środa, 5 maja 2010

Pierwsze śpiochy Wielkiej Brytanii

Noc z niedzieli na poniedziałek jest najgorsza ze wszystkich nocy w tygodniu. Raz, że pierwsza po weekendzie, dwa, że dla innych weekend jeszcze trwa, kiedy ja wychodzę z domu, trzy, że dłuży się niemiłosiernie.
Ta ostatnia zwłaszcza. Nawiasem mówiąc, coś w tym jest, że czas niekiedy płynie wolniej, a niekiedy przecieka przez palce. W poniedziałek rano wczołgałam się do domu z jedną, jedyną myślą - dajcie mi poduszkę. Nawet nie zerknęłam w stronę łazienki. Jakie mycie, kurwa, ja spać chcę. Ostatnimi skurczami nerwów nastawiłam budzik na za półtorej godziny, żeby odstawić Miśkę do szkoły i już mnie nie było. Za pół sekundy budzik zadzwonił. Zawsze dzwoni, nigdy skurwiel nie nawali. Przez chwilę myślałam jaką bajerę wcisnąć nauczycielce, ale zaraz z tego zrezygnowałam. I tak musiałabym wyjść z łóżka, dojść do stacjonarnego, dodzwonić się do szkoły, tłumaczyć.

Dziecko miało focha na cały świat. Dziecko najchętniej nie wychodziłoby do szkoły wcale. Szkoła jest fajna, ale gdyby tak jeszcze przychodziła do dziecka, to byłby maksior gites.

Pojechałyśmy. To, że ulice były puste, jeszcze nie dało mi do myślenia. Zresztą, o jakim myśleniu ja mówię. Nie minęłam rudego faceta z dwoma rudymi chłopcami. Światła na przejściu były wyłączone, a pod szkołą nie stał sznur samochodów.

- Miśka, dzisiaj jest dzień wolny - westchnęłam.
- No wiesz co, to ja mogłam sobie jeszcze pospać! - nabzdyczyła się i zamaszyście założyła ręce na piersi. Dobrze, że ja nie mogłam. Ja lubię spać pół sekundy, żeby potem pojeździć sobie po mieście.

Za to we wtorek rano nawet się umyłam, wyjęłam z zamrażalnika udka drobiowe na galaretę, zaparzyłam herbatę i... Zmogło mnie. Chociaż pół godzinki. Dziewięć minut drzemki... A potem to już była dziesiąta. I nic, zero szaleńczego wyskakiwania z łóżka, madafaków. Tylko ulga, że zaspałam. Odwróciłam się do Miśki, leżała jak trusia. Ileż energii musiała włożyć w ten bezruch , a ile czegoś tam pozaklinać, żeby stara zaspała.

- Zaspałam - usmiechnęłam się.
- To nie idę do szkoły? - poderwała się.
- Nie.
- Hura! Mogę włączyć Shreka? - już stała przy telewizorze.

Coraz więcej siebie w niej dostrzegam...

20 komentarzy:

  1. Izabello, ale to dziedzictwo ma urok, nie? Poza tym, że to, co ona sobie pomysli, ja juz dawno wysrałam;))))

    ade, co hę?:)

    OdpowiedzUsuń
  2. w niedziele mialem cie obudzic , dzwonilem a nic , znow jakas sekretarka..... przynajmniej ta nie spala :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Telefon byl w kuchni, zupelnie nie chcialo mi sie schodzic, przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem zdarza mi się z pełną premedytacją zaspać do pracy, jak znieczulam okulistykę, bo oni zaczynają o 9:30 a nie o 8:30. Niby godzinę dłużej mogę pospać i wstać o 7, ale już o 6 nie śpię... Budzę się przed budzikiem. Cholery można dostać...

    OdpowiedzUsuń
  5. hę, bo znam te tanie numery;))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Przynajmniej się wyspałaś, dziewczyno! A szkoła jest dla głupich, więc Miśka nie musi :-D

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiem co czuła Miśka jak tak leżała jak trusia... Ja tak ostatnio często leżę i się modlę żeby Gnida jeszcze chwilę pospała i żebym jeszcze przez chwilę nie musiała się ruszać, budować wież z klocków i utulać bo właśnie jakaś noga od stołu śmiała ją uderzyć w dowolną część ciała;)

    OdpowiedzUsuń
  8. ale Ty jesteś prosię Athina! szczujesz kiciola miensem a sama zaczajasz się z aparatem?!

    OdpowiedzUsuń
  9. aaaaaaaa no jak możesz kota tak wodzic na pokuszenie ?!? :))))

    OdpowiedzUsuń
  10. Oesu!
    DUDEK GOTUJE ?????
    :-))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  11. Hehehehehehe :-)

    Przed chwilą przylazł tu Dochtór i zajrzał mi przez ramię kiedym podziwiała (po raz setny) Dudka nad deską.

    I nagle zdziwienie : " Gdzie to zdjęcie robione ??? Przecież nie w naszej kuchni ? To co tam robi MORYC ????? "

    :-)))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  12. proba, bo mi komenty nie wlaza!

    OdpowiedzUsuń
  13. Daisy, no bracia, nie?

    Bardzo mi sie ta sytuacja podobala i nawet udalo mi sie ustrzelic tym spoznialskim aparatem.
    Miska do mnie, ze ona pokroi i da. Krzeslo, deska, noz te sprawy i...Poszla sie odlac. To ile bedzie kocina c zekal, nie?:))))

    OdpowiedzUsuń
  14. Aha, i nic nie szczuje, bo to jego bylo:)))) Pani w kurach pracuje, to ma kotu cycka zalowac?:))))

    OdpowiedzUsuń
  15. boshe ty nawet na obudzonym stanie marudna jestes :D:D:d qusfa nie wiedzialem :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Nawet? A kiedy ja Ci tak marudze, he? Sam na urlopie siedzisz i nie kumasz, ze ktos rano idzie spac:P Egoista:P:P:P

    OdpowiedzUsuń