czwartek, 18 lutego 2010

Sa ludzie, ktorych wyjebalabym w kosmos.

Laguna ma chory przegub, sprawa jest powazna, ale bede ja leczyc. Nie jest wyjsciem odstawic moja przyjaciolke na cmentarz, kupic nowego grata, w ktorym chuj wie, co bedzie siedzialo. Poza tym zmiana ubezpieczenia na nowe auto, chuje muje wyjdzie mnie drozej, niz rehabilitacja zlamanej nogi. No. Wlasnie zadzwonili z warsztatu. Jakbym sciagnela ich myslami. 250. Dobrze. Na mniej i tak nie mialam co liczyc.

Zmienilam adres zamieszkania w co wazniejszych dla mnie instytucjach. Ravenue, matka karmiaca przyjela zgloszenie, zmienila, pozdrowila. Homefinder okazala sie kokoszka. Wyslalam im wiadomosc mailowa o godzinie 20.10 , ze oto zmienilam miejsce zamieszkania, bo pod wczesniejszym adresem nie moglam dluzej zyc. POL GODZINY pozniej otrzymalam odpowiedz, ze natychmiast mam sie skontaktowac pod nr ten oraz ten celem uzgodnienia wizyty, a jak nie mam gdzie obecnie spac, to podaja mi numery telefonow przytulkow. Opiece nad samotna matka nie ma tutaj konca, naprawde. Zeby bylo jasniej, do Homefinder'a zglosilam sie na poczatku pazdziernika jako osoba bezdomna, przygarnieta przez przyjaciol. Kilka dni pozniej przyszedl do mnie opiekun, wreczyl numer oraz haslo logowania sie na ichnia stronie celem przebierania w ofertach.

Jakies trzy tygodnie temu otrzymalam juz konkretna propozycje mieszkaniowa, ale to szmat drogi od Miski szkoly. Odmowilam. Nie moge zmienic jej teraz szkoly. Jest na etapie nauki jezyka, zzyla sie z nauczycielkami, kolezankami i uwazam, ze zmiana bylaby dla niej ciosem. Zrozumieli, podziekowali za list, ktory napisala dla mnie Daisy z Dochtorem, slicznie dziekuje:) Przynajmniej teraz otrzymuje oferty w obrebie szkoly.

Zarejestrowalam tez dzialalnosc. Trzeba sie wziac ostro za realizacje planow, bo idzie wiosna. Dobry czas na remonty domow itepe. "athina cleaning" sie firma zwie. Nic innego nie przyszlo mi do glowy.

Praca w kurskiej fabryce osiagnela faze pelnej padaczki. W tym tygodniu pracowalam tylko w poniedzialek. We wtorek moj menadzer od siedmiu bolesci powiedzial, ze dzisiaj niestety nie, bo musi wziac inne osoby. Rozumiem, zamowien jest mniej, a co za tym idzie zmniejszylo sie zapotrzebowanie na pracownikow agencyjnych. Zyc chce zas kazdy. We srode zakomunikowal mi, ze bedzie jakas kontrola i zabiera tylko tych, ktorzy dlugo pracuja. Ja bagatelne cztery miesiace. Dodal, ze on nie ma wplywu na liste pracownicza, bo dopiero poznym popoludniem dnia poprzedzajacego otrzymuje ja z agencji. Westchnelam tylko, ale zapytalam jak to jest, ze Ewelina i Anita pracuja po cztery dni w tygodniu.
- To sa uklady, ktorych nie umiem przeskoczyc.- Ugryzlam sie w jezyk, bo moim zdaniem te uklady nazywaja sie klepaniem po dupie! Ewelina wrocila z urlopu, a wraz z nia stare dzieje.
Dziasiaj rano uslyszalam: - Jutro na pewno pani pojedzie - ozesz kurwa, czyli musisz miec wplyw na liste, skoro dzis rano mi mowisz, ze jutro pojade!
W poludnie zadzwonilam do agencji pod pretekstem zmiany adresu, odebral mily Anglik. Lubie go, jest bardzo konkretny. Zapytalam tak bajdelej kiedy agencja wysyla do menadzerow listy pracownikow. Odpowiedzial, ze oni nie maja z tym nic wspolnego, to menadzerowie je przygotowuja. I tu mna zatelepalo. Oswiadczylam, ze trzeci tydzien pracuje po dwa dni w tygodniu, a inni po cztery i czuje sie przez to dyskryminowana. To jest dla Anglika magiczne slowo. Obiecal powaznie porozmawiac z moim menadzerem od siedmiu bolesci.


Ale to wszystko pipa w porownaniu z zatkanym kiblem. Przed weekendem woda schodzila mniej wiecej jak wchlaniajacy sie w skore balsam. W piatek nasz landlord obiecal kogos podeslac. Nie podeslal. Zaczelismy wstydzic sie chodzic do kibla, bo fekalia plywaly sobie po muszli niczym statki. Potem opadaly, chowaly sie w rurze i tak w kolko. Zaczelismy na powaznie rozwazac wykopanie dolka w ogrodzie, albo podpiecie sie pod Dudkowaj kuwete! Panek probowal cos dzialac szczotka do szorowania butelek, bezskutecznie. Nikt ze znajomych nie mial spirali. We wtorek zadzwonilam do agencj, by szarpac sie z tym hinduskim cwaniakiem. Mocnym argumentem bylo dziecko, jak zreszta zawsze. My moglibysmy dla niego srac nawet do komina. Zaznaczyl jednak, ze jesli w rurze znajdzie sie cos, co nie powinno sie tam znalezc, obciazy nas za usluge. Olalam pogrozki, bo Jola z racji wieku ma to juz za soba, ja mam zbyt wysoka kulture osobista, by cos takiego robic. Moj kiedysiejszy facet, Niemiec byl monterem, przepychal tez kible jak zaszla potrzeba. Stwierdzil on razu pewnego, ze wszystkie baby wrzucaja te sprawy do muszli. Odcielam sie siarczyscie, ze chyba tylko Niemki!
Poznym popoludniem przyszedl mlody ciapak. Otworzyl klape przed domem, poszturchal kijem kleby papieru i wykrzyknal, o, podpaska! Bylismy na to przygotowani, bo podejrzewalam, ze hinduski cwaniak zapragnie zrzucic na nas koszty operacji. Stojac wiec przy nim ryknelismy, ze jaka podpaska, ze slepy, czy jak? Wobec tego na razie jest cisza, nie zadzwonil do mnie z zadnymi rewelacjami.


Kilka dni przed zatkaniem sie kibla zaczal nam wyc alarm ogniowy. Zeby bylo smieszniej, bez powodu. Wyl i wyl, nijak nie mozna go bylo wylaczyc. Pan landlord nie zapodal kodu, bo co mu tam. Miska mocno sie przestraszyla, ja wpadlam w szal. Zadzwonilam do tego kutasa, a on, ze teraz nie moze gadac. Tak? Dobrze. Wezwalam straz ogniowa. Byli za piec minut na sygnale, choc jestem pewna, ze wspomnialam, iz sie nie pali, a wyje. Wpadlo trzech roslych, dowcipnych Anglikow. Wymontowali zepsuty czujnik, wylaczyli cale urzadzenie. Z dzika rozkosza wykrecilam numer komorki Hindusa i podalam sluchawke strazakowi. Nazajutrz przyszlo dwoch ciapakow do sprawnego pieca gazowego. Cycki mi opadly tym bardziej, ze o alarmie nie wspomnieli ni slowem, a do tego polamali drzwiczki od szafki, w ktorej rzeczony piec wisi. Zglosilam. Sze, Hindus ma na imie Ash, buahahaha!

Dzwonek kurwa nie dziala, szybka w drzwiach wejsciowych jest kurwa peknieta, liczniki gazu i pradu na zewnatrz nie zabezpieczone drzwiczkami, wisza kurwa kable. A on ma to w dupie. Ale niechby sie Jola z zaplata za czynsz spoznila. Ojacie! Do Arsch z Ashem!

Nic to, wazne, ze moja Lagunka jutro wraca do domu!

8 komentarzy:

  1. Ash-cash! Czyli "prochowe" około 70 funciaków. Taką kasę dostaje lekarz za wystawienie aktu zgonu. Jessuu! Byłbym bogaczem normalnie.

    A ten cały Ash z asha powstał i w kał się obróci. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. pisz kobieto, pisz - nic tak nie poprawia humoru jak Twój zarażający optymizm

    OdpowiedzUsuń
  3. aaaaaaa
    i pacz pani kurka,jakiś hinduski AS na pani zarabia , jakispotyrpany menager nie pozwala zarabiać , no nic tylko z bejsbolem iść miedzy ludzi;>
    A ta zmiana adresu zamieszkania to ewakuacja od hindusa czy raczej niestety wprowadzka do niego?

    OdpowiedzUsuń
  4. ja cię na razie podziwiam że sobie radzisz

    OdpowiedzUsuń
  5. Du, na pewno w kal:)))))

    Izabello, wiosna idzie, bedzie jeszcze lepiej:))))

    Tuv, sie wprowadzilam w listopadzie, tylko teraz oficjalnie zmienilam adres.

    Odwodnik, a mam inne wyjscie?;)))

    OdpowiedzUsuń
  6. wszyscy sie wprowadzaja i wyprowadzaja , no qusfa jakies wandrowanie>??? no to co mi tesz przysluguje ;) Tysz sie przeprowadza i spokoj byndzie :D A godolech ze przeglob???

    OdpowiedzUsuń
  7. cholera, "athina cleaning", babo - kolejny raz mam opad szczęki z wrażenia i stwierdzam że jak coś kiedyś mi się zacznie znów wydawać że nie dam rady, to przyjedź mnie walnąć wałkiem w głowę, masz prawo.
    nie miałam pojęcia że tam taki socjal z tymi mieszkaniami. tu jednak tak od ręki nie pomogą, acz też nie mam prawa narzekać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Twardym trza być, nie mientkim ;-)
    A że sobie radzisz? Zieeeeeeeeeeeew.

    :D
    Ściski i cmoki.

    OdpowiedzUsuń