sobota, 3 lipca 2010

Dudek Leonard dziękuje

Minionej nocy nie mogłam spać. Miśka też była niespokojna. Budziła się, płakała i w rezultacie noc spędziła w salonie na kanapie przy włączonym telewizorze. Dudek gdzieś się szlajał, łajdak. Połączyłam się z koleżanką i sobie farmazoniłyśmy.
Nagle usłyszałam szelesty oraz trzaski suchych liści w ogrodzie. Jak nic kocury i worki mi będą rozrywać, pomyślałam. Stoją już trzy worki, a ja ciągle czekam na kosze na śmieci. Miasto obiecało, że będą, ale nie zaraz. Uknułam nawet plan podrzucenia tych worków do kosza przed mieszkaniem wystawionym na aukcję. Dzisiaj się zaczaję.
W każdym razie wyskoczyłam do ogrodu, potupałam nogami, ucichło. Wróciłam do farmazonienia, znów się odezwało. A może to lis? Potrzepało mną ze zgrozy, bo nawet nie mam kija bejzbolowego. Tylko mietłę posiadam, ale tez w ogrodzie. Czyli jestem bezbronna, o psia krew. Zatrzasnęłam drzwi do ogrodu.
Za chwilę odezwała się kocia klapka. O, wraca moja chuja, łypnęłam okiem w stronę kuchni, ale się nie pojawił. A klapka dalej łomotała. Tymczasem koleżanka mówiła i mówiła. Nijak już mi było znów jej przerywać, choć przestałam być w stanie rejestrować o czym mówiła.
Wgramolił się w końcu, a targał ten tobołek dumny jak paw. Położył w progu jadalni i usunął się lekko na bok. Z tobołka posypały się pióra. Stworzenie dychało jeszcze, choć ledwo. Doskoczyłam do niego, znów przepraszając koleżankę, wzięłam na ręce i co teraz? Zaniosłam do ogrodu, by tam wydobrzało lub skonało.
Przed Dudkiem zamknęłam klapkę do rana. Ale wygłaskałam, podziękowałam za dar, a ten turlał sie po wykładzinie jak... dumny facet. Koleżanka wycofała się delikatnie, a ja dalej myrałam mojego myśliwego.
- Nie będzie pieczystego, kochanie, ale jutro przywiozę łopateczkę z rynku. Kota będzie jadła mięsko, obiecuję - rzekłam.

No przeogromnie rozczulił mnie ten jego gest. Oraz to, że tak walczył z tą klapką, by przecisnąć przez nią takiego wielkiego gołębia, który, jak się rano okazało, nie przeżył.

Trochę się tylko boję, czy aby nie będzie tak, jak u Daisy...

Zebrałam pióra, o, żebyście nie myśleli, że ściemniam.

I moja dumna kota:)

9 komentarzy:

  1. no jaki słodziak, trudno uwierzyć :) ech, za to kocham koty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja tylko chcialam powiedziec,ze wzruszyla mnie ta fotka Miski i opis na stronie glownej...
    przecudnie !!!

    OdpowiedzUsuń
  3. ds, wlasnie, trudno uwierzyc:))))

    Foczunia, opis wisi od poczatku, ale foty chyba byly za jasne. A Miska mnie ta poza dzis z kolei mocno rozbawila. Tak skakala po tych poduchach, tak skakala, az padla:))))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha ha ha. Uśmiała się Daisy złowieszczo.
    Teraz Ci się worek z kocimi prezentami rozwiąże :-)))

    Ciesz się, że nie widziałaś żółtej rurki w gołębiu :-))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz racje,foty byly za jasne...poza tym ten opis z ta fotka pieknie wspolgra i poruszyl mnie doglebnie czyt. rozlozyl na lopatki ;)))
    Buziol :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Daisy, a wez...;>:)))

    Foczunia, to bardzo sie ciesze. Czasem cos czlekowi wyjdzie;)))))

    OdpowiedzUsuń
  7. nie,no jesteś NIEDOBRA !!!
    czemu nie pozwoliła zjeść kocurkowi zwierzyny a ?
    no tak sięnamęczył,przytachał do domu a ty nei doceniłaś;>

    OdpowiedzUsuń
  8. Tuv, to byl prezent;> Dla mnie, aaaaaaa!:))))
    Co, mialam rosol koteckowi ugotowac?;>>>:)))))

    OdpowiedzUsuń
  9. prezent prezentem,ale wiesz,koteczek jest dumy bo pańcia zobaczy a potem powolutku,powolutku sobie wszamie;)))))
    Uwielbiaja pod łóżkiem.ło matko ile razy moją Czarną z wróblem nakryłam;>

    OdpowiedzUsuń