sobota, 10 lipca 2010

Dzieci, dzieciory...

O dzieciach będzie. Dzieciach z naszej ulicy.
Podzieliłam je na dwie kategorie (owe są tylko do mojej i Waszej wiadomości).
Dzieci - np nowa przyjaciółka Miśki pochodzenia hinduskiego o imieniu Isha.
Dzieciory - Anglicy.

Dzieciory są tak bezczelne, że cycki mi opadają!
Przykłady.
Włażenie mi na samochód i porysowanie gumowymi obcasami maski. Na mój tłumiony wkurw, ale stanowcze “złaź”, w żywe oczy - “to nie ja”.

Podczas zabawy z wodą Miśka zwiała do domu, a dziecior tak strzelał z jakiejś maszyny na wodę w moje drzwi, że wlatywało do wewnątrz na MOJE NOWE WYKLADZINY!
Wkurw, upomnienie - “To nie ja”,a stoi mi, kurwa, przed drzwiami z tą maszyną. Hihihi!

Wczoraj. Miśka w szkole, ja wróciłam z roboty i poszłam do kuchni coś zjeść. Nagle otwierają się drzwi wejściowe. Wchodzi pięciolatka (nie w szkole?), bierze Miśki rower i wychodzi. Wpadam do salonu, upominam ją, że nie wolno, że ma poczekać na moją córkę, by zapytać, czy będzie mogła pożyczyć, a w ogóle, to ma pukać. Foch, ryk, poszła. Japierdole!

Ale to jeszcze pipa w porównaniu z dziesiejszym zdarzeniem.
Wyszykowałam Miśkę na wypad do miasta oraz parku, sama poszłam szykować siebie. Dziecko biegało przed domem. Za chwilę dołączył do niej, na moje oko dziewięcio-dziesięcioletni Anglik. Przychodzi tu z matką do babci. Nawiasem, babcia ma wyburzone ściany między salonem, a jadalnią, schody puszczone bokiem i wygląda to zajebiście. Zerkam, trudno nie zerkać, jak drzwi stoją otworem w większości angielskich domów. Inne nacje, w tym ja, stawiają na prywatność. Tak wynika z dotychczasowych moich obserwacji w nowej dzielnicy.
Wracając do tematu. Miśka wyniosła dla kolegi rakietę do tenisa, chłopiec odbijał piłkę, a moja jeździła wokół na rowerze. Pod oknem zaś stał plastikowy samochodzik, który dziewczynki przytargały wczoraj z “wystawki”. Będzie on głównym przedmiotem tego akapitu.
Wyszłam wyszykowana, zakomunikowałam, że jedziemy. Miśka zeskoczyła z roweru, poprosiła o zwrot rakiety i... Mały pizgnął nią o ziemię cały w złości. Wywaliłam gały, ale spokojnie powiedziałam, że wrócimy za dwie godziny i znów będzie mógł grać. Generalnie boję się wojny dlatego, że taki mały gnój może polecieć do matki, nakłamać, ta wpadnie z pretensjami, a ja nie będę umiała się wytłumaczyć. W nerwach jest mi trudno szukać argumentów, zwłaszcza w języku, którego się dopiero uczę.
Wziął samochodzik. Niech bierze, pomyślałam, w końcu jest wspólny. Odszedł z nim kilka kroków i jak nie pierdolnie zabawką o ziemię! Nie wytrzymałam.
- Hej! Nie rzucaj, nie łam! - podniosłam jeszcze cały samochodzik i postawiłam pod oknem.
Dziecior zaś uciekł pod drzwi babci.

Wracając zapytałam Miśkę, jak uważa, czy samochodzik będzie jeszcze pod oknem?
- Wydaje mi się, że nie. - co i mnie się wydawało.
Ale samochodzik był. Roztrzaskany w drobny mak! Ileż razy dziecior musiał tłuc nim o asfalt, żeby się tak rozsypał? Sprawca właśnie roztrzaskiwał na cześci wystawiony przez kogoś stolik pod telewizor.
Wyskoczyłam z auta i ryknęłam, że teraz idę do jego mamy, po czym jęłam zbierać szczątki zabawki.
- To nie ja. - jakże mi znane.
- A kto!? - rzuciłam z pianą na pysku.
- Ty, ty! - krzyknął angielski sąsiad.
Pokazałam matce, ta oczy, dziecko w łeb trzy razy i marsz do domu. A dzieciak w nogi i...Fuck off!
Nie wiem, może to tylko zbieg okoliczności, chociaż też nie do końca, bo widziałam kilka nieprzyjemnych incydentów pod szkołą. Rodzice nie mają autorytetu. Te brzdące robią naprawdę, co chcą.
Ciągle w szoku zadzwoniłam do rodziców.
- Matka poszła z Jagą do Oszołoma. Co słychać, jak wnusia? - tatuś zapytali.
Opowiedziałam o dzieciorze.
- Bandzior, kurwa, rośnie. Tak to jest, jak się flaki biorą za bezstresowe wychowanie. - się tatuś wypowiedzieli.

No...Co myślicie o dzieciorach? Bo ja przecieram oczy ze zdumienia.

14 komentarzy:

  1. no,scenkę napierdalnia babci po plecach widzialam na własne oczy jak Młoda szykowała się do komunii , w kościele to było...
    Też przecierałam oczęta.
    W takich chwilach to normalnie sobie myślę że porządny wpierdol by się bachorowi przydał...
    Normalnie strach , jak taki podrośnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam te same spostrzeżenia. Dzieci hinduskie są o wiele grzeczniejsze od swoich angielskich rówieśników. Inne wartosci rodzinne po prostu. poszanowanie rodziców i starszych, tam jeśli rodzic coś mówi to to jest święte.
    Nie wiem w jakiej dzielni mieszkasz, ale jeżeli na counsilowskiej - to licz się z tym, że takich dzieciorów tam jest więcej. Tym bachorom faktycznie przydałoby się solidne przetrzepanie portek, ale co to pomoże ?

    OdpowiedzUsuń
  3. słabo mi. ale też już trochę widziałam na placach zabaw...

    OdpowiedzUsuń
  4. Pan Wiesław sprawę opisał krótko i rzeczowo.
    I teraz zobacz. Ty masz hormon i się wkurwiasz...
    Ja nie mam...
    ;-)

    A co ta gówniarzeria wyprawia na wakacjach, to już ludzkie pojęcie przechodzi. Nie ma usprawiedliwienia dla młodocianych bandytów i odmóżdzonych, leniwych straych. No nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  5. A u mnie na dzielni, na złej dzielni, jest syf. Brudno znaczy się. Prózno szukać tu flaszek po bełtach, opakowań po kiełbasach, srasach, fajkach. Tu się walaja opakowania po czip[sach, batonikach, sronikach i jebanych soczkach kubuś.

    OdpowiedzUsuń
  6. "kiedys to tak nie bylo, te dzisiejsze dzieciaki" slysza jeszcze oma 35-40 lot temu... :|

    OdpowiedzUsuń
  7. Tuv, to sie wiekszosci cisnie na usta, ten wpierdol. Tylko wlasnie, co to da, poza policja na karku. Anglicy, moze nie w wiekszosci, bo moglabym byc niesprawiedliwa, ale zbyt wielu przypadkach po prostu maja w dupie wpajanie wartosci dzieciom. Uczenie ich kultury. Oni ich nie wychowuja, tylko hoduja.

    Daisy, w councilowskiej, niestety. To jest ta "nisoka medelklas":))))

    ds, niedowiary, nie?

    Sze, ja Ciebie doskonale rozumiem. Ale kiedys tam mowa byla o tym, ze sa i boskie dzieci. Uwazam, ze tak.
    Co do smieci, to zlote spostrzezenie. Dokladnie takie same walaja sie tutaj. Idzie, zje i jeb na chodnik! Tylko podejsc, strzelic w ucho i powiedziec, ze jak zapyta za co, to dostanie jeszcze raz. tak jest, starzy sa bezmozgami.
    A Wieslaw, jak zwykle zlotousty:))

    Diesel, i bedziesz slyszal;)))

    A ze slowem wpierdol kojarzy mi sie scenka z Polski. Zawsze na jej wspomnienie geba mi sie smieje.
    Sasiad mial starego psa. Tak starego, ze juz byl slepawy, lysy i strasznie smierdzial. Razu pewnego wyszlam z Mijem na podworko o 6.00 rano. Stalam pod klatka. Nagle widze, ze tamten pies schodzi i na dole, w klatce lamie sie i wali kloca. Poszlam doniesc o tym sasiadowi, zeby nie bylo na mojego psa. Ten otwiera pijany jak bela i - co jest sasiadeczko? - pana pies zrobil kupe w bramie. Edek sie zatoczyl i - oooo, to musi wpierdol dostac.:))))

    OdpowiedzUsuń
  8. hehe bezstresowe wychowanie;)
    Klapańca nie wolno, bo trauma zostanie...
    Jak mi matka wsadziła parę klapów bo nie powiedziałam "dzień dobry" sąsiadce z która była skłocona, to zapamiętałam i dziendobrowałam pięć razy dziennie;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jezus, nie straszcie mnie, przecież toto będzie kiedyś nas staruszki obsługiwało w marketach!

    OdpowiedzUsuń
  10. Batumi w domach opieki:D

    OdpowiedzUsuń
  11. ade, widzisz, jeden wpierdol wystarczyl:))))

    Batumi, eee, pracodawcy ich wychowaja;) Ale jakis tam odsetek bandziorow wyrosnie. Jak zawsze i wszedzie.;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zuzanna ma zadatki na dzieciora jasny gwint. Roczny berbeć potrafi ze złością pierdyknąć zabawką (lub kapciem) o drzwi, a teatralne rzucanie się na podłogę z rykiem bo mamunia z tatuniem coś zabrali (kabel podłączony do prądu na przykład) albo czegoś nie pozwolili (bawić się pilotem tv albo komórką na przykład) ma opanowane do perfekcji. Oj coś czuję, że będziemy mieli z nią wesoło, ja pierdolę...

    OdpowiedzUsuń
  13. Kasik, roczny berbec... spoko luz, nie ustepujcie. Miska miala to wszystko. lapalam za rece, kazalm sobie patrzec w oczy i tlumaczylam. jak nie pomagalo, to wyganialam do innego pomieszczenia, zeby sie wykrzyczala, bo ja nie lubie sluchac rykow i zastrzegalam, ze moze wrocic, jak sie uspokoi. Jednego tylko trzeba przestrzegac, zeby przedmioty, ktorych ma nie ruszac zawsze byly nie do ruszania. Nie, ze raz moze, a raz nie. Tu lapalam sie na mojej niekonsekwencji.
    na teatralne rzucanie sie dostawalam wewnetrznych spazmow. Mialam je dwa razy. Raz zalatwil ojciec miski solidnym klapsem, a drugi ja zostawiajac ja pod sklepem i chowajac sie za dzrewo. Powiedzialam, ze mamy znikaja, jak dzieci tak sie dra. A jak bedzie sie darla gorzej, to moze mnie nie znalezc.

    ...to pozniej bylo nie pokladanie sie, ale podazanie za mna oraz darcie japy, ze nie kupilam. Im mniej zwracalam na to uwage, tym mocniej sie wydzierala. Az do osiagniecia arii sopranu z opery a la legnica sie klania. malo mi watroba nie zgnila. Chcialam wciagnac ja w brame, strzelic trzy szybkie i zagrozic nastepnymi, jesli sie nie zamknie. Ale z czystej przekory, kto kogo zagnie szlam dalej.

    Tych przykladow bylo wiecej.
    dzis mam to, ze jak mowie, iz nie kupie, albo nie wolno, to nie wolno i basta. Dzis jest starsza, czesto dyskutuje, buntuje sie, ale gdy uargumentuje rzeczowo, godzi sie ze mna. No i wie, ze sa kwestie, kiedy nie popuszcze.

    Kasik, przez to trzeba przejsc. Takie sceny bedziesz miala. Sek w tym, jak sobie z tym poradzicie. Im mniej sie ugniecie, tym lepiej dla Was.
    Dla otoczenia, dla wizji spotkan towarzyskich...:)))))

    OdpowiedzUsuń
  14. A nie nie, nie ustępujemy. Nie wolno to nie wolno i koniec, żadne rzucanie się na podłogę nie działa. Ja w ogóle nie reaguję, puszczam jej ignora, po jakimś czasie uspokaja się i wraca do zabawy. Jednakowoż wkurzające jest to niezmiernie, że gówniarz próbuje nas ustawiać...

    OdpowiedzUsuń