niedziela, 21 listopada 2010

Jak sie robi cover...

Troche szczeka opadla mnie, zonie Arka i jemu, jako zainteresowanemu.
Przyszedl z czyms tam. Porozlewana farba, ach, szkoda gadac. Ewka polozyla odbicie kalki wzoru, ktory wspolnie z Arkiem wybrali.

Potem sie zaczelo...
A po trzech godzinach zostalo to...
Arek oniemial, ja tez, a Ewka byla zadowolona. Zawsze najbardziej cieszy sie z fajnych efektow krycia badziewnych tatuazy.

piątek, 19 listopada 2010

te koty wkurwiaja

Dzięki ostatnim intensywnym opadom deszczu odkryłam, że mam dziurawy dach. Woda lała się z niebezpiecznego miejsca, włącznika światła podwieszonego do sufitu w łazience. Oraz z futryny drzwi do niej prowadzących.
Akcja była błyskawiczna – prąd, dziecko i za dwa dni dekarze w domu. Okazało się, że nie ma co łatać, trzeba wszystko wymienić.
Panowie zjawili się w słoneczny poranek i jęli montować rusztowanie... A mój biedny kot wpierdolił się w szok. OBCY NA NAS NAPADLI! Po czym „bohatersko” schował się w mojej sypialni pod suszarką do bielizny. Podczas lanczu panów wyniosłam go na rękach do ogrodu, żeby chociaż szczochem rzucił, ale zaliczył tak zwany czajniczek i jak strzała puścił się pod suszarkę.
Późnym popołudniem już go chyba jajca ostro gniotły, bo dyndał przy klapce i nasłuchiwał. Aż zrobiło się cicho, kot wyleciał i prawie było słychać – siurrrr, prrryt i ojakfajnie!
Za to następnego dnia „OBCY” go zaskoczyli, gdy był na obchodzie. A Duda to kot, który nie łazikuje po okolicy kij wie gdzie i nie znika z domu na dłużej niż pół godziny. Ciągle mnie to fascynuje, bo w poprzedniej chacie znikał nawet na ponad dobę. Tutaj obejdzie płoty, porozgląda się, czy jakiś uzbrojony - ten tego – nie czai się i nie dybie, a resztę życia spędza w domu. Kot indywidualista – myśliciel – leser. Z drugiej strony wcale mu się nie dziwię, ma tu grono babów, które samym swoim jestestwem bawią go do rozpuku. A jeszcze można im bezkarnie pazurami po łapach pojeździć, bo się pchają wiecznie i ciumkają.
- Ewka, nie ruszaj ręką, zaraz puści. Dudunio, nie gryź!
- To szatan jeden!
Kota „rzondzi”, sztwasz twa rasztwa.
Ale o czym ja chciałam? A, o OBCYCH.
Latali po rusztowaniu i walili w dach tak, że w łazience popękał sufit. Jak to u mnie, jedno się naprawi, drugie spierdoli.
Załamując ręce pomyślałam o kocie, jak on sobie z tym radzi. Tam, pod suszarką. Niebyłogo. Japierdolę, oblatałam cały dom. No nie ma. Znaczy wejść nie może. Wybiegłam do ogrodu i na wstępie dostałam odłamkiem dachówki w centrum czachy. Nie bolało. Na końcu płotu z dziury wystawały białe wąsy i pistacjowe oczy.
Punio, mój miciuniu kochany, syneczku, chodź. - lazłam w błocie. Zapomniałam dodać, że padało. No dobra, rzęsiście mżyło, ale było brzydko i no kurwa na deszczu, wilki jakieś. Wystawił twarz, złapałam obrożę, jeb go w górę i na ręce oraz skokami, po rozkopanej ziemi pod sianie trawy do domu dziada. Ten zobaczył pana na drabinie, wbił mi zadnie pazury w brzuch, przednie w nadgarstek, a jak się już wczepił w me ciało, to jeszcze jął wierzgać. Dzizaskurwajapierdolę! Przypierdolić w skrzynkę na listy, to jest naprawdę pryszczydełko. Doniosłam go do progu kuchni za jedną łapę. Reszta kota wierzgała. Puściłam, spierdolił na górę i chuj mnie interesowało gdzie, opatrywałam rany. Brzuch miałam rozpruty, nadgarstek boleśnie podziurawiony.
Położyłam się w salonie opatrując rany. Przyszedł, mimo strachu, bo obcy jeszcze nie poszli. Z miną – ty, ale dałaś popis, jak Indiana Dżons. Wiesz, fajnie... Sapnął sobie i poszedł spać.

To tyle, a co u Was?;)(To przenosnia, ale gdyby ktos bardzo chcial sie podzielic nowinami, to zapraszam na poczte;))
Bo u mnie ponadto...


i straszny film. Gdy prezes paczy...

Haha;>

sobota, 13 listopada 2010

mamo jeszcze raz


Ta kobieta ma tyle lat, co Madonna.
Szukalam ostatnio inspiracji i przypomnialam sobie o niej. Jest niezwykla.

A co u mnie?
Ja pierdole. Galarete dzisiaj gotowalam oraz przyszedl chlopak na dziaranie rekawu.
Akcja byla blyskawiczna.
- Ty wez stad Miske.
- Miska! Na gore poszla! ( nosz ku...)
- Ide, mamusiu! (idzie)
A ja postawilam durszlak w zlewie, zdjelam z palnika gar z gotujaca sie galareta i... wlalam wszystko do durszlaka... I jak patrzylam w odplyw, gdzie znikala ta woda. Ja pierdole!
Wrzasnelam po chwili.
Kierownica wpadla i tez patrzyla. Bo przeciez to nie mogla byc prawda!
- Moze w kolanku pod zlewem jest jeszcze cos - rzekla.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! - zlapalam sie za glowe.
Kurwa, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie! Nic!

wtorek, 9 listopada 2010

new tatoo

Wiecie co? Gdy 27 października wyjeżdżałam z Niemiec, serce mi krwawiło. Zostawiałam tam przyjaciół, którzy namawiali mnie na zamieszkanie obok nich, no i poszwargotać mogłam sobie tam na luzie. A tutaj? - Pierdol tę Anglię, przenies się do nas, - huczał Artur. Ale jak? Znów zostawić wszystko? Kurwa, dziecko do szkoły chodzi. Jestem taka szczęśliwa, że uczy się angielskiego. No bo umówmy się, co ten niemiecki? I mój dom. Mój dom z ogrodem. Siedem miesięcy na niego czekałam, i wydeptałam go własnymi stopami na obcej ziemi. Tak zebrać graty i pojechać?
Smutno mi było, że już się tak nie da.
A samotność dawała mi coraz bardziej po duszy. Miałam tu kiedyś znajomych, ale szybko się odsuneli, gdy się okazało, że za szybko dałam sobie radę. To na początku bawi, potem mierzi, następnie przeraża...
Kiedy zdajesz sobie sprawę, że nikt nie chce cię odwiedzić nie dlatego, że jesteś głupią cipą, tylko że być może masz lepszą kuchenkę, to to jest dla mnie dno.
Wpadłam w czarną dziurę... (Daisy, dziekuję Ci za pomoc w trudnych chwilach)
Na krótko.
Zawsze mówiłam, że los wystawia mnie na próbę, ale na koniec jest łaskawy. Tak na zasadzie – no, zobaczymy, stara, czy kości ci się nie zastały i jeszcze umiesz podjąć ryzyko.
Oraz, że szansę trzeba umieć wykorzystać.
Zadzwoniła do mnie załamana kierownica, że lato się skończyło i dynda w tym studio tatuażu codziennie bez celu, a rachunki rosną. Klienta zaś ani widu.
- Dawa, przyjeżdżaj. Kurwa, do fabryki se pójdziesz pracować, a poza tym dorobisz na dziarach...
Strzał w dziesiątkę. Dziary idą jak świeże pieczywo i jak tak dalej pójdzie, na wiosnę otworzymy studio. Grafik zajebany. Polonia oszalała, a zwłaszcza chłopaki do poprawek badziewnych, więziennych tatuaży.
Ja dziaram na sztucznej skórze. Pierwsze linie były masakryczne (kropki trzęsącej się ręki)
- Bo stoisz nade mną! Idź sobie – odsunęłam maszynkę od skóry.
- Dobra, zaraz pójdę, ale jeszcze pociągnij te trzy linie na brodzie – uśmiechnęła się kierownica wskazując szczegóły mikołajowej brody.
Który to mój zawód w życiu? Ja pierdolę, nie wiem, ale mam nadzieję, że zatrzyma mnie przy sobie na dłużej...