niedziela, 4 lipca 2010

Poprzez chaszcze, góry i doliny...

Trawa w ogrodzie sięga mojego pasa. No, niektóre źdźbła, ale sięga.
Dlatego nie zastanawiając się ani chwili nabyłam na rynku używaną elektryczną kosę za 5 funtów. Chyba tak się to nazywa, kosa, bo funtów na pewno. Kosiarka jeżdżąca nie dałaby sobie z tymi chaszczami rady. Poza tym nie wiem, co w tej trawie PISzczy. Ostatnio znalazłam rozbitą szklankę do drinków. Oraz teren jest nierówny. Nawiasem czeka mnie tam w pizdu roboty. To wszystko trzeba będzie skopać, wygrabić i obsiać od nowa. Ale to w przyszłości.
Przywiozłam kosę do domu zastanawiając się po drodze, gdzie nabędę gigantyczny przedłużacz, bo kosa ma kabel długości 20 cm. Tymczasem w sklepach widziałam przedłużacze maksymalnie pięciometrowe i z czterema wtyczkami. PO chuj mi to wszystko łączyć, o ciężarze wtyczek nie wspomnę. Chciałam jeden dwudziestopięciometrowy z jedną wtyczką.
Znalazłam w sklepie z narzędziami, niedaleko domu u Hindusa.
- Zaraz ci utnę 25 metrów kabla, tu są wtyczki, proszę. - podał mi towar.
- Ale ja sama tego nie połączę, nie umiem. Pomóż mi. - potrzepałam rzęsami.
- To przyjdź o drugiej.
O drugiej dostałam kabel, a jakże, za 25 funtów. Buahahaha! W porównaniu z ceną kosy, kabel jest na wagę złota:)
Rozłożyłam go dziś bluzgając, bo już się zdążył poplątać, podłączyłam sprzęt i rzuciłam się w chaszcze. Skosiłam taki sobie kawałek i pizgła żyłka kosząca. Wcale się nie dziwię, wszak to nie jest zielona traweczka, lecz grube trawsko. Zaś zachodzę, gdzie się kupuje takie żyłki i jak się owe mocuje. Może w B&Q mi pomogą.
Kurwa, a miałam takie plany ogrodnicze. Próbowałam nożyczkami. A dajcie żyć! Wszystkiego mi się odechciało.
Widzicie, jak dobre chęci do pracy potrafi spierdolić głupia ŻYŁKA? Ale nic to, i tak po swojemu doprowadzę ten bajzel do stanu, że będę zadowolona.

Czego i Wam przy okazji bajzli wszelakich życzę.

19 komentarzy:

  1. Laska, żyłkę kupisz w B&Q alibo w Homebase na stoiskach ogrodniczych. Mnie kiedyś zabiło ścinanie trawy NOŻYCZKAMI :-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak wlasnie myslalam, dzieki:)

    Ale to sie nie da, daj spokoj! Przynajmniej nie na moj niecierpliwy charakter.

    Ja pamietam te Twoja notke oraz porownanie, ze kto nie scinal trawy nozycami, ten nie wie nic o zabijaniu.:)))))

    OdpowiedzUsuń
  3. ja Ciebie ogromnie podziwiam, że Ty chcesz te zyłke sama, bo ja bym chyba jednak to recznie nozyczkami zrobiła:)

    OdpowiedzUsuń
  4. po jednej trawce:) żeby pęcherzy nie było

    OdpowiedzUsuń
  5. nie jestem w stanie nic rzec, bo moją wyobraźnię bez reszty opanowała elektryczna kosa z żyłką. JAK to wygląda i działa, na światowida???? i dlaczego Wy wszystkie wiecie, a ja nie??

    OdpowiedzUsuń
  6. raczej to się podkaszarka nazywa a żyłki kup na zapas bo ona szybko wychodzi

    OdpowiedzUsuń
  7. o właśnie,to podkaszarka.I nie żartuj,kosiarka bierze wszytkow! , wczoraj kosiłam;>>>>
    dżunglw swoim ogródku:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Beata:)))))))))

    ds, dziewczyny mowia podkaszarka, a mi to bardziej przypomina elektryczna kose. nawet ma takie dwa uchwyty jak tamta.:)))))))

    Too-Tiki, wlasnie zauwazylam.;)

    Tuv, ale ja nie wiem, co w tej trawie jeszcze tam lezy. Na pewno jest kupa kamieni. Dla kosiarki bede musiala najpierw oczyscic teren. A zeby go oczyscic musze skosic te chaszcze.;)

    OdpowiedzUsuń
  9. you are a hero!

    ;)

    Gogle trzeba było sobie też kupić lub taką osłonę na twarz, bo to wiesz...w tych chaszczach nie wiadomo co tkwi;)

    OdpowiedzUsuń
  10. a zdjęcie górne WYMIATA !

    OdpowiedzUsuń
  11. trawka do trawi albo bylo to cos z ziolkami??? skleroza mie lapie :D:D

    OdpowiedzUsuń
  12. o, o! własnie można dostać w zęba kamieniem ale i psia kupa też:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Athina, Twój komentarz u mnie jest w mailu, ale nie ma go na blogu...wkleiła, zobacyzmy co sie podzieje jutro...z

    OdpowiedzUsuń
  14. Spoko Bea, ja tylko patrze, ze kurcze tu odpisywalam, a nie ma. Wirusa mieli, czy jak?

    OdpowiedzUsuń
  15. Fotka: jak "Schluck wasser in der Kurve" :D:D

    OdpowiedzUsuń
  16. Kochana, na pewno dasz radę. Ja też kiedyś walczyłam z brytyjskimi chaszczami w ogrodzie, też dawałam czadu z kosą, później to wszystko sama skopalam szpadelkiem i zasiałam trawę, a miejscami kwiaty i zioła. I efekt był taki, że goście jedli zupę tajsą z kolendrą z własnego ogródka, pili wino wyciagnięci na trawie i rozkoszowali się wonią maciejki i nasturcji. Warto się pomęczyć przez tydzień, utyrać, bo potem będziesz miała swój własny piękny ogród.
    BTW, sprawdź w Argosie, czy nie mają żyłki. ja swoją podkaszarkę kupowałam właśnie tam i z tego, co pamiętam mieli żyłę w zapasie.

    OdpowiedzUsuń
  17. juz Cie widze, jak z tym walczysz dzielnie, czasem kurwa w przestrzen poleci, ale wszystko bedzie jak trzeba i jak chcesz;-))

    a domeczek piekny!!

    OdpowiedzUsuń