piątek, 29 kwietnia 2011

Olo Filemon Megalos

Dzidziuś zrobił wczoraj furorę w weterynaryjnej poczekalni. Ochom i achom nie było końca, o ogromnym współczuciu dla wyrzuconego i skazanego na śmierć malucha nie wspomnę. Aż mi klucha w gardle urosła.
- Chcesz go zatrzymać? - zapytał siedzący obok właściciel wesoło witającego wszystkich przybyłych Amstafa.
- Oczywiście.
- A masz dla niego imię?
- Jeszcze nie. - odrzekłam.
- Nazwij go Lucky. - Uśmiechnęliśmy się do siebie znacząco. Podziękowałam za sugestię.

Przespałam się z tym i nie, to nie to imię. Jakieś takie za twarde, a jego symbolika wcale mi nie imponuje. Za to Aleksander Wielki do niego pasuje, bo ma tę siłę w każdym calu, a jego walka z wystękaniem pierwszej kupy od niedzieli, jaką stoczył we środę tylko tego dowiodła. Miałam w Legnicy kolegę siłacza i niegłupiego przy tym chłopaka, Aleksandra. Nazywaliśmy go Olo. Olo brzmi miękko, uroczo i zdrobnień można sobie dorobić od groma. Oluś, Olunio... Oliszcze.

Drugie imię nadała mu Miśka – Filemon.
Mamuś, bo z nim i Dudkiem na pewno będzie tak, jak z Filemonem i Bonifacym.
OBY. A na trzecie dostanie Megalos (z greckiego wielki). Co mi tam, niech se gadają, że mi odjebało.
Olo Filemon Megalos.

To tak na wstępie. Przejdźmy do dzisiejszych obrazów.

Ech, ty mały krzykaczu.(Tylko to zdjęcie zrobiłam w miniony wtorek)

Nowa flacha jest w dechę.

Ta pod spodem za to jest ciepła.

Pani flaszko, teraz poproszę plecki.

Musiałam wkleić to zdjęcie na koniec, choć nijak nie pasuje do tematu. Pasuje zaś do daty. Oto Miśka ze srajtaśmą na głowie po obejrzeniu w telewizji transmisji z Royal Wedding. Oglądałam z nią i robiłam za wykładowcę historii. Przysięgam Wam, że spadłam z kanapy, jak weszła do salonu odziana w ten „welon”. Nie mam tez pojęcia dlaczego usłyszałam Kazika, ale dopiero od tego momentu – „...a przed nią bieży baranek, a nad nią lata motylek”

Miłego weekendu.

update.
Wstawiajac zdjecia nie robilam zadnych odstepow miedzy wierszami, bo wiedzialam, ze blogspot sam je ustawia. Nie zapamietalam jednak tego, ze tutaj opisy fotografii ustawiane sa nad fotografia. Ja strzelilam standardowo, pod. Coz, mysle, ze po chwili mozna sie polapac, prawda?

22 komentarze:

  1. można;)
    Miśka wymiata;)
    a OLO...;)

    OdpowiedzUsuń
  2. niech sie cwiczy dziewczyna, nie wiadomo jakiej długosci welon jej pisany:)
    ja, pamietam, odrabiałam lekcje siedzac w strojach z teatru, w sukience do falmenco na przykład, smierdziały naftalina te stroje ale czułam sie świetnie:)

    kiciu wywołuje moje macierzyńskie instynkty

    OdpowiedzUsuń
  3. Oesu, grzanie plecków wymiata! I ta mina!
    :-))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Przy zdjęciu Miśki nie musiałam czytać podpisu, od razu skojarzyłam ;)
    A kicio jest tak słodki i rozbrajający, że słowo tego nie opisze.

    OdpowiedzUsuń
  5. ię ten Kocio za matkę rodzonę będzie uważał i słusznie poniekąd :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzielne i dobre obie jesteście:)) Kocio, przepraszam )OLO Filemon Megalos jest poprostu słodziutki, ale ja wiem ile pracy przy nim jest.
    Trzymam kciuki by się zdrowo wychowywał u takich dwóch księżniczek:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Diesel:))

    Tuv, mnie tym wymiotla z kanapy:)

    Beata, ja mialam jedna ulubiona kiecke matki, ale po kryjomu ja ubieralam, kiedy bawilam sie w ksiezniczke. Bedac w siodmej klasie dala mi ja na zawsze, ale to juz nie bylo to. Poszlam w niej na rodzinna impreze, zeby jej przykro nie bylo. Potem sukienka zdychala w szafie, az zdechla.

    Daisy, mam jeszcze jedno fajne. WOgle latam teraz z aparatem, jak paparazi.;)

    Malgoska, a Kazika uslyszalas? Ode mnie sie odczepic nie moze, ilekroc spojrze na zdjecie.:)

    Lorenza, juz uwaza. Inaczej reaguje na Miski reke w kojcu, a inaczej na moja. Czasem, kiedy zbliza sie pora karmienia, a on spi, siadam obok kojca, opieram glowe o jego brzeg i patrze. Wiesz, ze czesto sie budzi, bo juz czuje moj zapach. Dobrze, ze mam Miske, bo dnia ktoregos moglabym dostac koment, ze koniecznie musze sobie zrobic dziecko... Huehuehue:)

    Kiciaszara, jestesmy wredne i pyskate zolzy. To istoty wokol nas sa slodkie i to one sa bohaterami:)

    Ksiezniczka od srajtasmy zaliczyla dzisiaj ohydna glebe na rowerze. Jechalam za nia i oczom nie wierzylam. Na prostej drodze nagle rozchwiala jej sie kierownica i nie potrafila sprowadzic jej do pionu. Bylo w prawo, w lewo, proba utrzymania rownowagi w zadzie i na zadzie sie skoncentrowala, nie na rekach! Brak doswiadczenia. Chodnik rzucil sie jej centralnie na twarz, wszak lecac jeszcze trzymala te cholerna kierownice. Ma zdarty was hitlera i obite gorne dziaslo. Gdyby jedynki nie byly takie male, niewykluczone, ze by je dzis stracila, albo polamala. Opatrzona zasnela na kanapie. Jest mi jej tak zal, ze nie macie pojecia.:(

    OdpowiedzUsuń
  8. Athi, Dzieć prosił, żeby Ci napisać co następuje. Około 5. tygodnia życia Ola możesz spróbować zacząć przystawiać go do miseczki, co może Ci trochę ulżyć i ułatwić (chyba że już Ci wet to powiedział albo wyczytałaś w necie, to pardon).

    OdpowiedzUsuń
  9. wzruszyłam się strasznie ;) żal mi małej też, ale do wesela się zagoi :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Niech ćwiczy, w końcu Harry jeszcze do wzięcia;) No i co, że rudy?;)

    Biedactwo... niech szybko wraca do siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Anovi, ona sama sie tak piesci nad soba, ze tulic nie trzeba;)

    Lorenza, podziekuj Dziegciowi, kazda rada na wage zlota.:))))A teraz mi uswiadomilas, ze to juz za jakies dwa i pol tygodnia, ale ten czas zapiedala:D

    ds, tez jej to mowilam, a ona mi na to, ze nigdy sie nie OZENI, buehehehehe.:))))

    Kasik, Harry kreci mnie bardziej niz William, on ma to cos. Ale o czym my tu, a idz, jaki Harry?:)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Nic nie szkodzi, że ona sama się ze sobą pieści. I tak tulę. Co prawda "do wesela się zagoi", ale w jej wypadku to jeszcze szmat czasu i wydaje mi się, że to zbyt długio, żeby dziecko miało tyle czasu cierpieć. Podmuchaj, pocałuj i otrzyj łzy księżniczce no!

    Na kotach się nie znam - jak wiesz od dawna (no może poza kotem Simona, ale to inna bajka ;)), ale ten Twój mnie nieodmiennie rozwala no :)

    OdpowiedzUsuń
  13. e! o! pisać co u kota i dziecka! a nie się obijać!

    OdpowiedzUsuń
  14. oczy chyba już otworzył, co?

    OdpowiedzUsuń
  15. Olo! ślicznie :)
    kocio przesłodki!
    (to pisałam ja, raczej psiara niż kociara!)

    OdpowiedzUsuń
  16. No nie mów, że nie chciałabyś z królową na balkonie stanąć;))

    OdpowiedzUsuń
  17. mam bezpośrednie loty za zupełnie przyzwoitą cenę :) musimy tylko ustalić termin i kupuję!

    OdpowiedzUsuń
  18. ok, to zadzwonie wieczorem:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Hmmm RUDY... pewnie korzenie krolewskie :))))

    OdpowiedzUsuń