czwartek, 2 września 2010

Małosolne

Małosolne zawsze były rodzinnym rarytasem. Nie dało się przejść obok, by nie wsadzic łapy. Matka, zwłaszcza wieczorem grzmiała, że się posramy. A tu im później, tym bardziej się chciało...
Tato był najlepszy w złodziejstwie. Wsadzał całego do gęby, przykładał palec do ust, byśmy cicho siedziały i kiwał głową, że droga wolna.
Tutaj nie ma gruntowych, ale ogorek, to ogórek, nie?
Jutro będzie uczta:)

16 komentarzy:

  1. zanim przeczytałam notkę, widząc tytuł, co zrobiłam, poszłam wsadzić ręke w słój:) kurna, zabraknie mi na sobote do smalcu:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale mi smaka narobiłaś.... Tez sobie zrobię :)

    A wyżerane prosto ze słoika najlepiej smakowały. 2 lata temu u koleżanki wyżerałam prosto z garnka kamionkowego i popijałam kawą. I się nie posrałam tak jak chciał jej były mąż :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Bea, o masz. No nie da sie przejsc obok. I nie da sie zostawic na jutro:))))

    Anovi, to jest jak narkotyk:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tez lubię małosolne :)
    Najbardziej chyba dlatego, ze jak się zaczynają, to jest oznaka tego, że zaczyna się lato. I swiat się robi większy i jakiś taki pełniejszy a możliwości zdają się byc nieograniczone :)
    Jeść to lubię takie bardziej ukiszone.
    I te bardziej ukiszone znajdują się na drugiej, zaszczytnej pozycji po pomidorach, na mojej prywatnej liście największych rarytasów :)

    A posrac się po ogórkach? Nigdy! :)
    Nawet jeśli popija się je maślanką, albo kefirem.

    A tak w ogóle, to mnie tu jeszcze chyba nie było widać? Agik jestem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas specjalistą od kiszenia jest Krzyś. A specjalistkami od jedzenia jesteśmy obie, Zuzka i ja. Nie wiem która pierwsza, w każdym razie Młoda jak widzi ogórka to się trzęsie;))

    OdpowiedzUsuń
  6. obcinasz końcówki?
    O matko! jadę po ogórki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Agik, ja wole te mniej kawasnie. I jakie tam posramy, matka nie mogla uchowac ich, by wlasnie byly kwasniejsze:) Milo mi Cie poznac:)

    Kasik, Miska jak byla mniejsza, to bardziej sie trzesla, teraz mniej, ale tez wcina;)

    diesel:D

    ade, Beata, zeby sie szybciej kisily. Poza tym te kobyly wystawaly ze sloika, wiec tak, czy siak musialam;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sprawdź w litewskich/rosyjskich sklepach. W Niemczewie tam były :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Potwierdzam. U Litwina są a i w polskim sklepie bywają.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziewczyny, sa malosolne, ale nie ma ogorkow gruntowych. Te malosolne sa juz kwasne. I nie ma tutaj typowo polskiego sklepu. Kurdowie prowadza sklepy z polska oraz lotewska, litewska spozywka.
    Jest jeden litewski i tam jest naprawde sporo, pod Polakow. Ale jak mowie. Gotowce.

    Anovi, znow w moim ukochanym miejscu;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ej, no ale jak te ogórki bo nic nie piszesz?? Dobre??:)

    OdpowiedzUsuń
  12. kasik, mientkie...To nie to samo, ale smak, a jakze;)

    OdpowiedzUsuń
  13. w polskim tukej tysz sa w foliowym woeczku takie ;)

    OdpowiedzUsuń