piątek, 15 kwietnia 2011

Dinozaur na rzeznickim pniu

Robiłam wczoraj drobne zakupy w dzielnicowym sklepie mięsnym, który odkryłam całkiem przypadkowo. Właścicielem i sprzedawcą jednocześnie jest sympatyczny starszy Anglik, który kroi mięso z takim uwielbieniem i szacunkiem dla każdego kawałka, jakby było ono święte. Na wielkim, drewnianym klocku odcina niepotrzebne żyły, skóry, a robi to z taką finezją, że miło jest patrzeć. Naprawdę. Obserwując jego pracę czuję ciepło w brzuchu, a i z podziwu wyjść nie mogę, bo gonimy sobie przez życie, robotę odwalamy, by odwalić, a tu nagle spotykam rzeźnika, który czuje się zaszczycony tym, że sprzeda dobrego steka. Da cukierka dziecku, zamieni z nim kilka słów.
- Gdzie masz zęby? Dasz sobie radę z tym cukierkiem?
- Pewnie! A co to jest za kość, z kurczaka? - zapytała Miśka wskazując palcem wyjątkowo wielką, jak na jej wyobraźnię kość z udźca wołowego, leżącą na pniu.
- Coś ty, taka duża z kurczaka? - uśmiechnął się pan.
- To co to było, dinozaur? - na co parsknęliśmy z panem śmiechem, jak dzieci.
Ta kość przypomniała mi o innej sytuacji.
Dawno, dawno temu, kiedy moją córką była owczarek kaukaski – Frania, mamusia zapragnęła jej kupić w szkoplandii to, co córeczka miała u dziadków w Polsce. Wielką, wołową kość. Mama poszła do rzeźnika, zobaczyła tę właśnie kość (nieco pokrytą mięsem, ale to nie znaczyło przecież wcale), sprzedawczyni wrzuciła ją na wagę i wydała wyrok – 53 marki. Wyrok ów zmiażdżył mnie strasznie, ale za mną stał sznur narodu. Pokornie wyjęłam mój całodzienny zarobek i schowałam kość do plecaka. Wychodząc zerknęłam na etykietę umieszczoną w chłodziarce przed tacką z towarem – udziec barani.
Od tamtej pory bardzo uważnie robię zakupy w sklepach mięsnych na obczyźnie. No i moja druga córka na szczęście nie jada dinozaurów...

8 komentarzy:

  1. ponieważ posiadam towarzysko Smoka aż mnie zatchło czytając:)))))

    OdpowiedzUsuń
  2. uwarzaj bo teraz Mamuta beda klonowac i hmm, beda kosteczki moze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fachowiec i zapaleniec w swym zawodzie przy pracy to zawsze widok wzbudzający uznanie. Nie dziwię Ci się , że tak chętnie patrzysz na jego pracę. Mam to samo. A mała jak zwykle dowcipna:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ty, a ta kość dinozaura to z Flinstonów Miśce się skojarzyła?! Hihihi ;>

    Pasjonat w pracy to naprawdę perełka :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Tuv, Smoka?:))))

    Diesel, ale nie bedzie jadalny:D

    kiciaszara, prawda, ze to wzruszajace jest?

    Anovi, nie, w szkole sie uczyla. Lubi tez malego brata Peppa Pig, George'a, ktory zachwyca sie swoja maskotka dinozaurem.

    OdpowiedzUsuń
  6. a jak przyządziłaś tego barana/:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Beata, okroilam to mieso, ale nie pamietam juz jak i co. Czy to wazne? Coreczka dostala kosc? Dostala;)

    OdpowiedzUsuń
  8. no:)))
    takiego:
    http://www.kobo.sosnowiec.pl/tuv/Rudka52.jpg

    OdpowiedzUsuń