niedziela, 27 grudnia 2009

Takie tam noworoczne.

Kurska fabryka zdecydowala, ze bedziemy pracowac w niedziele, w poniedzialek i tak az do Sylwestra wlacznie.
Dzizas, kurwa, ja pierdole, zebyscie widzieli twarze tych ludzi dzisiaj rano. Pomarszczone i zle. Mowili tez rozne rzeczy; ze to zbrodnia, masakra, syf jakis, bezdusznosc, bla, bla. Ubaw po pachy.

Najlepszy jest jednak Sylwester. Produkcja ma sie rozpoczac o godzine wczesniej, a kuku, o piatej rano. Wyjechac z domu nalezaloby o czwartej. Ja mialabym Miske, ktora ma obecnie ferie, o tej godzinie zawiezc do Kasi. Kasia by wstala do dziecka o czwartej i poszla spac o dwudziestej. W Sylwestra. Buahaha! Najnormalniej w swiecie odmowilam pracy w ten dzien.
Zapowiedzialam juz z jakich przyczyn i moja menagerka ma zrobic, co w jej mocy, by mnie wykluczyc, ale to zalezy od ilosci zamowien. Dzizas, i tak nie pojde, nawet gdybysmy robili zamowienie dla Jej Wysokosci. Przeciez nie zostawie dzieciaka samego w domu.

Po Nowym Roku otwieram wlasny biznes. Rozreklamuje sie w agencjach nieruchomosci, ze sprzatam domy po remontach. Zobaczymy, co z tego bedzie. Moge miec wlasny biznes i na poczatku pracowac w fabryce. Potem oczywiscie nie bede miala czasu na kury, bowiem zleceniom nie bedzie konca...

To co? Zeby nam sie wiodlo w Nowym Roku, zebysmy byli zdrowsi, szczesliwsi, pieknejsi, madrzejsi... Nalezy nam sie, nie? Aha, i takiego kota Wam zycze, jak Dudek. Dzis zostawilismy na meblach kuchennych pieczona karkowke, nie ruszyl. Bo Dudek nie kradnie. Ciekawe co Sze na to, ze taki dumny, czy taki glupi?
Caluje Was mocno.

sobota, 26 grudnia 2009

Dwie Agnieszki.

"Kiedy powiem sobie dosc
A ja wiem, ze to juz niedlugo"
...
"Odejde cicho, bo tak chce
Ja wiem, ze bede wtedy sama,
Nikt nawet nie obejrzy sie
Ja wiem, ze bedzie wtedy cicho"

Zajrzaly mi w dusze dwie Agnieszki.
Ta spiewajaca wydarla z piersi slowa, ktorych nie umialam wykrzyczec.
Ta moja upomniala sie o milosc, pamiec, cos, czego nazwac nie umiem.
Lampion, zrobiony przez Julke, spadl mi pod nogi. Sam.
Nastepnego dnia rozprysl sie przede mna talerz. Sam.
- Jesli tu jestes, daj mi znak.- Nic.
- Kocham cie.- Nic.
- Tesknie za toba. Nic.
A jednak ja czuje i w glowie mam refren:
"Czy warto bylo szalec tak, przez cale zycie
Czy warto bylo spalac sie, jak ja
Czy warto bylo kochac tak, az do bolu
Czy moge odejsc sobie juz"
Chylinska mnie normalnie rozmagnetyzowala. Leze jak scierka i slucham oraz kurwa nie wiem, ktora Agnieszka do mnie spiewa. Kryste!

sobota, 19 grudnia 2009

Dudkowa straszna noc.

Skoro swit, bo o czwartej obudzil mnie jakis niepokoj wewnetrzny oraz zajebiste suchoty w pysku. Suchoty rozumialam, wszak w piatkowy wieczor tradycyjnie spozywalam. Niepokoju zas nijak nie moglam sobie wytlumaczyc.

Zeszlam do kuchni, rozejrzalam sie za czyms mokrym i wzrok moj zatrzymal sie na koli lajt. Podczas picia jakos nie opuszczalo mnie uczucie braku czegos. Cos bylo nie tak... Jakis kot mialczal przerazliwie za drzwiami kuchennymi. W ogrodzie biedaczyna plakal. Jakis zablakany? Kurwa, o czwartej nad ranem? Zerkne, pomyslalam, nakarmie. Chwytajac za klamke dotarlo do mnie, czego mi brak. DUDEK! Nie zszedl ze mna do kuchni, nie spal mi na cycach. Kocisko wpadlo do domu zimne, glodne i spiace! Kita w pajeczynach jakichs. Kryste.

Nie wiem, jak to sie stalo. Chyba wyszedl za mna, gdy doladowywalam gaz. Ciemno bylo, pozno. Ale zeby nie spostrzec pozniej braku kota w domu? Wstyd! Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.

Mam za to satysfakcje, ze wszystko w misce bardzo mu smakowalo. Krzeslo bylo miekkie oraz kaloryfer goracy. Sze, nie bij! Pomysl o tym z innego punktu siedzenia, Dudek zobaczyl czym pachnie wolnosc oraz spi do teraz. Nie bij. Wojak Szwejk, kurwa, smieszno i straszno...
No i chlopaki nie placzo...

czwartek, 17 grudnia 2009

Mam...

Jest, mam wlasny komputer bez polskiej, kurwa, czcionki. Mam wlasny internet i telefon stacjonarny. Znaczy numer mam, bo aparatu jeszcze nie kupilam. Telewizje kablowa tez mam, ha! Trzy w jednym. Znaczy jestem online, a nie mam czasu, by przy tym kompie posiedziec.

Amor mnie ustrzelil. Mnie, zatwardzala singielke. Niedowiary. Miska mi przygruchala mezczyzne. Dziecko jest najlepszym specem od ludzi. I nawet nie napierdala go szabelka, jak Potomek Stardust. Ale jest zazdrosna o moja uwage. Coz, poradzimy sobie z tym.

Troche zaparlo mi to wszystko dech, przyznaje. Zaskoczylo, ale przeciez po pieciu latach samotnosci powinnam byc na to przygotowana, prawda? Ilez razy marzylam o tym, ze w koncu spotykam kogos, komu moglabym zaufac los moj i mojego dziecka. A teraz normalnie zaparlo mi dech. I co Wy na to?