poniedziałek, 3 maja 2010

Naucz się mówić, mamo.

- Mamo, wiesz jak jest statek po angielsku?
- Ship
- Nie, bo byut (fonetycznie)
- Bełt? Kojarzy mi się to z czymś innym.
- Nie bełt, tylko byut!

Igrek jakis taki pomieszany z "e"... Nawet nie staram się tego naśladować. Musze jednak przyznać, że angielski podoba mi się bardziej niż amerykański. Jest w nim elegancja i zarazem prostota.

- Płacę za dens klab - powiedziałam innym razem do pani w szkolnej recepcji. Popatrzyła na mnie cokolwiek zdziwiona, a ja tym samym na nią.
- Dens klab - powtórzyłam.
- Danc klub - poprawiła mnie uprzejmie się przy tym usmiechając.

Jadąc z Miśką do miasta, pizgłam ot tak, przed siebie:

- Aj nid som łoter.
- Łota, mamo łota, jak ty mówisz?
- Tak, jak umiem - warknęłam, bo to staje się nie do zniesienia.


Chyba zapiszę sie do szkoły. Nie będzie mnie ta smarkula na każdym kroku obśmiewała:)))))))

10 komentarzy:

  1. popłakałam się ze śmiechu!

    OdpowiedzUsuń
  2. ale super,że MIśka robi takie postępy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mysle, ze to kwestia osluchania:) Mnie sie z kolei bardziej podoba amerykanski angielski, bo jest swobodny. Jak slysze angielski angielski to mam wrazenie, ze osoba mowiaca ma styl od lopaty w gardle:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. o boże. mnie czeka to samo, a ja się nigdy w życiu nie nauczę rozróżniać tych ichnich czterech rodzajów e. ja też wolę brytyjski angielski.

    OdpowiedzUsuń
  5. Brytyjski jest piękny i godny. Uwielbiam słuchać. Daisy ślicznie mówi :-)
    Amerykanie gulgoczą byle jak, z tym że prosto.

    To norma, że dzieci poprawiają rodziców, więc się przygotuj na więcej. Będzie ciężko!

    OdpowiedzUsuń
  6. ade, Tobie to tylko palec pokazać, smieszko:))))))

    Too-tiki - jestem taka dumna, że pękam:)))

    Stardust, właśnie o to osłuchanie chodzi. Brytyjski jest staranny i ładny dla ucha, acz amerykański lepiej rozumiem. No i na moje ucho to właśnie Amerykanie mają kluski w gardle.;)

    ds, z tymi "e: faktycznie masz przekichane. Jak tylko TO zacznie sie u Ciebie, załóżmy koło matek mówiących po swojemu, niech się smarkacze wściekaja, a co! Stać nas własny akcent:))))

    Sze, ech, od Daisy dziela mnie lata swietlne:)))

    Ta, przygotowana już jestem. A wogle, to niech sie nie mądraluje, niech powie bez zająknienia "Sonntagnachmitagsspaziergang";>:)))))

    OdpowiedzUsuń
  7. sze, tam jedno "t" zjadłam z pośpiechu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Coraz rzadziej niestety można usłyszeć prawdziwy angielski akcent. Uwielbiam brytyjskie stewardesy po czterdziestce. One dopiero mówią...
    Ucz się cholero od dziecka, ucz, to Cię może do telewizji wezno na spikierke. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. du, sie będę uczyć, ale ja mam radiowo urodę. To tam się będę pachać, co?

    OdpowiedzUsuń
  10. Well, actually to statek to JEST ship. Boat to jest łódź. I niech się smarkula nie mądrzy, bo ciocia Kredi Englisha uczy w szkole i wie :-)

    OdpowiedzUsuń