poniedziałek, 28 marca 2011

Spółdzielnia mieszkaniowa, której jestem rezydentem organizuje mnóstwo imprez dla swoich mieszkańców. Zarząd stara się integrować ze sobą ludzi i umożliwiać im wzajemne poznawanie ich kultur. W sumie to bardzo pożyteczne zważywszy, że te wszystkie narody świata dzieli w Anglii jedynie drewniany płot i kilka cegieł.

Trudno mi przy tej okazji nie wspomnieć o tym, że spółdzielnia ma niesamowicie rozwinięty szereg usług dostępnych przez 24 godziny na dobę. Gdy włamano się do mojego mieszkania, serwis naprawiał drzwi o 2.00 w nocy. Spoko, niczego nie ukradziono, bo byłam w domu, hehehe;), ale drzwi zostały zniszczone.

Na wszelkie spotkania i imprezy wysyłają po nas taksówki na ich koszt. Jeśli spotkanie, w którym chcę wziąć udział odbywa się poza godzinami szkolnymi mojego dziecka, a ono nie powinno w nim uczestniczyć, zwracają mi za opiekę i może to być np. sąsiadka bez uprawnień dotyczących opieki nad dziećmi. Stawka jest zawsze ta jedna, najniższa krajowa. Czyż to nie jest urocze?

Nadmienię, że obecność nie jest obowiązkowa. Żebyście sobie nie pomyśleli, że żyję w tej „komunie” pod jakimś pręgierzem. Ale... za obecność w pewnym meetingu dostałam bon na 20 funtów, który mogę sobie zrealizować np. w jednym ze sklepów kosmetycznych. I nie uczestniczyłam w tym spotkaniu dla tego bonu, temat bardziej mnie ujął, jednak to mogłaby być zachęta, czyż nie?

Ponadto „Komuna”, jak mi się to słowo podoba, organizuje mnóstwo zajęć pozaszkolnych dla dzieci i wiele spotkań tematycznych dla osób starszych. Na przykład ogrodnicze.

Podczas ostatnich ferii szkolnych zorganizowano „A Big Diversity Day” i to było naprawdę coś. Przez pół dnia skakałyśmy z Miśką od stanowiska do stanowiska, by uczyć się z Hindusami, jak zrobić obraz z produktów spożywczych, albo tatuaż z henny na dłoni. Afrykanka zdradziła nam tajniki tworzenia figur z gałganków, a Anglik wymalował nam twarze.
Mieszkam z Polakami w jednym domu, „na strofie” - powiedział.

Podczas tej imprezy, na drugiej kondygnacji ustawionych zostało kilka stanowisk z wszelkimi poradami dla bezrobotnych. Od – straciłem robotę – poprzez – co mam teraz zrobić – po – tu masz, weź i działaj.
Bardzo mi się to spodobało, bo wiadomo, spółdzielni zależy na tym, by jej rezydenci płacili na czas, ale ona bierze pod uwagę ich ewentualne problemy i chce im pomóc. Anglia, to pierwszy kraj w moim dotychczasowym dorobku poznawania „świata”, gdzie wstydem byłoby powiedzieć, że się czegoś nie wiedziało. Informacje włażą drzwiami i oknami, tylko należałoby jeszcze wyjść im naprzeciw. A my, obcokrajowcy wszystko, co nie jest rachunkiem, wypierdalamy do śmieci... No dobra, przesadzam, ale prawie tak jest. Oni się starają, a my albo jesteśmy zmęczeni po pracy, albo nie rozumiemy...

Na górze Miśka na okładce „Komunalnego” miesięcznika.
Poza tym teraz w tytule pojawiaja sie esy-floresy, ale to chyba ze zlosci, bo jakis czas temu myslalam, by sciagnac tematy notek, hihi

15 komentarzy:

  1. świetne z tą spółdzielnią.naprawdę!

    OdpowiedzUsuń
  2. po raz nie wiem który uswiadomiłam sobie jak nudne mam zycie na kaszubskiej wsi... ja chce do miasta!

    OdpowiedzUsuń
  3. Komuna (wydaje się )całkiem fajna ;> I jak różnorodnie i wieloaspektowo :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Te esy floresy jakieś takie... pizdowate są.

    OdpowiedzUsuń
  5. fajnie masz:)


    prywata: Beata nie grzesz kobieto!:D

    OdpowiedzUsuń
  6. właśnie chciałam Cię zapytać czy ten arabski w tytule to specjalnie ;) popatrzę na to przy okazji, jak znajdę Twoje hasło ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. jestem jednak potworem, odtworzyłam hasło z pamięci. powinno już być dobrze, przynajmniej u mnie jest.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ade, małe sprostowanie - chce do miasta a dom może byc też:) tylko jak to zrobić...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja tam nie wiem, ale tytuły to ja mam w dalszym ciągu jako szlaczki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Beata, chyba chcesz do miasta do Athiny, bo tu miasto oznacza problemy z parkingiem, letnie - pocholerze - głośne noce i przystanek autobusowy zaraz za oknem :)

    "Komuna" mi się podoba. Wydaje się życzliwa, a nie namolna.

    OdpowiedzUsuń
  11. czyzby w komunie Imprezy i Informacje klienta Gonily ???

    OdpowiedzUsuń
  12. znaczy istniejących tytułów nie ruszałam, ale jak się napisze nowy post, to jest bez szlaczków!

    OdpowiedzUsuń
  13. trafiłas do jakiegoś raju, słowo daję! to maleńka wysepka życzliwości w skali całego świata i zazdraszczam.
    Foksal

    OdpowiedzUsuń
  14. ds, dziekuje slicznie za pomoc:)))

    Baronowo, :-) pizdowate i dupowate, wiem:)

    Beata, a ja bym se pomieszkala na takiej wsi, ale tak przez kilka miesiecy w roku. Reszte wolalabym w miescie;)

    Diesel, jesli masz na mysli ich namolnosc, to zaprzeczam.

    Malgoska, a poza tym, to u mnie tez glosno (zwlaszcza latem, jak Anglicy baluja do bialego rana), ale ja juz w te slamsy wroslam, hihihi. Oraz mam z nimi personalny spokoj, bo swoje frycowe zaplacilam w tamtym roku;)

    Foksal, jezeli chodzi o komune, to fakt. Sa naprawde wyjatkowi. Nigdzie sie z czyms takim nie spotkalam, bo i zawsze mieszkania wynajmowalam od osob prywatnych. Wiec nawet nie wiem, jak to jest w Niemczech na ten przykad. Diesel? Moze Ty cos wiesz?

    OdpowiedzUsuń