wtorek, 28 września 2010

Serafina zyje

Wczoraj spotkałyśmy Serafinę. Na Dzielni. Kota naprawdę się ucieszyła i chętnie dała się miziać. Miśka porwała ją na ręce i chodu mamusiu! A ja stanęłam okoniem. Przed domami stali Cyganie i „grali na grzebieniach”. Z jednego domu wybiegły dzieci, a matka trochę niepewnie przywoływała Serafinę – Rufus, czy Rufojs. Obie chyba byłyśmy tak samo właścicielkami tej kotki. Chłopiec podbiegł do Serafiny i zabrał ją do domu. Miśka w ryk ze szlochem, że to jej kot. Ja ją za samochód i dawaj uświadamiać. Serafina już zobaczyła, że jesteśmy, to może sama wróci. Dudkowi nie przyniesiemy jej na rękach, to nie dostaniemy manta.

Ale, ale, ale to móóóóóóóóój koo-oo-oottttt (trzecia faza oo osiagnela sopran godny podziwu). No darła się niemiłosiernie. Może troche przesadzam, bo moje dziecko nigdy nie zrobiło mi obciachu na skalę trzech szybkich za kioskiem.

Niemniej przemówiłam Miśce do rozumu, że lepiej niech ta Serafina sama se przyjdzie, my ją nakarmimy, ale niech to się dzieje bez naszego udziału. Dopiero co Dudek znów zaczął z nami spać i się nami opiekować...

6 komentarzy:

  1. Ojej...
    Wielki mały dramat pewnie dla Miśki, co?

    Moze rzeczywiscie Serafina sama przyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mówiłam, że się znajdzie. Ważne, że wiesz, że żyje i nic jej się nie stało. Ja na kotach się nie znam, ale jeśli u Was miała lepiej jak u tych drugich to wróci :)Widziała Was czyli piłka jest po jej stronie :)
    Miśka to mądra dziewczynka i na pewno jej to dobrze wytłumaczyłaś a ona zrozumie. Na pewno nie dziś. Wiem, że jej serducho pęka, zwłaszcza, że w sumie kota przyszła w jej urodziny.
    Poukłada się :D

    OdpowiedzUsuń
  3. agik, przezyje. Mnie bardziej bolal stosunek Dudka do dziecka i do mnie. Chata otwarta, jak przyjdzie, bedzie. ja jej tu nie przyniose, bo autentycznie sie boje. Bardziej kocham Dudka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Anovi, patrz jak to jest. Koty rzondzom:D:)))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyli dobrze jest - poza rozpacz - miejmy nadzieję krótką - Miśki. Kot żyje, ma się dobrze. A że ma gen zdrady? No cóż, my też mamy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lorenzo, rozpacz minela, ale ciagnie ja w te cyganskie tereny, oj ciagnie za kotem:)

    Nie do konca jestem przekonana, czy to zdrada, czy za krotki okres adaptacji:)
    Wazne, ze zyje.

    OdpowiedzUsuń