piątek, 24 września 2010

Kocia tęsknota

Przed wyjazdem do Hagi podzieliłam między koty puszkę karmy, a do osobnych misek rozsypałam pudełko suchego żarcia. Nie było bata, żeby nie wystarczyło. Bardziej obawiałam się, co będą wyprawiać, jak mnie nie będzie.
Duduś miał różne fazy, albo olewał Serafinę i już się cieszyłam, że relacje między nimi idą ku lepszemu, albo ni z gruchy ni z pietruchy na nią syczał.
Konsekwentnie gonił ją z mojej sypialni, a ona z dnia na dzień coraz mniej się tym przejmowała. Co rano przychodziła się przywitać, albo wieczorem pożegnać na dobranoc.
Nie miałam wątpliwości, że kota nas polubiła i czuje się tu dobrze. Mimo tego rozpieszczonego i zaborczego LWA.

We wtorek nad ranem wchodziłam do domu pełna obaw. Żyją? Chata stoi? Głodne? Tęskniły? A tu nie było ani jej, ani jego. Michy puste. W jednym pojemniku był gulasz z piątkowego obiadu, też wmłuciły.
Miśka poleciała na górę. Nie ma, mamo! Poszłam do ogrodu, pokiciałam. Dudek wystawił głowę z płotu. - No chodź tu moje słoneczko – kucnęłam. Ojej, jak leciał z zadartą kitą i darł japę niemiłosiernie. Wrzuciłam mu puszkę do miski, a on nie wiedział, czy ma jeść, czy dalej się o mnie ocierać. Zastanowiło mnie dlaczego nie spał w domu? Czyżby nasza nieobecność tak na niego wpłynęła, że nie chciał być tu sam?
Serafina nie wróciła do dzisiaj. Codziennie rozglądam się za nią w cygańskiej dzielnicy, bez rezultatów. Szkoda mi tej kocicy, jest mądra i dobra. Cały czas mam nadzieję, że jednak wróci.

Trochę za wcześnie wyjechałam. Kota była u nas tylko tydzień. Pani nie było, to i ona nie widziała pewnie sensu czekania. Wszak nie przywykła jeszcze do miejsca.

Dudka też mi było okropnie żal, jak wychodził z tego płotu. Jak opuszczony, bezdomny zwierzak.
Za miesiąc jedziemy z Miśką na tydzień do Niemiec. Albo Andrzej, albo Hania będą tu zaglądać codziennie, by dać mu jeść. Boję się o niego, bo to tak długo. Ale przecież nie uwiążę się w domu, bo kot. Zastanawiam się nad hotelem i tu mam pytanie do Kociar. Co będzie lepsze. Pusty dom, ale jego dom, czy oddanie go na tydzień w nowe, nieznane i do klatki przecież? Dudek już nie bardzo umie żyć w zamkniętych pomieszczeniach. On kocha swój ogród, czuje się tam gospodarzem. Do tego mam lekką traumę związaną z hotelem dla zwierząt. Pod koniec 1999 roku oddałam moją Owczarkę Kaukazką – Franię, bo wyjeżdżałam do Hiszpanii. Wróciłam po zwłoki. W noc sylwestrową dostała ataku serca.
Podzielcie się ze mną Waszym doświadczeniem.

Byłam przygotowana, że kot najszczy mi do walizki. Albo chociaż do butów. W sensie, ty stara jędzo, to ja tu na deszczu, wilki jakieś. Ale nie. Za to okazuje mi więcej zainteresowania i czułości niż wcześniej. Śpi ze mną, z czachy daje, prosi o pieszczoty. Jak nie Dudek – pan, władca, odludek.

Biedne te zwierzaki, ale życie przecież musi się toczyć normalnym torem. Wyjazdy są wpisane w to nasze życie. Boję się, co będzie za miesiąc i jak on sobie z tym poradzi...

30 komentarzy:

  1. Szkoda Serafiny, ale moze jeszcze wroci?
    Krol Fochow tez zawsze po naszym powrocie intensyfikuje czulosci, ale nie martw sie, wroci do normy :)
    A i powiedz, gdzie konkretnie do tych niemiec?
    Moze gdzies niedaleko mnie? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Weeze, w tych okolicach, bo to wiocha koło jest.

    Ja wlasnie dlatego krece sie po dzielnicy, zeby mnie chociaz zobaczyla, to skojarzy i wroci. Ale mowie Ci, ani sladu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Athi, jeśli mogę radzić - koci hotel. Będziesz spokojniejsza. Dudek tydzień w pierdlu wytrzyma, tak jak Moryc wytrzymywał. A odpadnie Ci myślenie czy ktoś kota nie potrącił samochodem, nie skrzywdził, a wreszcie - że jest może i zamknięty ale BEZPIECZNY i NAKARMIONY.

    Do pobytu w hotelu potrzebujesz świadectwa szczepień, ale Dudek ma przecież aktualne.

    Dobre cattery wymaga szczepień na wstępie i możesz umówic się na wizję lokalową :-)

    Nie zostawiaj go samopas. Szkoda kota.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hi hi, to jakies 80 km ode mnie...
    :)
    I Daisy ma racje - hotel to jednak bezpieczne miejsce a Dudek twardy jest, przezyje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Daisy, tak jak gadalysmy, pod koniec miesiaca beda aktualizecje szczepien. Wiec tu luz. Masz w sumie racje, ze nakarmiony i bezpieczny. Jesooo, Duda do pierdla. Wiesz, teraz zaluje, ze jeszcze go nie wykastrowalam.

    OdpowiedzUsuń
  6. May-li, to sie ugadajmy na jakies spotkanie:))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Duda do pierdla, ale najważniejszy jest spokój.
    Moja znajoma tak straciła kota. Pojechała do Polski, zostawiła wychodzącego Stefana z kuzynką. Kuzynka miała w dupie, że kocina nie wróciła na noc do domu, a zawsze wracała. I nie wiadomo co się z kociną stało. Czy go co zabiło, czy ktoś go zwinął, czy cokolwiek innego. Popatrz - Serafina może sobie gdzieś poszła, bo za krótko u Was była - a przeżywasz jej zniknięcie. Kto Ci zagwarantuje, ze Dudek będzie w domu kiedy wrócisz ?
    Że ktoś go będzie przychodził karmić ? Chuj tam. Wszystko się może zdarzyć. Ktoś zachoruje i nie przyjdzie, kot będzie głodny. Pójdzie w pizdu i tyle go będziesz widziała.

    W życiu nie zostawiłabym Moryca samopas, nawet na jeden dzień. No ale ja mam pierdolca.

    OdpowiedzUsuń
  8. Daisy, przekonalas mnie. Nie mam pierdolca, jak Ty, ale nie wyobrazam sobie wrocic do domu i tam nie bedzie Dudy. Pierdel.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakby co, to jestem tu i wspieram Was wszystkich z całych sił :)
    Ło matko, na co to przyszło, żeby kot w niewolę popadł...

    OdpowiedzUsuń
  10. hihi, dzieki:))) A kot popadnie.

    Patrze na okoliczne hotele, ale nie podaja cen. Na forach przeczytalam, ze ok. 10 funtow za dobe i tak w sumie sobie myslalam. Daisy, ile Ty placisz za pierdel MOryca?

    OdpowiedzUsuń
  11. Płaciłam 7 funtów, ale w Gravesend płaciłam jakieś 8.50

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja bym nie oddała kotów do hotelu, ale moje są niewychodzące. Jak wyjeżdżamy na krótko - ktoś dochodzi, dokarmia, mizia, balkon otwiera, dolewa wody. Jak jedziemy na dłużej - koty z nami. Nie mam pojęcia co bym zrobiła jakbym miała zostawić kota wychodzącego - poszukałabym chyba kogoś, kto by się do mnie wprowadził natenczas... tyle, że w Waszej sytuacji to trudne...

    OdpowiedzUsuń
  13. raz koty w domu na 2 tygodnie zostaly i szwagier opieke przysiegal....
    Athi Kotaoodaj, niestety ale lepiej ma w pierdle... I mozliwie zastaniesz dom tak jak oposcilas..

    OdpowiedzUsuń
  14. Trzymiem kciukasy z odnalezienie koty Serafiny :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kasik, ale to tez nie zalatwia sprawy. Wlasnie o tym z Daisy debatujemy. Nie mam gwarancji, ze jak ktos na ten czas zamieszka u mnie, to Dudek nie da nogi. To jest tydzien, kot jeszcze nie byl w takich sytuacjach, ze znikamy i nie ma nas dluzej niz ten weekend. patrz, po weekendzie spal w krzakach, a nie w domu. Nie boje sie samochodu, bo ogrod mam bez wielu mozliwosci wyjscia na ulice. Garby, te sprawy. Nikt tu nie zapierdala. Nieufnosc i dominacja Dudka tez robi swoje. Boje sie jego skolowania w tym wszystkim. Tesknoty. Mojej nieobecnosci przez tyle dni. Tu sie wlasnie boje, ze cos sie stanie, ze gdzies zburzy sie jego harmonijna egzystencja.

    Diesel:)))

    Anovi, no czekamy.:(

    OdpowiedzUsuń
  16. Athi, a Ty wierzysz w to, że Dudek ogrodu nie opuszcza, jak wychodzi na zewnątrz ? Ha, ha i jeszcze raz ha. Kot niekastrowany lata po całej okolicy jak z pieprzem :-)))

    A jak Ciebie nie będzie to stwierdzi, że go zostawiłaś. Lepszy pierdel przez tydzień niż wyrzuty sumienia później.

    Jak się ma koty niewychodzące to inna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  17. tak jest, trzymam stronę Daisy - oddaj Dude do pierdla, będziesz pewna, że jak wrócisz to kot wróci do domu cały i zdrowy, no może trochę obrazony to Ci najszczy do buta albo coś.

    OdpowiedzUsuń
  18. Daisy, ostatnio gadalysmy na ten temat przez telefon. Ze Dudek nie opuszcza domostwa na dlugo. Ja go tutaj nie trace na dlugo z oczu. Na starym mieszkaniu kiedys bywalo. fakt. Nie przezylam jeszcze nocy bez kota w domu. Nie przezylam kilku godzin. Duda kocha swoje podworko i tam kroluje. On ma misje bronienia terenu przed innymi kocurami. Ulica jest u nas jak za zelazna brama, nic tam specjalnego. Naprawde. tak, wierze, ze tam nie lazi, bo raz, ze musialby pokonac wertepy, dwa, po co, trzy jest ciagle kolo domu;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Z trzeciej strony - są koty oddane do schroniska, do klatki, które w ciągu kilku dni tracą chęć do życia. Ja wiem, że hotel to nie schronisko, że warunki nieporównanie lepsze bo żarcie lepsze, przede wszystkim, ale jednak to klatka, nieznane miejsce, nieznani ludzie. Dla wychodzącego kota to pewnie koszmar, niestety...

    OdpowiedzUsuń
  20. ja przepraszam?? haga? niemcy??? a FRANCJA to gdzie??? foch!

    OdpowiedzUsuń
  21. Kasik, jest jeszcze opcja, ze Duda pojdzie do Andrzeja na tydzien. Tam nie bedzie wychodzil, bo Andrzej ma mieszkanie. Tez mam obawy, bo ten kot kocha wychodzic i czy nie bedzie mu tam zlosliwie sikal. Gadalismy na ten temat, ze gdyby tak sie dzialo, to Andrzej zapakuje go do klatki, przywiezie do domu i tu bedzie spal do mojego powrotu. No cos sie wymysli, zeby bylo dobrze.

    ds, glownym celem w Paryzu jest disneyland. A to juz nie te temperatury. Musze poczekac do wiosny.:))

    OdpowiedzUsuń
  22. Athi, chyba bym się czepiła tej opcji, mimo wszystko...;)

    OdpowiedzUsuń
  23. kasik, czyli wszystko odpada? Hotel, Andzrej, zostawienie Dudka w domu z kims. Czyli co, mam go zabrac ze soba? Tez odpada i to w pierwszej kolejnosci.

    OdpowiedzUsuń
  24. głownym celem disneyland a nie JA?!?!?!
    FOOOOOOOOOOOOOOOCH!!!!!!!!1

    OdpowiedzUsuń
  25. ds, buehehheheheheh:)))))) Cycki opadaja...:)))))

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie nie! Czepiłabym się znaczy tą opcję bym wybrała! kot do Andrzeja znaczy:) Albo Andrzej do kota jeśli taka będzie wola... kota? Jakkolwiek durnie by to nie zabrzmiało...;))

    OdpowiedzUsuń
  27. Jako proud ownerka dwóch kocic muszę powiedzieć, że chyba jednak najlepszy jest własny dom. Moje koty każdą przeprowadzkę przeżywały, dobrze jedynie czuły się u mojej mamy. Jeżeli znajomi będą go karmić podczas Twojej nieobecności, to lepiej zostaw go w domu. Niby to kot wychodzący i może mu się przydarzyć niefajna przygoda podczas Twojej nieobecności, ale równie dobrze może to się stać, gdy będziecie z Miśką spały obok. A w hotelu to wiesz... Później jeszcze się obrazi na amen i co wtedy?

    OdpowiedzUsuń