowki kaaaaaaaartoflanej:P athina

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. bomba:))))MIśka na pyrach bomba:))))
    A Tobie gratulki i trzymam kciuki za resztę! Mocno trzymam:))))Jak zdasz, a zdasz napijemy się dużo piwa;))))
    A tak w ogóle jak ja bym chciała by taki kartoflarz jeździł u nas ech....;>

    OdpowiedzUsuń