środa, 25 sierpnia 2010

Lekcja zoologii

- Miśka, Miśka, chodź tutaj szybko! - krzyknęłam z kuchni, gdy zobaczyłam Dudusia warującego przed drzwiczkami jednej z kuchennych szafek. Trzymam w niej reklamówki i środki czystości.
- Popatrz, zaraz otworzę tę szafkę, bo wydaje mi się, że tam jest mysz. Duduś chyba ją usłyszał. Ty stój tutaj w progu i nie ruszaj się. - wyszeptałam do dziecka.
Powoli otworzyłam drzwi. Kot wsunął się bezszelestnie przednimi łapkami...A za chwilę było tylko świzd, gwizd, pizd i łowca wyskoczył z myszą w pysku. Zrobił to w mgnieniu oka. Blog mi świadkiem, że określenie - z prędkością światła - nie jest przesadą.
Migiem otworzyłam drzwi do ogrodu, by nie przyszło mu do głowy mordować ją w sypialni.
- Ja chcę zobaczyć! - Miśka rzuciła się do drzwi.
- Nie teraz. Duduś musi nacieszyć się swoją zdobyczą sam.
Obserwowałyśmy kocie harce zza winkla. Najpierw biegał wzdłuż ścieżki w te i z powrotem szukając sobie miejsca i spoglądając na nas karnie, by nie przyszło nam do głowy mu przeszkadzać. Położył się, wypluł mysz i jął trącać zwłoki łapką, jakby chciał powiedzieć “Ej, no co jest, ruszaj się!” Mysz ni drgnęła.
- Miau - popatrzył na nas.
- Idziemy - rzekłam do przebierającego nogami dziecka.
Mordu dokonał w białych rękawiczkach, bez ran i cieknącej mu po brodzie krwi.
“Dobry jestem, nie?” wydawało się rozumieć, gdy tarzał się po ścieszce, a potem przyszedł poocierać się o nasze nogi.
- Trzeba go teraz głaskac i chwalić. - wytłumaczyłam Miśce.
- Dobry Duduś, pilnuje naszego domku. Weź aparat autograficzny! - gładziła wypinający się grzbiet kota.
- Fotograficzny. E, nie będziemy fotografować takich rzeczy...Moja dzielna mężczyzna - chochlowałam pękającego z dumy strażnika swojego terenu.

Trzy godziny później.
- Ej, Dudek, ale spieprzaj mi z tą myszą z domu! - pogoniłam do ogrodu.
- Może on chce, żebyśmy mu ją ugotowały. - rzekła Miśka.
- Nie, on chce, żebyśmy ugotowały ją sobie. - odpowiedziałam ze śmiechem.
- Fuj, to rzeczywiście niech spada. - wzdrygnęła sie, a za chwilę dodała. - Pies by nigdy tak nie złapał, prawda?
- Tak na pewno nie, ale też potrafi.

Kolejna, moim zdaniem piękna lekcja zoologii przebiegła ze zrozumieniem i bez lamentów, że przecież biedna myszka.
Taka jest w istocie kolej rzeczy, nie? Bardzo mi dziś moje dziecko zaimponowało.

6 komentarzy:

  1. ;)))
    matki psica,Sara tak szczury łapała:))))

    OdpowiedzUsuń
  2. strasznie jesteś mądra, że w takiej chwili pamiętasz by nauczyć czegoś dziecko;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tuv, ojciec mi opowiadal, ze tez taka suke mial.

    ade, jaka madra, sama bylam ciekawa tego zjawiska. Ty bys nie pokazala dziecku, jak bys miala na to wplyw poprzez otwarcie drzwi? moze tez dlatego, ze ja sie nie boje myszy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tam się myszy też nie boję, ale jakby mi wpadła do domu i zaczęła biegać chaotycznie to trąba jak nic.

    :-)))

    Duduś bohater :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. aparat autograficzny...
    bardzo mnie sie spodbalo :]
    ale po chwili ,bo w pierwszym momencie "przystanelam" i zaczelam dumac,jak sie aparat "dalej" nazywa :)))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Ehhh, bohatery... kiedy kot ci wlozy w nocy do pantofla wrobla abys nie przegapila co zrobil na 100% to mozna inaczej o bohaterstwie pomyslec... wrrr

    OdpowiedzUsuń