czwartek, 1 lipca 2010

Przyjechali fachowcy, a Dudek jest supermenem

Jest! Brązowa na dole,schodach i korytarzu oraz kość słoniowa w sypialniach. Trauma zniknęła.
Prace trwały pięć i pół godziny. Gdybym miała to robic sama, jak mi zasugerowała jedna znajoma, trwałyby pięć i pół tygodnia.
- A przestań, co to jest - prychała - pokoje proste. Tu się przytnie, tu podklei.
- Ty z byka spadłaś, stara. A schody? Od samego patrzenia kręci mi się w głowie. - odparłam.
Są na świecie takie rzeczy, które powinna zrobić męska ręka i basta. Poza tym, że nie miałabym siły ciągać tych belek z materiałem, to jeszcze kompletnie nie mam wyobraźni przestrzennej. Ale co tam, są, leżą i się do siebie śmiejemy.

Dudek na czas pobytu obcych w domu dał nogę. Pojawiał się co jakiś czas w ogrodzie i znikał. Przez to, że sama podczas prac na dole przeniosłam się do ogrodu widziałam jak mój kot broni swojego terenu.
Rzucił się na większego od siebie i to na płocie. Obaj spadli do sąsiedniego ogrodu i już tylko słyszałam te “lwie” ryki. Wrócił cały. Tak go tamta dzielnia wyszkoliła w sztukach walki.
W życiu bym nie pomyślała, że on taki waleczny. Jest raczej typem myśliciela i spacza niż urwisa. W dzieciństwie nie wieszał się na firankach, nie ganiał jak dziki po meblach. No okaz spokoju. Z Miśką za to lubi się pobawić w ganianego.
Pamietam, że nasza poprzednia kotka ,Serafina nie odpuściła żadnej musze. Dotąd latała, skakała, aż złapała i zakatowała. Dudkowi muchy mogą latać koło nosa, ma je gdzieś, ale niedawno zaciekawiła go ćma. Złapał i dotąd się nią bawił, aż wyzionęła ducha. Westchnął, pomacał jeszcze łapą i sobie poszedł zostawiając zwłoki dla mnie.

O, o, o! I nie mam już ani pół kuwety w domu. Łazienka jest na poddaszu, podczas upałów mamy tam gęste powietrze. Gdy wychodzę z domu zamykam wszystkie okna, bo jeszcze inny kot wciska się każdym. Normalnie zapierdala po ścianach! Jest silny i stary. I podejrzewam, że on tutaj mieszkał, dlatego Dudek go toleruje dopóki nie wejdzie do Miśki pokoju, wtedy są “lwie” ryki. Więc zamykam, niech włazi przez klapkę. Micha stoi.
Ale o kuwecie chciałam.
Wpadam któregoś dnia, galopem rzucam się do łazienki, a przede mną był Dudek. Postawił takiego kociego kloca, że nie było czym oddychać.
Złapałam tę kuwetę, wyczyściłam, pizgłam w ogrodzie i oznajmiłam, że od teraz kot ma robić na dworze. Działa. Fochów nie było, złośliwości.

Trzeba by jakieś foty wstawić. Ale dajcie mi chwilę, niech rozpakuję wszystkie torby. Wcześniej przecież nie było sensu.:-)

6 komentarzy:

  1. Ja strasznie na foty czekam :-)
    I cieszę się, cieszę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tez czekam niecierpliwie. I tez się cieszę! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. No to i ja, i czekam, i cieszę się, jak wszyscy to wszyscy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że u Ciebie do przodu. I mam nadzieję, że to zaraźliwe i że mi się też tak stanie :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. athina a ty w jakim mieście jesteś , bo gdzieś przegapiłam tę informację ?

    OdpowiedzUsuń