sobota, 24 kwietnia 2010

Tablica dostała kamfory.

Plany na wczoraj miałam dość sztywno ułożone. Odebrać dziecko ze szkoły, opłacić jej klub komputerowy (niech się uczy, bo z tej samouki wyszło ostatnio tyle, że wyłaczyła mi odbiornik routera i za chiny nie mogłam sobie sama z tym poradzić), klub cinema oraz tenis. Następnie pojechać na plac zabaw, koniecznie ten w centrum ciapackiej dzielnicy, bo jest duży, ma mnóstwo huśtawek zamków, ślizgawek oraz piaskownicę, a w drodze powrotnej wstąpić do Doroty po pocztę.

Ponieważ spałam tylko trzy godziny, trzeba było zaopatrzyć się w napój energetyzujący. Litrowy, bo co to jest dla mnie jedna mała puszeczka red bulla, albo nawet dwie. Wracając ze sklepu do samochodu jeszcze lekko skołowana przystanęłam i jęłam baczniej mu się przyglądać. Jakiś taki łysy był z przodu. Jak nic, czegoś mu brakowało, tylko czego? Czas mnie gonił, zaraz mieli zacząć wypuszczać dzieciarnię. Podeszłam bliżej i, wytrzeszcz rzucił mi się na twarz. Zniknęła tablica rejestracyjna, albo jak tatuś mawiają - dostała kamfory, hehe.

Natychmiast ogarnęła mnie panika, gdzie w Anglii załatwia się takie rzeczy? Mimo wszystko wsiadłam i pojechałam po dziecko, co mi tam, pomyślałam, przecież mogłam nie widzieć, nie? Na PANDĘ!
Pod szkołą wpadłam na genialny pomysł, że nie będę kombinować z wycinaniem kartonu, malowaniem mazakiem, bo ja z Polski jestem, a nie z... No właśnie, nie można nikogo obrażać. Nie ma krajów lepszych i gorszych i zapamietajcie to sobie, hehe! Zapytałam jednego faceta, za którym zaparkowałam gdzie co i jak. Ano tam i tam, wie pani gdzie to jest? Mniej wiecej. Pojechałam we wskazanym kierunku, ale żadnego garażu nie zobaczyłam. Zobaczyłam za to stację benzynową. Podjechałam, wysiadłam, tankujący Anglik krzyknął do mnie, gdy szłam do sklepu, że nie mam tablicy. Pan żartuje, a, rzeczywiście i co mam teraz zrobić, gdzie? Zawrocić, na rondzie w prawo i tam jest sklep, tam robią.

Tam też nie mogłam znaleźć, ale koniec języka za przewodnika. Trafiłam, należało pokazać dowód rejestracyjny, prawo jazdy, zapłacić 9.99 i gotowe. Na przylepce się to przyczepia, a to znaczy, że za miasiąc pewnie znów kupię nową, bo jak to ja, przykleiłam krzywo i z jednej strony odstaje. Albo poprosze jakiegos miłego pana, żeby mi przyśrubował.

Notka ma w sumie na celu zwrócenie uwagi na to, że właśnie przez takie wypadki człowiek uczy się gdzie i jak załatwić sprawy oraz, że jak się chce, to samemu można wiele. A w pierwszej chwili chciałam dzwonić do kumpla i zrobiłabym to, gdyby konto w komórce nie było puste. Tymczasem satysfakcja jest o wiele większa, bo sama na obczyźnie i w ogóle och, ach:)))))

12 komentarzy:

  1. no dzielna dziefszynka no!:))

    OdpowiedzUsuń
  2. ta PANDA nieodmiennie mi się podoba, a Ty jestes dzielna i już:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Athi -> no co? ja bym zgłupiała. I dostała zawału:P


    p.s. a PANDE ma moja Siostra, pomarańczową, fiata pandę w sensie;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Too-tiki jestem jak wilk w lesie. Jak se nie upoluje, to miec nie bede. Doswiadczenie, doswiadczenie i jeszcze raz oraz sila;))))

    ade, srawalu bys dostala. Szybciej bys miala te tablice ode mnie:P

    OdpowiedzUsuń
  5. silikonem tablice zaraz przykleic... ;) :)))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Stara prawda :-)
    I mniej energii się marnuje niż wymyślanie kto i jak może pomóc.

    OdpowiedzUsuń
  7. brawo! to u nas 40€ za dwie, ale nitami od razu przyczepiają.

    OdpowiedzUsuń
  8. Potrzeba jest matka wynalazku:))

    OdpowiedzUsuń
  9. A w Polsce to byś nie załatwiła tego tak ot. Jak się gubi tablicę albowiem to się jedzie do wydziału komunikacji, po drodze jeszcze na policję trzeba zgłosić, dostaje się tablice tymczasowe, a po jakimś czasie dopiero duplikat bo oni wysyłają zamówienie do producenta. Zawracanie głowy.

    OdpowiedzUsuń
  10. ds.... Nitami ??? jo takie wlasnie te Nity kiedys chciol ... no te zolte tablice sciongnonc bo urzednik zadal... No jak bez wirtarki???

    OdpowiedzUsuń