czwartek, 16 września 2010

Bardzo zły dzień

Miśka miała dzisiaj bardzo zły dzień...
Bardzo, bardzo zły dzień, mamuniu, buuuuu – wcierając w rękawy łzy wystawiła stopę do całowania w paluszki. Kto pizgnął czubkami o coś twardego (progi są zabójcze), ten wie, jak to boli.
Zrobiło mi się jej tak żal, że omal sama nie zapłakałam.

Najpierw w szkole podczas przerwy dziecko dostało z buta w szyję od starszego kolegi. O szczegółach dowiedziałam się z kartki informacyjnej. Zdarzenie miało miejsce na boisku o 12.30, przyłożono zimny okład, nie było potrzeby zawiadamiania rodziców.

- Ale on to zrobił niechcący? - zwróciłam się do najsmutniejszej twarzyczki tego sezonu.
- Nie, on się tak zamachnął i specjalnie, mamuś.
- „To mały skurwiel” I co pani na to? - przytuliłam główkę do mymłonu.
- Posadziła go w kącie. - uslyszalam głos przepelniony satysfakcją.

Dotarłszy do domu w progu przywitała nas Serafina. Miśka pogłaskała kotkę, rzuciła w kąt teczkę, przeszłyśmy do jadalni, w której stał LEW.
- O, Dudunio! - dziecko skoczyło w jego stronę, ale LEW zniknął w klapce.
Otworzyłyśmy drzwi do ogrodu i obie podreptałyśmy za panemtegoswiata. Miśka dobiegła do niego cała w skowronkach, a on stanął na tylnych łapach i wbił jej pazury w czoło oraz kark. Zamarłam na sekundę. Jeszcze nie byłam pewna, czy nie w oko. Dopiero, gdy się do mnie odwróciła z rykiem, widziałam, że jednak nie. Lew odskoczył kilka susów w bok i przycupnął w trawie. Dobiegłszy do dziecka zdjęłam klapek ze stopy i rzuciłam nim w jego kierunku. Przysięgam, że chciałam, żeby ten klapek wylądował na jego głowie, ale chybiłam.

Uspokoiłam córkę, która rozszlochała się na dobre, tak wiecie, z zanoszeniem się, bo raz, że głębokie rany, dwa, że szła do swojego kota w naprawdę pokojowych zamiarach.

Mną zaś targał wkurw, ale na spokojnie. Może nie jestem wybitnym znawcą kotów, jednak oswoiłam się z nimi na tyle dobrze, by rozumieć.

Przyszedł. Kazałam Miśce w ogóle nie zwracać na niego uwagi. Ma się czuć obrażona. Ja zaś wzięłam go na ręce i rzekłam, że nie pozwalam mu bić mojego dziecka. Tak, tak, śmiejcie się, ale powiem Wam, że one wszystko kumają.

Do teraz podchodzi, niby, że on nic nie chce, ale tak przycupnie koło mnie, a to wyprostuje przednie łapy o krzesło. Zajrzy do salonu, do dziecka, czy wszystko okej. Ja udaję, że zapomniałam, a ta bestia nie umie...

A potem jeszcze dziecko pierdolnęło tymi malutkimi paluszkami o szafkę. O. Twardą. Wstrętną. Szafkę.

- Okropny ten czwartek, co? - całowałam paluchy.
- Tak, nie lubię tego czwartku, wcale go nie lubię i go nie chcę! - wciągnęła z powrotem jedenastkę wylegającą z nosa.
- Jak jest czwartek po angielsku? - zapytałam automatycznie.
- Thursday, a very bad day!

Oooooo, moje biedactwo:)

* mymłon – Znajoma kiedyś zaproponowała w aucie zmęczonemu koledze, „połóż głowę na mym łonie ”, a on zapytał, co to jest mymłon.

12 komentarzy:

  1. Rzeczywiście bardzo niedobry czwartek.
    Ucałuj Miśkę w te paluszki biedne (ja regularnie walę nimi o drzwi balkonowe: łączę się w bólu), podmuchaj w miejsce zadrapań i na szczęście jutro jest piątek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wycalowalam. One byly zwienczeniem pasma katastrof tego dnia i w sumie najmniejszym problemem.
    Dudek mnie martwi. Troche sie smieje z tego jego kozaczenia w stosunku do Serafiny, bo przypomina mi to relacje mojego dziadka z babcia. ja jestem wazny - pokazywal dziadek - idz w pizdu - pokazywala babcia. Mnie juz Dudek nie tyka, bo dostalam pierwsze becki i on wie, ze ja jednak umiem rzadzic,a tu znalazl sobie najslabszego w stadzie - Miske.
    W koncu ten kot ulegnie trzem babom...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlatego napisałam ucałuj a nie podmuchaj. W końcu jak zwieńczenie dnia to najbardziej bolące nie ;>

    Twoja babcia mi się bardzo podoba :) Znaczy jej powiedzonko ;)

    Niedobry Dudek, niedobry, ale ja na kotach - jak już wiesz - kompletnie się nie znam. Jednakowoż u mnie, za atak na moje dziecię miałby przchlapane i ja na bank bym trafiła. Mimo, że zazwyczaj mam zeza. Rozbieżnego ;>

    OdpowiedzUsuń
  4. biedna Miśka.
    Koledze złamania nogi życze;>
    Kot dostałby pierdol jak nic.W stadzie cza znać swoje miejsce;>
    pocałować i od ciotki tuv proszę;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Biedna Miśka, jakie szczęście, że już nawet Friday się kończy...
    a tak BTW, to ten mymłon to taki dżołk jest. i urósł do rangi urban legend :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Łoj, biedna Misia...
    U nas kot chyba jednak dostałby po głowie. Jak Figa karci Zuzkę bo robi jej krzywdę to nic się nie dzieje, niech ją koty wychowują i uczą, że kot też człowiek i krzywdzić go nie wolno. Ale jakby Zu dostała za zamiary pokojowe to chyba bym nie zdzierżyła...

    OdpowiedzUsuń
  7. oj bidulka malusia:(
    Dudek dostałby wpierdziel, jakboniedydy!

    a co to jedensatka?

    Mymłoda znam od ho ho ho ....pewnie jeszcze Ciebie nie było na świecie:P

    OdpowiedzUsuń
  8. Ehhh tam czwarteg taki pieronski dzien... Qurcza w niemieckim dobrze ujety "Donners tag". Wiec w czwartki badz na wszystko gotowa :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wolno bić kotów. On uciekł przed Wami, wyszedł, ustąpił miejsca. Dobrze, że chybiłaś, super, że mu powiedziałaś i jesteś konsekwentna :-)
    Z Miśką łączę się w bólu - miewałam połamane paluchy - boli jak jasna cholera!

    OdpowiedzUsuń
  10. Sze, nie, bić kotów nie wolno, ale za ogon i o ścianę tak!;)

    OdpowiedzUsuń
  11. mymłon to stare, ale dlaczego "jedenastka"???

    OdpowiedzUsuń