wtorek, 11 stycznia 2011

Się Stuhr wziął był i do mnie przyjebał...

… i nie może się odpierdolu, bo ja ciągle śpiewu... te piosenku, z kwiaciarku i wieżu mariacku... oooraz z gołębiu...
A na rynku krakowsku Turnau śpiewu bardzu poetycku...

...I nie ma Tuwima, tfu, za to jest Szymborska... lalalala...lalala... Nie przesadzam troszeczkę? Nie przesadzam?
Chyba popatrzu za tu wodku wypitu... I posmieju sie z poetu Turnau:)

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Rozmemłany Dudek

Ewka z mojego kota zrobiła jeszcze bardziej zaborczego diabła. Diabeł na zimę dostał futro niczym norka, chodzi po domu, obnosi się ze swoja urodą, a my za Ewką ciumkamy i piszczymy na jego widok, jak wiejskie pizdy za mundurem. Coś strasznego.
Ewka przynosi mu po kryjomu schabowe, ryby z knajpy, a ja co rano patrze w michę, czy znów go nie pasie. Micha pusta, a kot ciągle grubszy. Do tego zdradza Ewkę z jej rozpieszczaniem, bo nawet nam bezczelnie łapą wygarnia żarcie z talerza.
Ewka, nie karm kota podczas obiadu, bo zobacz, co on robi – zepchnęłam Dudka ze stołu. Miłość miłością, ale bez przesady.
- Ale on tak prosi – Duda w tym czasie przeskakuje z krzesła na krzesło, gdzie się da, to na kolana, gdzie się nie da, jak u mnie, to na oparcie i podpiera się o moje plecy. Kurwa. Albo jeb na stół. Ludzie, ja miałam tak dobrze wychowanego kota!

Micha stoi pełna, ja kroje warzywa, a kot dostaje wścieku, bo ona na pewno coś dla mnie zaraz będzie miała. I hop na meble oraz bezczelnie do dechy, ja go jeb po ogonie i wypad. I tak w kolko. Wylizał mi galaretę. Normalnie wypił wodę z dwóch misek. A dwie ponadgryzał chyba rano, jak się ścięły. Chuj, zjadłam, bo się nie brzydzę, ale tamte wychlane były do wyrzucenia.

Ewka tak go rozpieściła, że jestem zła. To taki mądry kocur jest, że aż szkoda. W Nowy Rok, gdy przyłapałam ich na wspólnym konsumowaniu, przy czym Duda siedział na stole, a Miśka prawie też wysapałam, że kurwadośćtego.

Duda przestał mieć frajdę z puszki, suchego i surowego mięsa, gdy pani gotuje. Zaczął być upierdliwy i szukać gruszek na wierzbie. A tej małej mojej w to graj i cała nauka w las poszła.

Ewka przeprosiła i wyjaśniła, że tęskni za swoim Nyny, fretką i tym mnie trochę udobruchała, że dlatego rozpieszcza Dudka. Zaraz ale wrócił mi rozum – Mówiłaś, że Nyny wydzielałaś rodzynki, tak?
- No bo nie może za dużo.
- No to moja kota nie może jeść tego z knajpy i tobie z talerza.

Ustaliłyśmy, że to z knajpy, czego nie da się wyrzucić, bo serce pęka, będzie lądowało na końcu ogrodu dla przygodnych kotów, a jak się Dudek tam zabłąka, to inna bajka.

A poza tym zauważyłam, że Dudę zbiera na czułości wylewne, gdy leżę w łóżku. Jakby chciał mi cos wynagrodzić. Może tę konspirację z Ewką?

Za kotem, jak za babą, nie trafisz, panie...