poniedziałek, 4 stycznia 2010

Po (w) Nowym Roku.

Nie bylo w Sylwestra zamowien dla Jej Wysokosci, a jednak poszlam do pracy. Menagerka powiedziala mi tylko, ze wobec braku personelu nie bedzie mogla skreslic mnie z listy, jako osobe niepotrzebna tego dnia. Mam z nia ciche uklady. Agencja zas moglaby odebrac to, jako totalna ignorancje z mojej strony i dla przykladu nie brac mnie przez dwa kolejne tygodnie do pracy wcale.

Kasia mnie uratowala, pozyczyla mi bowiem starsza corke, pietnastoletnia Andzelike na noc i dzien pracy. Kurwa, wyjezdzalismy z domu po czwartej nad ranem. Boli mnie na samo wspomnienie. Z Andzelika przyjechala Paulina, dziewiecioletnia siksa. I co sie stalo? Ale zaraz, zaraz, najpierw o tym, ze ja wyszlam z domu na umowiona wczesniej zmiane kola w warsztacie. Piecze nad bachorami sprawowal Marek. Bachory zlapaly za Dudka, zamknely sie w pokoju i kot mialczal. Marek interweniowal, wyrywal swojego kumpla z ich lap i tak w kolko. Miska nie meczy Dudka, Serafina juz ja nauczyla, ze kot, to nie zabawka. Paulina zas wieszala sie na nim do porzygania.
Kiedy wrocilam, w progu dobiegly mnie pretensje Miski, ze Dudek nasikal na jej materac. Kupilam jej materac z barbie, ktory wklada sie w spiwor. Zeby miala dla goscia, a sama w nim spala, bo taki ladny przeciez. I Dudunio, madry moj kotek, wzial sie byl i zejszczal na jego srodek. Nie jakas tam cienka strozka, dla postrachu, jeno morzem smierdzacego szczocha.
- A co ja mowilam?! - ryknelam tez od progu. - Ze kot, to nie jest maskotka, tak?! Dobrze ci zrobil, malo ci zrobil! - Jak za dotknieciem rozdzki, Dudus mial spokoj przez caly pobyt Pauliny w naszym domu. Ba! Marka dzieci, odpowiednio postraszone, tez nie wlazily mu w droge.
Dudek jest pieknym i mlodym kotkiem, nawet mnie lapy swierzbia, zeby go zlapac, wysciskac i wycalowac, ale ja se czasami moge. Chwilami mam juz dosc tlumaczenia na kazdym kroku, co i jak.
Rycze na te dzieciaki i jestem jedza.

Ale to sie wlasnie zmienilo, facet, ktory zawsze mial psy i nie przepadal za kotami. Uwaga, bo ich nie znal, zakochal sie w Dudku do nieprzytomnosci, oraz z wzajemnoscia. Obejrzelismy wszystkie animacje z cyklu "Kot Simona", tarzalismy sie ze smiechu i nagle eureka.
- Dudek jest taki sam, on tez robi te rzeczy, a teraz rozumiem po co! - wykrzyknal Marek.

Pokazalam mu, jak kot sie cieszy, gdy wracamy do domu, gdy sie budzimy, gdy prosi o chwile czulosci. Jak on nas piesci i piastuje oraz czuwa nad naszym spokojnym snem.
Stalo sie tak, ze jestem Dudka kobieta do podawania, przynoszenia, a kumpla i ukochanego panka ma w Marku.
- Gdzie byles, dziadu, czekalem na ciebie.- Czule odezwal sie Panek, gdy kot wrocil po kolejnej eskapadzie, dzien przed Wigilia. Serce mialam skolatane, juz sie balam, ze stary rok splata mi figla. Przyszedl (kot) - mokry, brudny i glodny. Dziadyga. Panek skakal kolo niego, jak kolo jajka. Nie chce sie powtarzac, ale faceci podobno nie przepadaja za kotami, nie?

Jedna sytuacja rozchichrala mnie strasznie. Wieczor, te sprawy, mamy obejrzec film. Przychodze spozniona, wciskam sie do lozka, narzekam, ze mao miejsca, ze sie przesun;
- No juz, czekaj, uwazaj, bo tu Dudek spi - taaaaaa.

Zostawmy facetow i przejdzmy znow do mojego zycia zawodowego. Sylwester w pracy byl hgfbtcgfhsfghflhjgllerughlvdjjghl, no, teges. Ale przezylim. Najgorsze bylo podczas przerwy. Ide sobie, podskakujac niemal w euforii, ze polmetek mam za soba, a moja menagerka, stojac z kilkoma pracownikami w koleczku - tak sobie, jakby to bylo najnormalniejsza rzecza na swiecie, oznajmia mi;
- Pani Athino, pracujemy w niedziele - i wtedy trafil mnie szlag. Dostalismy grafik na czas swiat. Ta niedziela miala byc wolna. Kurwa, pracowalam w poprzednia. Tymczasem fabryka zdobyla jakies zamowienia i nikt mnie nie pyta, czy ja moge. Ktos mi oznajmia, ze musze. Wyprostowalam sie, jak struna i odrzeklam;
- Dobrze, to pracujcie - ogolny rechot wyssal menagerce rumience na twarzy. Nie poszlam. Jestem samotna matka, tez musze sobie jakos te opieke nad Miska poukladac. Jesli ode mnie wymaga sie, ze mam dwa dni wczesniej zglaszac planowana nieobecnosc, ja wymagam tego samego. Gdybym chciala, to bym wszystko zorganizowala, ale dla zasady tego nie zrobilam. Nawet balam sie dzis, ze zlosliwie nie wezma mnie do roboty, ale wzieli.

Sylwester? Mial byc spokojny w domowym zaciszu, ale zadzwonili, zaprosili na petardy o polnocy. Taksowka, z banda bachorow pojechalim strzelac z kapiszonow na podworku. Wrocilismy po czwartej, bachory wstaly po siodmej. Skad, kurwa, one maja tyle energii? Ale ja wiedzialam, ja to czulam odmawiajac pracy w niedziele. Jeszcze z tydzien wolnego bym chciala, gdyby sie dalo...

6 komentarzy:

  1. Ale reszta gitara!
    Poczekaj aż chłop zacznie biegać na czworakach za Dudkiem i pytać czy fofa tatusja ;-)
    Spoko, przyjdzie.
    :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Kot sobie nie da w kaszę dmuchać, oj nie :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. ;))))

    no ale z tą pracą to PRZEGIĘCIE , masz tupet i sądzę że dobrze to im zrobi:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesli kiciolek zaakceptowal "pancia" to znaczy, ze jest git!
    Moja Ruda to kawal nieufnej kocicy, sciskana w dziecinstwie "do skichania" przez Pierworodna, nie daje sie nikomu wziac na kolana. Ba! poglaskac ja bez uprzedzenia jest niemozliwym wyczynem. Jesli to sie komus udaje, znaczy, ze jest git!

    OdpowiedzUsuń