środa, 29 grudnia 2010

Tooth Fairy

- Na dole jej wyrwałaś, a na górze nie możesz? - zapytała Ewka znad głowy Miśki rozdziawiającej japę. W japie dyndała jedynka.
- Ty, ale tamte były mniejsze. Ten mnie jakoś przerasta. A co, jak pociągnę, nie wyrwę, a ta się zbiesi i już więcej nigdy nie da? - schowałam ręce za siebie.
- To ja jej wyrwę! - wyrwała się Ewka.
- Nie! - odpowiedziała jej Miśka.

I kicha. Miśka się tak zbiesiła, że nawet nie dawała pomacać, jak bardzo się rusza. A jak już dała, to obiema rękami chwytała łapę macającą i niemal na niej wisiała. Nie było szans na akcje z zaskoczenia, no i ja wcale nie chciałam się jej podjąć. Tymczasem dzieciak męczył się już na maksa. Pamiętam moje jedzenie z dyndającymi zębami. To boli, ale ten ból nie jest przeszywający, raczej taki drażniący i zachęcający, by jeszcze tam pogmerać językiem. I ja moje zęby wypychałam językiem, Miśka jest trzęsidupa.

Poszłyśmy dziś zatem do dentysty. Panie recepcjonistki ubawiły się po pachy, że z czymś takim i że mam jej dać jabłko, to ząb wyleci. Wytłumaczyłam paniom, że z moją córką owo nie przejdzie, nawet kanapkę rwie w rękach na drobne, a resztę bokiem, bokiem, albo wcale nie chce jeść.

Dostałyśmy się na godzinę 14.00. Pani dentystka, albo Pakistanka albo Hinduska ze swą wymową już położyła mnie tam na cycki. Absolutnie nie chodzi mi o znajomość angielskiego, wszak sama do orłów nie należę, ale właśnie wymowa. U mojej babci na podwórku latał taki Cygan – Cyklop. Pytanie „co chcesz” w jego wykonaniu brzmiało „to tet”. I słowo daję, że myślałam, iż mam klona Cyklopa przed sobą. Tu tłumiłam chichot, tu rozluźniałam miśkowe małpie czepianie się ręki dentystki niczym gałęzi.

Dostała porcję żelu znieczulającego na dziąsła, co obfitowało zaraz w ślinotok oraz oczy jak pięć złotych, bo dziecko było w szoku, co się dzieje z jej japą. Japa zasnęła. Język wciskający się gdzie nie trzeba również. Ząb został delikatnie wyjęty, a dziecko niemal wyrwało pani fiolkę z prezentem dla Tooth Fairy z rąk i chciało dać nogę, ale pani doktor złapała za oszewki i wcisnęła wacik w dziurę.

Na ulicy dziecko, mocno ściskając kartę przetargową dla Wróżki Zębuszki i z tym wacikiem zaciśniętym w ustach zapytało:
- hm hm hm hm? (ku-pisz-mi-cos?)
- Kupię ci, kupię....

Update

IIIIIIIII, jakie to cudne zakradac sie pod te poduszke, ja delikatnie podnosic i widziec ten lezacy tam zabek. Ja pierdole, jak mnie to wzrusza. Juz bym ja obudzila i piszczala...Byla, byla!:)))))
Ostatnio rozbroila mnie Peppa Pig, to jest bajka nad bajki. Seans o Wróżce Zębuszce dal Misce obraz, jak ona wygląda. Okazuje się, że Tooth Fairy, to miniaturka Miski. Wiedzielicie w ogole o tym?;)