niedziela, 29 listopada 2009

Na nowym.

Tydzien temu zmieniłyśmy z Miśką mieszkanie. Życie u Doroty od jakiegos czasu stało się nie do zniesienia. Ciagły brak ciepłej wody, ziąb w domu jak skurwysyn. W pokoju miałysmy grzejnik, ale co z tego? Zejscie do kibla w piżamie było szokiem termicznym. Miśka dwa razy mocno się przeziebiła, ja raz, ale skutki czuje do dziś.

Najwiekszym problemem był ale brak swobody dziecka w tym domu. Pisnąć nie mogła, bo cicho! Jej podśpiewywanie pod nosem kończyło sie burą. Wielokrotnie podejmowałam z Dorotą dialog, że tak nie można, że nasze nocne rozmowy są po stokroć głośniejsze i jakoś nikomu to nie przeszkadza. Potem było kilka dni spokoju i znów to samo.

Żeby było jasne, Miśka nie jest upierdliwym bachorem. Nie skacze, nie wrzeszczy, bezczelnie nie włazi do cudzych pokojów, nie dominuje. Miałam ciagle wrażenie, że ona przeszkadza, bo jest dzieckiem i już. Nikomu nie wadziła, tylko Dorocie.

Mała unikała jej jak ognia. Zrozumiałam, że babsko zaszczuło mi dziecko i należy spierdalać. Nie zrobiłam tego wcześniej ze względu na babcię Stefanię, która odprowadzała Miśkę do szkoły. Wychodzę z domu za dziesięć piąta rano. Jednak tydzien temu, po kolejnym ataku nie wytrzymałam. Nie było już dialogu, tylko mój wrzask, żeby odpierdoliła się w końcu od mojej córki. Następnego dnia już miałam gdzie się wyprowadzić. U Joli, koleżanki z pracy zwolnił się pokój, a na dodatek drugi malutki stoi pusty. Malutki i różowy, dla dziewczynki, dla Miśki. Dudek lata sobie po całej chacie swobodnie i kiedy mu się zechce. Jest ciepło, czyściutko, domowo i bezpiecznie. Na dodatek babcia zgodziła się co rano przychodzić po Miśkę i odprowadzac ją do szkoły, bo nie jesteśmy daleko. Misia rano nie zostaje sama, w trzeciej sypialni śpi Marek, pracujacy na popołudnia też w naszej fabryce kur. Ma dwie córeczki, z którymi Miśka wczoraj się poznała. Odwiedzają tatę. Polepszyłam sobie i jest nam dobrze.

W pracy ostatnio mamy więcej wolnego. Niestety, jest mniej zamówień. Przed świętami wiekszym popytem cieszą się indyki. Ale zostanę tutaj, bo wiem, że mimo wszystko ta robota bedzie i po świetach. W innych fabrykach okres bizi skończy się wraz z Bożym Narodzeniem i agencje pójda na bruk aż do wiosny. Ostatnio stałam z Jolą na linii, gdzie sortowałyśmy "nóżki" od skrzydełek. Jedna nóżka wpadła mi do kalosza. Jola wyjmując mi ją powiedziała:
- No co ty? Na to się łasisz? Na tym nawet zupy nie ugotujesz, babo! - Bekę miałam do końca dnia.
Wyobraziłam sobie bowiem, jak dzielę tę nóżkę między mnie, Miśkę, kota, a na kości gotuję zupę. Ja pierdykam!

Teraz będę częściej tu zaglądać, bo Jola pozwala mi korzystac ze swojego mini laptopa. Jakież to jest malutkie gówienko, ale jak cieszy, bo ma łączność ze światem.
No, idę dalej cieszyć się atmosferą w domu:)

6 komentarzy:

  1. No! To ja się berdzo cieszę, naprawdę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawno do Ciebie nie zagladalam, ale jakze cieszy mnie powrot Twoj na lono internetowych maniakow:) W kazdym razie wspolczuje pracy w "fabryce kur" :(:(:(:(:( Juz czuje ten zapach i mdli mnie po dzisiejszym rosole :(:(:(:(:(:(

    OdpowiedzUsuń
  3. dobrze, ze sie uwolnilas od toksycznego mieszkania:))))
    Zwizuwalizowalam sobie Ciebie, Miske i Kota wyrywajacych sobie truchlo kurzenszcze!:)))))
    Aaaaaaaaaaa!

    OdpowiedzUsuń
  4. Daisy, ja też:)))

    Lustereczko, ale tam nie smierdzi, bo ubojnia i skubanie piór jest po drugiej stronie ulicy. U nas lecą już czyste i nie waniające;)

    ade, no to mnie rozwaliło:)))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdzie nie ma lekko...
    Zycie to ciagla walka o byt :((
    Ale ciesze sie,ze sie nie poddajesz kobito i walczysz o "lepsze jutro" !!!
    Trzym sie tam cieplo (zima idzie) buziole wielkie posylam :***

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurcza i juzas jeno dworzec i odjazd rozumie.....
    Kobito od kiedy skrzydelka maja nogi???
    A wiesz hmm, niewazne ze mala ta nozka, warzniejsze jaki wielki tz. ile miejsca w Kaloszu ;) :D:D

    OdpowiedzUsuń