niedziela, 8 sierpnia 2010

Pękłam sobie kość

Kiedy 16 lutego 2007 roku złamałam nogę myślałam, że to koniec świata. Za dwa dni miałam jechać po Miśkę do Wenecji. Miałam jechać, by ją w końcu odebrać po uprowadzeniu przez ojca. Przez prawie sześć miesięcy walczyliśmy z Ministerstwem Sprawieliwości o ten powrót MOJEGO dziecka. Miesiąc wcześniej odbyła się nawet rozprawa w sądzie weneckim, czy ja ją odzyskam. Procedury.
Noc z szesnastego na siedemnastego lutego całą przepłakałam i łykałam ketonal za ketonalem.
Potem zadzwonił do mnie Mistrz Świata - Sędzia Leszek Kuziak z Ministerstwa, by upewnić się, że tam będę, gdyż lokalne włoskie służby zostały już postawione w stan gotowości.
“Żebym miała iść tam pieszo o kulach, to będę”, pomyślałam.
W końcu mam okazję, by opowiedzieć Wam, jak to się w ogóle odbyło.
Wyobrażałam sobie akcję najazdu z policją na dom. Odebranie mojej córki i szczęśliwy powrót do domu.
Trochę egoistycznie myślałam. Wtedy miotała mną rządza zemsty. W końcu odebrano mi jedyny skarb, jaki posiadam i na długie miesiące zostałam sama z bólem i rozpaczą.
Ojcu dziecka odpowiednio wcześniej nakazano podporządkowanie się do wszelkich procedur bezstresowego przekazania Miśki matce. Jego adwokat zaproponował swoją kancelarię jako neutralny grunt. Nie mogłam zgłosić sprzeciwu .Gdybym mogła, to ze względu na brak zaufania bym to zrobiła, dziś wiem, że to byłby głupi krok. Los karze, ale i roztacza opiekę nad głupcami.

Zaopiekowała się mną moja tłumaczka, którą przydzielono mi podczas rozprawy. Odebrała z autobusu, dowiozła do hotelu, zrobiła zakupy, zawiozła na miejsce, a po wszystkim zabrała do siebie na pyszny obiad.
Pod kancelarią stało mnóstwo samochodów, a wewnątrz kręciło się bardzo dużo ludzi. Wszyscy związani ze sprawą. Była sobota.
Siedziałam w fotelu i czekałam na nią, aż przyjedzie. Psycholog podchodziła do mnie co jakiś czas i pytała, czy wszystko jest w porządku. Pochwaliła za to, że mam przy sobie misia dla dziecka. Przyjechali.
Ona w różowej kurtce ciekawie spogladająca na wszystkich. Podeszła do mnie, a ja jej pokazałam gips i zaczęłyśmy rysować na nim misie. To była zabawa, misie na gipsie. Potem wyjęłam zeszyt, w którym miałam całą historię telefoniczną oraz notatki związane ze sprawą. Rysowałyśmy ogromne misie i zarykiwyłaśmy sie ze śmiechu, a oni patrzyli i pisali protokół przekazania.
Podpisałam, wzięłam dziecko i odjechałam. Nie płakało za tatą, zagadałam, zabawiłam. On płakał, a ja tylko myślałam - rycz! Gdybym była bezkarna, to tak bym ci wjebała, że nie wiedziałbyś gdzie masz się chować.
Gdy wróciłam do Polski, opieką otoczyła mnie kuzynka. Byłam rodzinną bohaterką, bo raz, że wygrana, dwa, że ta złamana noga. Mogłam sobie leżeć na sofie i czytac dzieciakom bajki. Wujek, który wszystko to dla mnie sfinansował nadal dbał o moje bezpieczeństwo. Jedyny i na Bloga najgorszy problem, to było pokonywanie schodów. Będziecie się śmiać, ja wiem. Bo baba przejechała setki kilometrów, odebrała dzieciaka, wróciła i rozczula się nad schodami. Nic na to nie poradzę, to była moja fobia, gdy pozostawałam w gipsie. I jeszcze te kurwy kręcone oraz strome były.
Gdy wprowadzałam się tutaj pomyślałam o jednym. Obym nie złamała nogi! Tu nie można nawet obrać sobie kondygnacji rezydowania na czas niemocy, wszak kuchnia jest na dole, łazienka na górze!
W piątek gruchnęłam z dwóch niewinnych schodków prowadzących do łazienki, ale tak niefortunnie, że usiadłam na obie moje nogi. W lewej stopie pękła kość.
Jak sie czegoś panicznie boisz, to to przyjdzie. Dobrze, że tylko pękła. Mogę z bólem chodzić w tym jebanym gipsie.

Kilka tygodni temu, idąc po Miśkę do szkoły widziałam wystawione kule. Przystanęłam, chciałam wziąć na wszelki wypadek, ale zaraz sobie pomyślałam, że nie będę wywoływać wilka z lasu. Gdybym je wzięła, na pewno teraz bym myślała, że wywołałam, ale przynajmniej byłoby mi łatwiej chodzić. I o, angielskie schody znów mnie podstępnie zaatakował

22 komentarze:

  1. o ...(niezenzuralne słowo)...Ty kobieto kruche kości masz!

    Wenecje ominę, w sumie ja jestem tą co zabiera i do końca nie wiem czy słusznie...najwazniejsze, że jesteście obie szczęsliwe
    i z nowym gipsem:)
    ładny gips:)
    zdrowiej, zdrowiej

    OdpowiedzUsuń
  2. o matko! strasznie wspólczuję, radzisz sobie jakoś? z głodu nie umrzesz przez ten czas? może trzeba ratować i słać paczki? mów tu po dobroci!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ożesz! Athi, nie dali Ci kul w szpitalu ?
    Wiem jak to boli, miałam kości w lewej stopie popękane. Oszczędzaj tę nogę :-(

    A, wywaliłam se niechcący kontakty w kosmos, jak zmieniałam telefon. Mogłabyś mi sesesmana wysłać ?

    OdpowiedzUsuń
  4. O rany. Współczuję. Ja miałam złamane żebro. Też było chujowo. Trzym się, Athi.

    OdpowiedzUsuń
  5. oj!
    współczuję,rozumiem sprawę schodów.
    Co z pracą?
    co z kasą?
    masz jakieś chorobowe?
    A nie możesz / nie załatwią ci kul z powodu gipsu?
    nie trzeba jakiejś paczki słać?
    poradzisz sobie kobieto?
    O rany...
    A kontakt zapisałam.Osobisty mi rzekł iż ktoś tam do mnie mryga;)))

    OdpowiedzUsuń
  6. babo jedna Ty!!!
    dbaj o siebie, rozczulaj się nad nogą najbardziej jak to będzie możliwe - te złamania i pekniecia Cie kochaja nie wiedziec dlaczego:/ kaz im sie odkrochmalic.
    buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jedz galaretki z nóżek i dbaj o siebie. Gdybym musiała wybrać kondygnację chyba bym jadła w łazience, bo to jednak lepsze od sikania w kuchni:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Osz...

    Powiedz tym swoim kościom, że mają Ci służyć dzielnie przez wiele lat i niech się nie wygłupiają. Współpraca musi być obustronna :)

    Potrzebujesz czegoś?

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestes WIELKA !
    I zadna tam mala peknieta kostunia Ci nie da rady :-)))

    Sciskam

    OdpowiedzUsuń
  10. o jezu. o jezu. natychmiast przestaję użalać się nad sobą, tak?
    dajesz radę? można Ci jakoś pomóc?

    OdpowiedzUsuń
  11. Odwodnik dobrze mówi, jedz galaretki z nóżek, jakkolwiek to brzmi
    I trzyma się Dziewczynko:)

    OdpowiedzUsuń
  12. WSPÓŁCZUJĘ, ja miałam tylko palec w stopie złamany a miłe to nie było, trzymaj sie jestes dzielna, dasz radę!!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. żelki mogą być jak ktoś nie lubi galaretek

    OdpowiedzUsuń
  14. o, szlag.
    niech Ci się kość szybko i dobrze zrosnie!

    OdpowiedzUsuń
  15. Wspóczuję Ci z całego serca. I trzymam kciuki byś szybko doszła do siebie. Jakbym mogła jakoś pomóc to pisz na maila, wyślę co będzie potrzeba.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem, jestem. Kul mi nie dali, ale bede dzisiaj miala. tak, zeby wyjsc z domu. I wcale nie jest tak fatalnie, bo chodze! Powoli, ostroznie, ale laze.
    Po nozki mam szmat drogi na rynek i to tylko w piatek albo sobote jest rynek. Jem wapno. sasiadka robi zakupy.
    A wczoraj mialam dola i caly dzien ogladalysmy z Miska bajki i filmy.

    OdpowiedzUsuń
  17. Athi, przenioslam sie na blogspota :-) tak tylko chcialam sie pochwalic :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj pamietam ja Wenecję... K-owi jeszcze dzisiaj spuściłabym taki wpierdol, że bałby się oddychać.

    Schód podstępny jest. I to jest powód, dla którego nowe mieszkanie nie może być dwupoziomowe.
    Trzym się, lala! :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Sze, pa, a Beata uprowadza dzieci. Wpierdol, nie?:)))))

    OdpowiedzUsuń