czwartek, 12 sierpnia 2010

Rzadkiego mi daj

Ugotowałam barszcz ukraiński. Szybko, prawie bezboleśnie, bo fasola ze słoika, buraki kupione
już ugotowane – słodkie i pyszne. Miśka poprosiła o – więcej tej wody z zupy, mamuś – a mi natychmiast przed oczami stanął dziadek.

Ja pierdolę, co myśmy się z kuzynką przeszły z tym facetem i jego „rzadkiego mi daj”.

Miał dwie ulubione zupy, czerwony barszcz i rosół, które kuzynka gotowała w największym garnku, a i tak rzadko wystarczały na dwa obiady.

Z barszczem były już takie komedie, że zrywałam boki, a Aga pękała ze złości. Otóż kilka razy rano okazywało się, że w zupie nie ma już rzadkiego, tylko samo gęste. Dziadek wypił w nocy. Najgorzej było wtedy, gdy ugotowała wieczorem, żeby mieć obiad na następny dzień. Przy czym dziadek nigdy nie przyznał się, że wychlał zupę.

Po kilku awanturach wpadł na szelmowski pomysł. Dolał wody. I jak zwykle wypierał się, że on tego nie zrobił. Argumenty, że teraz są to pomyje bez smaku trochę zatkały mu usta. Dosypałyśmy barszczu z torebki, cóż było robić. Dziadek zaś przy kolejnej okazji dolał nie tylko wody, ale i dosypał soli. Niestety, mocno przesadził i od rana dreptał po domu mówiąc, że barszcz przez noc bardzo „zesłoniał”. No nie było na niego mocnych!

Rosół, jak każda inna zupa, musiał być na talerzu najlepiej jeszcze wrzący, dlatego przed podaniem trzeba było zimny makaron najpierw wrzucić do osobnego garnka i podgrzać razem z rosołem. Nigdy nie chciał dużo makaronu, wolał wodę.
- Daj, ja mu zaniosę, ty usiądź w końcu i zjedz. - odebrałam kiedyś Adze talerz.
Za chwilę dreptałam z nim z powrotem do kuchni.
- Co jest, za zimny? - zapytała zdziwiona.
- Więcej makaronu nie mieli? - odpowiedziałam jej pytaniem dziadka. Rżałyśmy potem przez cały posiłek. Taki był wymagający, zawsze było coś nie tak.

Babcia wiecznie się z nim kłóciła przez te jego dziwactwa, które mogłabym tu wymieniać kilometrami. Kiedy dziewczyny przestały być dziećmi i zaczęły im się wyrywać przekleństwa w obecności babci, renesans przeżywało słowo – zajebiste/zajebiście. Przy czym – pojebany/pojebana już dawno hulało.
Któregoś dnia babcia znów nie wytrzymała i ryknęła:
Stachu, ty naprawdę jesteś jakiś zajebisty!
Moja mama do dziś tak mówi do ojca.

Barszczyk mi wyszedł pojebany, tfu, zajebisty i nikt w nocy nie wychlał rzadkiego.

25 komentarzy:

  1. nawet ja, co nie?!;)
    Mój ojciec mówił na rosół "woda z oczkami";>
    Zupa musiała byc gęsta tak, że łyżka stała!

    OdpowiedzUsuń
  2. O, a ja uwielbiam ukraiński i wyżeram gęste :-)))
    Czy to oznacza, że z Twoim Dziadkiem żyłabym w idealnej zgodzie ???

    :-))))

    Szkoda, że Dochtoru nie lubi zup. Bo mam kilka ulubionych. Rosołek, barszczyk, żur i ogórkowa - oesu, aż się ześlinilam :-))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Daisy - łał,jutro sobie przez ciebie zupę muszę szczelić! :) lubie wsie wymienione przez ciebie:0
    ale jakoś za barszczem ukraińskim nie przepadam;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tuv, ja ukraiński lubię bardzo - im więcej w nim smieci tym lepiej :-)))

    A już fasola - obowiązkowo ponad normę :-))))

    Mam wolne jutro, kupię buraki i te inne i ROBIĘ !
    Normalnie mam slinotok.
    Athi, masz w zęby, bo aż mnie skręca na barszczyk :-))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ade, moja siostra mowila - tłusta woda, a teraz rzeczona wode uwielbia.
    Geste zupy dla mnie odpadaja, choc ostatnio ze szczawiowej (szpinakowej) zrobilam risotto. Cos mi sie miarki potegowaly:)

    Daisy, to wspolczuje, my jestesmy wrecz niepoprawne zupiary. A zupy ze zmiksowanego Shreka tez nie lubi? taka trędy jest:)))) Hihihi:)
    Żur pasjami, ogórkowa już mniej.
    Do pomidorowej z ryzem dorobiłam patenta. Dodaję dwie świeże, czerwone, pokrojone w paski papryki. Ojacie:)))
    Dziadek od razu by Cie pokochal:))))

    Tuv, zuru nagotuj, niech mi slinka cieknie:)))

    O, i jeszcze tekst mojej babci, gdy Aga zalewala zupke chinska - O prosze, Agnieszka rosolu nagotowala.:))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Daisy, bardzo przepraszam:)))))

    Ale przynajmniej bedziesz miec, nie?;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Daisy, a za kapuste do barszczu robi mi pekinska, pol wkrajam, pol idzie do salatki. Ojej, ide sobie podgrzac;>:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Wredna sucz :-)))))))))))))))))))))))

    Jak mam buraki z liściem, to dorzucam zamiast kapuchy.

    Ja zupę ze Shreka z jajem uwielbiam. Dochtór zupy jada dwa razy w roku. Barszcz albo grzybową na Wigilię, żur na Wielkanoc :-))))

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też zupiara i nie mam z kim pasji dzielić. Zupy to ja zjem wszystkie za wyjątkiem brukwiowej i czerniny. Z zup raczej gęste wyjadam najsampierw a potem wypijam rzadkie :) Albo odwrotnie, zależy jaki mam dzień ;)

    Moje chłopy to tak: Starszy zeżre co ugotuję a młodszy marudzi. Z zup tylko rosół, szczawiowa, pomidorówka dowolnie z dodatkami i ewentualnie kalafiorowa. Koniec.

    Kiedyś na szkolnej wycieczce jadł "zieloną zupę" i za chińskiego boga nie mogłam rozkminić o którą chodzi. Nie były to ani ogórkowa, ani szczawiowa, ani szpinakowa. No zgadnij co to za zupa była...

    OdpowiedzUsuń
  10. Anovi - może zupa krem z zielonego groszku ?

    OdpowiedzUsuń
  11. Ze Shreka! No przeciez...:)))

    Ale poważnie, groszkowa zmiksowana?

    Zmiksowana z pora tez wychodzi zielona.

    OdpowiedzUsuń
  12. Daisy:))))

    A co do burakow z liscmi....teraz mi narobilas smaka na salatke z olejem i cytryna i te liscie i buraki, ojej:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hihihi niestety nie jest to zupa bagienna czyli z groszku, ani porowa :) Czekam na inne typy :)

    OdpowiedzUsuń
  14. no i poszłam, nalałam sobie grzybowej (sezon) i dopiero przeszłam do komentarzy

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja tam jestem z obozu Dziadka!
    :-)
    A ukraiński z czosnkiem też potrafię w nocy wychlać!

    OdpowiedzUsuń
  16. Barszcz ukraiński, pomidorowa, krupnik i ogórkowa sa u mnie na co dzień:) uwielbiam zupy:) Dziadek rewelacyjny:)

    Barszcz to potrafie w nocy zimny wyjadać:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Odwodnik, przepraszaj za grzyby:))))

    Sze, ukrainski z czosnkiem?????

    Beata, jeszcze z chochli?

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak, do już ugotowanego w talerz wciskam ząbek. Robiła tak Nina Iwanowna i ja to kupiłam. Uuuch, dobre.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nienawidzę zbierania grzybów. Ale opanowałam do perfekcji podrywanie grzybiarzy tak, żeby się chętnie dzielili zbiorem. Nachylam się nad koszem i się zachwycam , podkreślając przy tym swoje liche umiejętności tropiące.

    OdpowiedzUsuń
  20. Odwodnik rozwaliłaś mnie tym podrywem:))))))

    Anovi,zielona zupa - to może ten no...brokułowa?

    OdpowiedzUsuń
  21. jesu przez was laski musze isc po zakupy, bo mi sie barszczu ukrainskiego zachcialo. I tez lubie geste ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Anovi - rosol z pietruszka? Bo raczej nie zakladam, ze cukiniowa albo inna taka. Wesze podstep ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ojesuuuu:)))))))

    dziewczyny, sie pojszczalam. Odwodnik, na grzybiarza....dobre:))

    Anovi letko przycisnelam na gg, ze na pewno dziecko sobie cos ubzduralo. Okazalo sie, ze tak, ale jeszcze nie wiem co!

    Sze, sprobowalam na talerzu. Nie powiem, dobre, ale przyzwyczajenie robi swoje, wole bez;)

    OdpowiedzUsuń
  24. No dobra powiem Wam.
    Sama w życiu bym na to nie wpadła :)

    Podstęp a jakże, już kiedyś pisałam, że niezbadane są ścieżki dziecięcej logiki :)

    Otóż na spytki zostało wzięte dziecko mojej kumpelki, koleżanka Nieletniego z klasy. Pytamy: Kaś co to za zielona zupa była na obiad? Ogórkowa? Szczawiowa? Brokułowa? Porowa? No mów dziecko jaka to.

    Kaś popatrzyła znad okularów i mówi tak: ciocia to zwykły K R U P N I K był.....
    Ja padłam a Wy?

    OdpowiedzUsuń