wtorek, 1 marca 2011

Flacha i tysiąc pincet słomek

Efekty naszej diety są następujące: Hanka kupiła sobie garnitur o jeden numer mniejszy, Ewce zniknęły osłonki na nerki, a mi spadają z dupy spodnie. Ciągnę dalej na samych białkach i warzywach, Ewka podjada ziemniaki i chleb, a Hanka...
- W niedzielę na śniadanie zjem jajecznicę z chlebem, bo muszę. Na obiad schabowego z ziemniakami i kapustą, bo też muszę i zagryzę tortem czekoladowym, obowiązkowo. - popatrzyła na mnie wyczekująco.
- Mi to koło chuja lata, ja ciągnę dalej bez węglowodanów. - łypnęłam na nią rozbawiona.
- Ale kolacji nie będę jadła, bo dobrze się rano czuję, jak idę spać na głodniaka. - usprawiedliwiła się zaraz Hanka.
- Ja zjem schabowego z karkówki, normalnie już śni mi się po nocach. - wtrąciła się Ewka.
Zamilkłyśmy na chwilę i każda w myślach widziała swój talerz. Karkówa, schabowy, cyc kurski i wszystko, byle nie sałata.
- Długo nie wezmę jej do pyska, a tak lubiłam ze śmietaną na słodko. - skrzywiła się Hanka i wybuchnęła głośnym śmiechem.
Przypomniały mi się słowa mojego byłego męża, że jeden facet zrzucił straszna ilość kilogramów, bo przez cztery miesiące jadł tylko sałatę. Ja pierdolę, nie dałabym rady.

Po chwili ciszy Hanka znów się odezwała.
- Wiecie co, przecież dzisiaj meta, w sumie już możemy się napić wieczorem jakiegoś drinka, prawda? - na te słowa dostałam ataku śmiechu.
- Po jednym drinku pójdziesz spać, babo. Lepiej od razu zaprośmy do biesiady mojego Piotra i twojego Józka, bo kto nas odprowadzi do sypialni? - rechotałam.
- E, nie będzie tak źle. - skwitowała Ewka.
- To z chłopami, czy bez? - zapytałam.
- Co bez? Jakie bez? Gdzie już się szykujecie? - zapytał wchodzący do jadalni Piotr, pewnie cały w trwodze, że znów go zostawię z Miśką i pojadę z babami na dyskotekę.
Kołujemy flaszkę, pojedziecie z Józkiem do sklepu?


Po pierwszym polaniu...

- Taam pierdolisz, sze strasznie kopie.
- No właśnie tesz jestem sciwiona.
- Jesze nie działa.
- Haniu, oczko ci ucieka, pilnuj się.
- Wes nie pierdol, specjalnie mi dogryzasz. Ić wygoń syna sprzed komputera, bo jest późno!

Druga runda...

Amba. Hankę wziął Józek pod pachę, mnie Piotr, a Ewka jakoś tam poszła sama.

Kto po diecie kopenhaskiej wytrzymał trzy kolejki, o własnych siłach pomaszerował do wyra i nie miał kaca mordercy dnia następnego, ten jest dla mnie gościem nie do zajebania.