wtorek, 27 lipca 2010

Witamy w angielskim pierdlu!

Sprawa psów zza ściany jest w toku. Wspólnie z Daisy i Dochtorem podjęliśmy się pisania maili, przy czym oni pisali, ja wysyłałam. No, nieskromnie dodam, że o własnych siłach dopisałam PS;> Oraz wkleiłam zdjęcie.
Miejscowe RSPCA odpisało, że jest instytucją samo finansującą się bla bla, nie zajmują się takimi sprawami i odesłało mnie do kwatery głównej podając numer telefonu. Żeby mi było łatwiej, to też i opcję 2 po nawiązaniu połączenia.
Pod opcją dwa, przy czym zaznaczyć muszę, iż słuchałam automatu, głos zapytał, co chcę zgłosić. Jak koty, to jeden, jak psy-2. Po wciśnięciu odpowiedniego zebrałam pouczenie o zgłoszeniu sprawy do councilu tudzież najbliższego komisariatu. Mogę też wejść na stronę www.rspca.co.uk/advice. Po tej cennej informacji moje połączenie z towarzystwem się zakończyło było.
Wlazłam na stronę. Próżno szukałam adresu mailowego jednak. Z toczącą się pianą na pysku zadzwoniłam do Daisy. Dyndając przy telefonach wertowałyśmy stronę. No nie ma kontaktu wirtualnego, jeno ten nieszczęsny telefon. Zamknięte koło.
Szelmowsko doszłyśmu do wniosku, że ja jednak pojdę do tego councilu oraz miejscowego rspca i pogadam face to face.
Jedno nie dawało mi spokoju - na chuj ten telefon, jeśli nie można się tam dodzwonić. Poza tym wiem z doświadczenia, że pod każdym telefonem siedzi człowiek. Trzeba tylko wcisnąć odpowiedni klawisz.
Olałam zatem dwójkę i złapałam żywego człowieka pod jedynką. Naświetliłam sprawę, (niezorientowanych odsyłam trzy notki w dół).
- A duże są te psy?
- Nie, ale pięć i nikt z nimi nie wychodzi na spacery. Nie mają miejsca w ogrodzie na zabawę, żyją jak w więzieniu. Na zewnątrz wychodzą tylko do toalety.
- Jak małe, to niszkodliwe dla społeczeństwa, w sensie, nie zagrażające bezpieczeństwu i nie potrzebują wiele miejsca. Jeżeli chodzi o plagę much oraz smród, odsyłam do councilu...
Kapcie mi spadły z nóg.
Mogę czepiać się tych much, mogę interweniować w sprawie zasranego podwórka i smrodu. Tymczasem para staruchów dla własnego widzimisię może skazywać na niewolę małe psy. Całą ich masę, bo one nie potrzebują dużo miejsca.
Moje pytanie w councilu bedzie brzmiało:
Ile trzeba miec malych psow w domu, by uznano to w tym kraju za patologie oraz znecanie?

25 komentarzy:

  1. No. Może Ci podadzą ilość psów na metr kwadratowy ???

    Mnie też opadły cycki na buty. A Dochtór, jak mu powiedziałam w czym rzecz, to skwitował to krótko : ach, dlaczegóż mnie to nie dziwi? Przecież Anglicy to tępe jednostki.

    Amen.

    Zdjęcie Dudosława w nagłówku - cudne!

    OdpowiedzUsuń
  2. Daisy, ale sie nie poddamy. Zobaczymy jak to bedzie w councilu i tym miejskim rspca. Plan mam taki, ze muchy sruchy- dzieci zaraza, ale generalnie czepiac sie bede niedoli psow. ja chce wiedziec ile wlasnie moge wiezic psow, aby byla normalna interwencja.

    OdpowiedzUsuń
  3. a to gnoj, to wiadomo...Normalnie bym diabla zjadla:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oesumaryjo. Moryc mi przed chwilą przyniósł ŻYWĄ ŻABĘ wielkosci talerzyka deserowego!

    I ta żaba gadała. ueue. ueue.

    I mu z pyska wisiała.

    Nogami.

    Oesu.

    Musiałam ratować. Ale nie CAŁOWAŁAM !!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. ależ ten kot to jak kitajec z kitą:)

    a powyżej opisany problem...bardzo współczuję, bo to chyba nierozwiązalne jest...szkoda psinek...

    mieszkam na wsi i jak na wsi ktoś idzie z psem na smyczy to tylko i wyłącznie na szczepienie...a woda psu też nie potrzebna, bo...i tak wyleje...

    OdpowiedzUsuń
  6. No chrancuski kot! A mowia, ze rasa "lesny kot norweski". Daisy, jak przyniesie slimaka, to padne trupem. Co za morderca, zywemu nie odpusci! A zaba... pffff, jakas taka, kumkac nie umie. Jestes pewna, ze to byla zaba???:D

    Beata, ja nie wierze w problemy nie do rozwiazania. Moze zabraknac sily, checi, ale nie, ze sie czegos nie da:)
    Nic, zobaczymy, jak bedzie dalej;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Angole. Tak zwierzęta kochają. Wścieklizny na wyspie nie ma, bo quarantanny półroczne mają, Ojejusiu, i tradycję, arystokrację, demokrację, deratyzację, deflorację i defekację.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja słyszałam przez otwarte okno, że coś trąbi, tak wiesz - pamiętasz jak się na źdźbłach trawy grało ???? No to była ta żaba. Trąbiła, trochę przyduszona, bo trąbiła niejako w Morycu.

    Jak ją wypluł, to buczała.

    Musiałam ją ewakuować a kocura pod klucz :-)))

    Fuj, jak ja mu teraz buzi dam ???
    po tej żabie ???

    Śliczna była, taka oliwkowo zielona, nie wiem co za gatunek, ale DUŻA !

    OdpowiedzUsuń
  9. I kurwa DEMENCJĘ też mają :-))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  10. Daisy, abuehuehue, normalnie dasz. jeszcze podziekujesz:)))))))))))))))))))))))))))

    Lorenza, ano wlasnie. Ja mowie, ze to paranoja. Z ichnimi restrykcjami co do przywozu zwierzat sie zgadzam, wszak to wyspa, ale ola bloga, badzmy konsekwentni.

    OdpowiedzUsuń
  11. Daisy i poszczalam sie, ze duza... zaraz mi sie przypomnialo....bo u nas wszystko najlepsze, najwieksze, hahhahaha

    OdpowiedzUsuń
  12. Wieslaw mowi - a to chuje:))))

    OdpowiedzUsuń
  13. Wszyscy maja wielką gebę o pomocy dla zwierzaków a tak naprawdę to dojenie kasy tylko. Ostatnio z TOnZem tańczyłam w sprawie żebrania na szczeniaki.
    :-/
    Trzymam kciuki :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zapytaj jeszcze czy te psy to masz liczyć w metrach czy kilogramach na metr kwadratowy?

    OdpowiedzUsuń
  15. Trzymam kciuki za pieski. I poproszę o tę żyrafę na maila, bo dawno się tak nie spłakałam, będę wszystkim pokazywać na poprawę humoru, proszę, proszę, proszę - grabkaa@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  16. leje u mnie i tak sobie pomyslałam, czy te pieski to tam na dworzu cały czas mieszkaja?

    OdpowiedzUsuń
  17. Beata, gdybyś uważnie czytała notki Athiny, to wiedziałabyś, że problem jest odwrotny. Te psy nie mieszkają w ogrodzie, one są przez cały dzień w domu, a do ogrodu wychodzą za potrzebą.

    OdpowiedzUsuń
  18. prawdziwy cyrk Monty Pythona.
    I gdyby to nie było takie przykre mogłoby być zabawne.
    Trzymam kciuki!
    O ile znam Athinę to na pewno coś zadziała:)

    OdpowiedzUsuń
  19. No cóż, pozostaje mi trzymać kciuki za jednak pozytywne załatwienie sprawy psiaków.


    A kocię przepiękniaste chociaż, jak wiesz, ja do kociar się nie zaliczam. Jednakowoż tego mogłabym zeżreć ;) Ha i w dodatku nieśmiało łapą pokazuje te ptice co to z szablonu próbują nawiać :) To ci kot dopiero, niby tylko na zdjęciu a wie jak się dobrze ustawić :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Athi działaj!!! trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  21. Jednak musze pojechac do glownego councilu, do centrum miasta. W moim oddziale mnie tam skierowano. Jutro sie przejade, najpozniej w piatek, ale jeszcze w tym tygodniu.

    Teraz jeszcze uzeram sie z tym malym sukinsynkiem, o ktorym pisalam. Z tym, co rozbil zabawke. To jest dopiero zaraza! Dwa razy wyrwal mojemu dziecku rower zeby sobie, kurwa, pojezdzic. To ze rower jest dla niego za maly to pipa, ale jaki bezczelny gnoj. Wczoraj bylam u jego matki. Znow przesiaduja u babci, bo sa wakacje. Dzisiaj pierdolnal mi specjalnie pilka w okno. Boi sie mnie, wieje, ale dokucza Misce. No pierdolne kiedys i uszkodze smroda.

    OdpowiedzUsuń
  22. Athi, wrzuć go do tej baby z psami - może go zjedzą.

    Nic nie zrobisz gnojowi, możesz jedynie skarżyć matce i babce. Ale jak mamusia jest typową Angielką to niewiele wskórasz.

    OdpowiedzUsuń
  23. E tam, psy moze i sie uciesza, ze w koncu jakas inna geba. ja bym go wrzucila do kubla na smieci i najszczala mu na leb.
    Cezkam na jakis karny czyn i nie zawaham sie zadzwonic po policje.

    OdpowiedzUsuń
  24. Przesyłam wirtualne wsparcie, w obu sprawach.

    OdpowiedzUsuń